5 lutego 2018

[Recenzja] Miles Davis - "Water Babies" (1976)



Niedługo po powrocie z japońskiej trasy, zespół Davisa kontynuował intensywne koncertowanie w swojej ojczyźnie. Lider był coraz bardziej zmęczony nieustannymi występami, do tego pochłaniał go narkotykowy nałóg, a w rezultacie coraz bardziej podupadał na zdrowiu. W sierpniu 1975 roku podjął decyzję o tymczasowej przerwie w działalności - odwołał ostatni z zaplanowanych koncertów i odstawił trąbkę na półkę. Wziął ją z powrotem do ręki dopiero cztery lata później... Niespecjalnie zmartwiło to jego wydawcę, który miał dostęp do bogatego archiwum muzyka - niezliczonych nagrań studyjnych i koncertowych, których dotąd nie opublikowano, wystarczyłoby na zapełnienie dziesiątek albumów.

Tym bardziej dziwi, dlaczego dysponując taką ilością materiału, w pierwszej kolejności wydano właśnie "Water Babies". Są to nagrania z dwóch różnych sesji, z czerwca 1967 roku i listopada 1968 roku. Wypełniające pierwszą stronę kompilacji utwory "Water Babies", "Capricorn", "Sweet Pea" powstały w tym samym czasie, co album "Nefertiti", w najsłynniejszym kwintecie Davisa, z Herbiem Hancockiem, Waynem Shorterem, Tonym Williamsem i Ronem Carterem. Jest to całkiem sprawnie zagrany post-bop, ale ten skład było stać na więcej - zarówno w kwestii kompozytorskiej, jak i wykonawczej. Nic zatem dziwnego, że właśnie dla tych kawałków zabrakło miejsca na wspomnianym albumie. Bo choć słucha się ich przyjemnie, zupełnie nie dają powodów do zachwytu.

Utwory ze strony B, "Two Faced" i "Dual Mr. Anthony Tillmon Williams Process", powstały pomiędzy sesjami do albumów "Filles de Kilimanjaro" i "In a Silent Way", w nieco innym składzie, z Davem Hollandem na miejscu Cartera i Chickiem Coreą jako drugim pianistą. W tych nagraniach zespół eksperymentuje z jazzem elektrycznym (ściślej mówiąc, zelektryfikowane są tu tylko pianina), ale efekt jest nieporównywalnie mniej ciekawy od "In a Silent Way". "Two Faced" jest jednak całkiem przyjemnym, choć może nieco za długim jamem, sprawnie łączącym stylistykę Drugiego Wielkiego Kwintetu z nowocześniejszym brzmieniem. Mniej przekonująco wypada drugi utwór, rażący dość banalnymi melodiami.

"Water Babies" bez wątpienia zasługuje na miano zbioru odrzutów. Nie jest to oczywiście bezwartościowa muzyka - większość zawartego tu materiału prezentuje całkiem solidny poziom. Problem jednak w tym, że Miles Davis przyzwyczaił do wybitnych rzeczy. Praktycznie każde jego wydawnictwo z dekady poprzedzającej wydanie "Water Babies" jest od niego nieporównywalnie lepsze.

Ocena: 7/10



Miles Davis - "Water Babies" (1976)

1. Water Babies; 2. Capricorn; 3. Sweet Pea; 4. Two Faced; 5. Dual Mr. Anthony Tillmon Williams Process

Skład: Miles Davis - trąbka; Wayne Shorter - saksofon; Herbie Hancock - pianino (1-3), elektryczne pianino (4,5); Tony Williams - perkusja; Ron Carter - kontrabas (1-3); Chick Corea - elektryczne pianino (4,5); Dave Holland - kontrabas (4,5)
Producent: Teo Macero


5 komentarzy:

  1. "Water Babies" bez wątpienia zasługuje na miano zbioru odrzutów. Dobre !!!To ja życzę wszystkim, a zwłaszcza dzisiejszym jazzmanom takich odrzutów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym sobie życzył, żeby ktoś dziś wydał album na takim poziomie, jak "Water Babies". Jednak longplay ten nie wytrzymuje porównania z wcześniejszymi dokonaniami Davisa, jest jego najsłabszym studyjnym materiałem od czasu "Quiet Nights".

      Usuń
  2. Oczywiście to były odrzuty świadczy to jednak moim skromnym zdaniem o geniuszu Milesa z tamtego okresu. Płyta jest faktycznie dość dziwna bo na stronie A analoga jest klasyczny akustyczny kwintet, a na drugiej mamy elektryczne piana Corea i Hancocka i wkraczamy w niebezpieczne dla ortodoksów rejony :) ale proszę sobie porównać Sweet Pea, Water Babies i Capricorn z ich odpowiednikami na płycie kompozytora Wayna Shortera Supernova z 1969r. Dla mnie przepaść na korzyść kwintetu Milesa .

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest bardzo ceniony wśród fanów Milesa oczywiście nie dorównuje Nefertiti a porównanie z Quiet Nights sorry tamta sesja to inna bajka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie porównałem tego albumu z "Quiet Nights". Stwierdziłem tylko, że wszystko wydane pomiędzy tymi dwoma albumami jest od nich lepsze.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.