7 listopada 2018

[Recenzja] Anthony Braxton - "For Alto" (1971)



Anthony Braxton to jeden z najwybitniejszych przedstawicieli muzyki improwizowanej. Celowo nie napisałem "jazzowej", gdyż jego poszukiwania wyszły daleko poza ten gatunek. Nic dziwnego, że jego twórczość często spotyka się z nierozumieniem jazzowych tradycjonalistów. Jednak nie można jej odmówić ogromnej kreatywności i nowatorstwa, które inspirowały kolejne pokolenia muzyków. W tym roku wypada 50-lecie profesjonalnej kariery Braxtona, który pozostaje aktywnym muzykiem. Jego bogata dyskografia obejmuje ponad setkę albumów, jednak ze względu na ich ambitny, awangardowy charakter - nigdy nie przyniosły mu powszechnej sławy ani pieniędzy (na życie zarabia jako profesor uniwersytecki).

Choć Braxton potrafi grać na przeróżnych odmianach saksofonu (nigdy jednak nie używał popularnego tenoru) i klarnetu, swój najbardziej ceniony album zarejestrował wyłącznie za pomocą saksofonu altowego. Dodać trzeba, że nagrał go bez pomocy innych muzyków. "For Alto" to pierwszy w historii jazzu album na instrument solo. I to od razu dwupłytowy, zawierający siedemdziesiąt trzy minuty muzyki. Materiał powstał w lutym 1969 roku, a wydano go... w sumie nie bardzo wiadomo kiedy. Różne źródła nie są w tej kwestii zgodne, ale najbardziej wiarygodne podają rok 1971. Nawet jeśli album ukazał się z dwuletnim poślizgiem, to nic nie stracił na swojej świeżości, gdyż swoim nowatorstwem jeszcze bardziej wyprzedzał czas. To jeden z najważniejszych albumów freejazzowych, wytyczający standardy gry na saksofonie w tym nurcie. Braxton, mając do dyspozycji tylko alt, stosował przeróżne techniki gry i eksperymentował z sonorystyką, aby materiał był jak najbardziej zróżnicowany i nie nudził. Czasem gra naprawdę agresywnie, wydobywając z saksofonu dysonansowe, drażniące dźwięki (np. "To Composer John Cage", "To Pianist Cecil Taylor", "To My Friend Kenny McKenny"), zaś kiedy indziej zachwyca subtelnością i wyrafinowaniem ("To Artist Murray dePillars", "Dedicated to Ann and Peter Allen"). Cały materiał jest improwizowany i został zarejestrowany na setkę, bez żadnych późniejszych dogrywek.

Jeżeli komuś się wydaje, że ponad godzinny album na saksofon solo musi być nudny, nie może być bardziej w błędzie. "For Alto" zachwyca bogactwem pomysłów i improwizatorskimi umiejętnościami Anthony'ego Braxtona. Oczywiście jest to muzyka trudna w odbiorze, wymagająca intelektualnego wysiłku. Dlatego początkowo może spotkać się z kompletnym niezrozumieniem nawet wśród osób mających już jakieś doświadczenie z free jazzem. A nawet nie wyobrażam sobie jakie musi wywoływać wrażenia u osób, które wcześniej nie miały do czynienia z tym stylem. Jednak każdy, kto chce poszerzać swój gust i być w miarę osłuchanym człowiekiem, powinien w pewnym momencie swojej muzycznej edukacji spróbować zmierzyć się z "For Alto". A także z innymi dokonaniami Braxtona, które nie zawsze są tak radykalne.

Ocena: 10/10



Anthony Braxton - "For Alto" (1971)

LP1: 1. Dedicated to Multi-Instrumentalist Jack Gell; 2. To Composer John Cage; 3. To Artist Murray dePillars; 4. To Pianist Cecil Taylor; 5. Dedicated to Ann and Peter Allen
LP2: 1. Dedicated to Susan Axelrod; 2. To My Friend Kenny McKenny; 3. Dedicated to Multi-Instrumentalist Leroy Jenkins

Skład: Anthony Braxton - saksofon altowy
Producent: Robert G. Koester


7 komentarzy:

  1. Ten album to wyższa szkoła jazdy. Trzeba być mocno osłuchanym muzycznie i jeszcze bardziej otwartym intelektualnie aby docenić tę płytę. I nie, nie piszę tego z pozycji nadętego bufona, ale taka muzyka (jak wspomniał Paweł) jest bardzo trudna w odbiorze. Przeciętny słuchacz stwierdzi, że takie piłowanie to nie muzyka, a rozrywanie kota i z pewnością sam nagrałby podobny album.
    Rozmawiałem kiedyś z facetem, inteligentnym, oczytanym i raczej otwartym na nowe doznania, który powiedział mi, że gdyby chciał kogoś doprowadzić do obłędu zamknąłby kogoś takiego w pokoju i włączył ten album ;-)
    Doceniam Braxtona, ale sam dawkuję go sobie od święta i tylko wtedy gdy jestem sam w domu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. "To Composer John Cage" to jeden z najwybitniejszych utworów, jakie słyszałem w życiu. Cała płyta to cudo, chociaż za Braxtonem nieszczególnie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Póki co sporo z tych albumów służy mi za "Vademecum Snoba" - puszczam znajomym, krzywią się albo uciekają, a ja (po części nawet prawdziwie) mówię, że to jest świetne i słucham dalej, wierząc że tak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ale ten album naprawdę jest świetny. 70 minut grania na jednym instrumencie i w ogóle nie brzmi to monotonnie.

      Usuń
  4. Właśnie tego słucham i nie uważam aby to było jakoś wyjątkowo trudne, po prostu solo na saksofonie. Dla mnie jest raczej zabawne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. z resztą sam Braxton uważał Alyera za swojego mentora.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.