18 maja 2018

[Recenzja] Yatha Sidhra - "A Meditation Mass" (1974)



Niemieckie trio Yatha Sidhra pozostawiło po sobie tylko jeden album. Jeden, ale za to jakże piękny. "A Mediatation Mass" w całości wypełnia tytułowa czteroczęściowa suita, będąca wspaniałą mieszanką krautrocka, psychodelii, folku i jazz rocka, przesiąkniętą klimatem środkowo-południowej Azji. Choć całość jest bardzo spójna, nie bez powodu podzielono ją na części. "Part 1" - najdłuższa, 18-minutowa część - ma medytacyjny charakter i hipnotyzujący nastrój, tworzony przez przepiękne partie fletu, którym towarzyszy jednostajny podkład gitary i egzotycznych perkusjonaliów, oraz elektroniczne szumy w tle. Pojawiają się też partia wokalna o nieco wschodnim charakterze.  Krótki, ledwie trzyminutowy "Part 2", jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniej części, ale zmienia się instrumentarium - tym razem partii fletu towarzyszy elektryczne pianino, transowa partia elektrycznego basu, oraz dość zwyczajna perkusja. W drugiej połowie milknie flet, a pozostałe instrumenty zaczynają grać w bardziej jazzowy sposób. Znów dłuższy, dwunastominutowy "Part 3" łączy medytacyjny charakter pierwszej części i motywy z drugiej; w środkowym fragmencie robi się natomiast bardziej dynamicznie, a na pierwszy plan wysuwa się zadziorne solo gitary. Finałowy "Part 4" to siedmiominutowa repryza pierwszej części - doskonała klamra spinająca album.

"A Meditation Mass" to raczej nie najlepszy, ale zdecydowanie najładniejszy NKR, jaki słyszałem. Album powinien przypaść do gustu zarówno wielbicielom hipisowskiej muzyki z drugiej połowy lat 60., jak i krautrocka, a przede wszystkim miłośnikom muzyki z silnymi wpływami orientalnymi, zwłaszcza hindustańskimi.

Ocena: 8/10



Yatha Sidhra - "A Meditation Mass" (1974)

1. Part 1; 2. Part 2; 3. Part 3; 4. Part 4

Skład: Rolf Fichter - gitara, instr. klawiszowe, wibrafon, flet, wokal; Matthias Nicolai - gitara i bass; Klaus Fichter - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Peter Elbracht - flet
Producent: Winfried Schmidt, Achim Reichel i Frank Dostal



Po prawej: okładka niektórych reedycji.



6 komentarzy:

  1. Dzięki za tę płytę, nigdy nie słyszałem o tym zespole
    Nie myślałeś kiedyś Pawle aby otagować wpisy też latami wydania płyt - fajnie byłoby wejść i przeczytać np wszystkie recenzje płyt wydanych w 1974
    Wiem - roboty a roboty...dlatego milknę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... Zresztą nie bardzo widzę sens w takim podziale. A zawsze przecież można wejść na stronę ze spisem recenzji, wcisnąć Ctrl+F i wpisać szukany rok ;)

      Usuń
  2. ale już tag NKR byłby strzałem w dziesiątkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak. Ale NKR to trochę niejasne pojęcie. Teoretycznie powinno być używane tylko dla wykonawców, którzy wydali jeden, góra dwa albumy i nie zdobyły żadnej popularności. Ale przecież za NKR-y powszechnie uznaje się także np. East of Eden, Atomic Rooster czy Stray, czyli zespoły z dość bogatymi dyskografiami, mającymi na koncie komercyjne sukcesy. Skoro tak, to czy NKR-ami nie są również np. Wishbone Ash, Jeff Beck Group, czy nawet John Mayall? Idąc dalej tym tropem, okaże się, że zdecydowana większość tego, o czym piszę, to NKR-y, bo nie są to wykonawcy których można usłyszeć w radiu lub poczytać o nich w Teraz Rocku (w Lizardzie już tak, ale oni mają mały nakład).

      Usuń
  3. Panie Pawle dosyć pokrętna to logika. Nie pisze Pan o zespołach nieznanych , być może tylko dla młodszych słuchaczy i tych którzy nie mają żyłki muzycznego poszukiwacza. Zespoły pokroju Atomic Rooster , Stray czy East of Eden mimo że były dla nas w latach 70-tych mnej popularne od klasyki rocka, ale znane i krążyły wśród zbieraczy winyli .To żadne NKR-y. Trzeba dodać że termin „Nieznany Kanon Rocka” narodził się w Trójce Pod Księżycem w audycji Tomasza Beksińskiego w styczniu 1999 roku. Jednak to nie on wymyślił nazwę a jeden z jego słuchaczy. Istnieje też inna nazwa tzw. „ Rarytasowy Rock”. Tak zatytułował swoją książkę którą napisał wspólnie z Grzegorzem Siwkiem zmarły w 2010 roku Waldemar Korpała założyciel Klubu Miłośników Hammonda, znawca starego rocka, kolekcjoner płyt i instrumentów. Od 1998 roku krąży ona jako skrypt wśród miłośników starej mało znanej „muzy” bo nigdy nie doczekała się wydania choć hasła z niej jako źródła są nawet w Wikipedii. Nie do przecenienia są również zasługi dla propagowania nieznanych „perełek rocka „ właściciela sklepu „Megadisc „ w Warszawie (2001) Jacka Leśniewskiego i cykle artykułów publikowane od połowy lat 90-tych w „ Teraz Rock”. Jego katalogi płytowe z ofertą sklepu krążące wśród zbieraczy stały się inspiracją i kopalnią wiedzy dla wielu pasjonatów osiągając status kultowych. Wracając do sedna. Klasyka rocka i wszystkie te ogólnie znane i opisane kapele to tylko wierzchołek góry lodowej. Obok nich bądź przed nimi istnieli wykonawcy którzy , mimo że prezentowali muzykę ambitną i ciekawą (a może właśnie dlatego) nie zyskali szerszej popularności bądź też w ogóle nie zaistnieli w świadomości ówczesnych odbiorców. Dotyczy to zespołów działających w latach 60-tych i 70 –tych a więc w okresie burzliwego rozwoju progresywnych , kreatywnych tendencji w rocku oraz wyjątkowej swobody artystycznej jaką mogli się cieszyć twórcy tej muzyki. Większość zespołów z kręgu NKR-u nie pojawiała się lub pojawiała się sporadycznie w rzetelnych opracowaniach poświęconych muzyce rockowej. Ignorowani przez media w swoim czasie poszli – często niesłusznie – w niemal zupełne zapomnienie. Teraz w dobie renesansu płyty winylowej i potężnego narzędzia jakim jest Internet pasjonaci udostępniają do odsłuchu swoje zbiory i dzielą się wiedzą.Godzi się zaznaczyć że płyty analogowe tych wykonawców były wydawane często prywatnym sumptem lub przez niewielkie efemeryczne wytwórnie w minimalnych nakładach więc obecnie osiągają zawrotne ceny wśród zbieraczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że jednak większość słuchaczy ogranicza się tylko do popularnych wykonawców. Oczywiście, nie ma tego jak sprawdzić, więc pozostają tylko przypuszczenia. A jeśli chodzi o termin NKR, to niestety różni ludzie różnie go interpretują. I East of Eden lub Stray często pojawiają się na różnych listach i plebiscytach. Zgadzam się, że niesłusznie, bo to nie są nieznane zespoły, tylko raczej zapomniane (przez media, nie przez słuchaczy).

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.