15 września 2018

[Recenzja] Ash Ra Tempel - "Schwingungen" (1972)



"Schwingungen", drugi album Ash Ra Tempel, przynosi pewne zmiany. Nagrany został z nowym perkusistą, Wolfgangiem Müllerem (który zajął miejsce Klausa Schulze'a) i szeregiem gości, jak saksofonista Matthias Wehler czy wokalista podpisany jako John L. Pod względem muzycznym jest to nieco mniej szalony materiał od debiutu, jakby muzycy chcieli połączyć psychodeliczne odjazdy z bardziej przystępnym, niemalże konwencjonalnym graniem. W każdym razie nie jest to już stuprocentowa improwizacja, a częściowo oparta na skomponowanych wcześniej motywach.

Ponownie album składa się dwóch długich nagrań, wypełniających po jednej stronie płyty winylowej. Jednak pierwsze z nich, "Light and Darkness", to tak naprawdę dwa odrębne utwory. "Light: Look at Your Sun" przypomina o bluesowych korzeniach Manuela Göttschinga i Hartmuta Enke'a. Zespół ciekawie łączy tutaj bluesowe partie gitary i bluesowy rytm z charakterystycznym dla krautrocka, psychodeliczno-kosmicznym klimatem. Kiepsko wypada niestety warstwa wokalna, bez której mogło się obyć. "Darkness: Flowers Must Die" to już bardziej odjechane nagranie - dużo elektroniki, egzotyczne perkusjonalia, przeszywające dźwięki saksofonu, gitarowe szaleństwa Göttschinga oraz hipnotyzująca gra sekcji rytmicznej. Ale też znów niepotrzebny, kuriozalny wokal. Wypełniający drugą stronę utwór tytułowy (podzielony na części "Suche" i "Liebe", tworzące jednak dość spójną całość) pokazuje natomiast bardziej oniryczne oblicze Ash Ra Tempel. Z początku utwór jest bardzo delikatny, z pięknymi partiami wibrafonu zatopionymi w klawiszowym tle, ale z czasem dochodzą do tego dźwięki gitarowych sprężeń i intensywna perkusja (przywołujące skojarzenia z floydowskim "A Saucerful of Secrets"). W drugiej części utwór zbliża się do bardziej konwencjonalnej psychodelii i drażni nieudolną wokalizą.

Połączenie eksperymentalnego grania z większą przystępnością nie było złym pomysłem, ale zespół zdecydowanie powinien pozostać przy graniu instrumentalnym, a jeśli już koniecznie chciał mieć wokal - należało rozejrzeć się za kimś, kto potrafi śpiewać. Do warstwy instrumentalnej nie mam zarzutu, ale to okropne wycie znacząco odbiera przyjemność ze słuchania i rujnuje fantastyczny klimat albumu.

Ocena: 8/10



Ash Ra Tempel - "Schwingungen" (1972)

1. Light and Darkness (Light: Look at Your Sun / Darkness: Flowers Must Die); 2. Schwingungen (Suche / Liebe)

Skład: Manuel Göttsching - gitara, organy, elektronika; Hartmut Enke - bass, gitara, elektronika; Wolfgang Müller - perkusja, wibrafon
Gościnnie: Matthias Wehler - saksofon; John L. - wokal, drumla, instr. perkusyjne; Uli Popp - bongosy
Producent: Rolf-Ulrich Kaiser


4 komentarze:

  1. W przypadku wokalu w drugiej części "Light And Darkness" miałem dokładnie odwrotne odczucia - bez tych opętańczych wrzasków, rodem z jakiegoś rytuału, nie byłoby to nawet w połowie tak klimatyczne nagranie. W pierwszej części faktycznie, wypada to trochę kuriozalnie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ponieważ wokale to coś co z miejsca potrafi skreślić u mnie album (patrz "a great gig in the sky") to solidnie się zastanawiam czy po to sięgać. Ale z tego co pisze @pablo1371000 to może mi się spodobać. W końcu pojebana muzyka wymaga pojebanego wokalu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej posłuchaj eponimicznego debiutu. Tam nie ma wokalu, a warstwa muzyczna jest jeszcze lepsza, niż tutaj.

      Ale jeśli debiut Cię przekona, to warto też sięgnąć potem po inne albumy Ash Ra Tempel i późniejszych projektów Gottschinga. Przynajmniej po te, które zrecenzowałem.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.