[Recenzja] Peter Hammill - "Over" (1977)

Okładka płyty "Over" Petera Hammilla.


Pomimo bardzo udanego i równie intensywnego powrotu Van der Graaf Generator - w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy grupa nagrała trzy albumy, a czas pomiędzy sesjami spędzała na koncertowaniu - Peter Hammill nie zamierzał rezygnować z solowej działalności. Tuż po zakończeniu prac nad "World Record", a przed kolejną serią występów, znalazł tydzień na zarejestrowanie kolejnego autorskiego materiału. Jednego z bardziej osobistych w karierze - "Over" to rzecz o różnych rodzajach samotności, o rozstaniach, napisana po rozpadzie jego związku z niejaką Alice. Wkrótce miało jednak dojść też do innego odseparowania. Dość wymowny jest zresztą fakt, że - w przeciwieństwie do zdecydowanej większości poprzednich płyt Hammilla - w nagraniach nie uczestniczyli Hugh Banton i David Jackson. Ledwie kilka miesięcy póżniej, po zakończeniu trasy, obaj odeszli ze składu VdGG. Udzielają się tu natomiast wszyscy muzycy kolejnego wcielenia zespołu: stały towarzysz Guy Evans, powracający po przerwie basista Nic Potter, a także debiutujący w tym gronie skrzypek Graham Smith. Choć tu jeszcze w żadnym nagraniu nie wystąpili wszyscy razem.

Z Potterem i Evansem Hammill zarejestrował trzy utwory, które za sprawą udziału sekcji rytmicznej są najbardziej dynamicznymi fragmentami albumu. Pewnym zaskoczeniem może być "Crying Wolf", hardrockowy otwieracz płyty, łączący jednakże gitarowy ciężar i energię ze skromną dawką progowej finezji. Niedawno ktoś zwrócił mi uwagę na podobieństwo barwy głosu Hammilla do Roba Halforda. W takiej stylistyce faktycznie mocno to słychać. Dokładnie w ten sposób mógłby grać Judas Priest, gdyby muzycy mieli choć odrobinę więcej ambicji, umiejętności oraz subtelniejsze poczucie estetyki. To samo trio odpowiada też za dwa najdłuższe na płycie utwory. Blisko dziewięciominutowy "Time Heals" to pełna dramatyzmu i patosu ballada, z zupełnie bezsensowną wstawką humorystyczną, przypominającą żartobliwe kawałki Emerson, Lake & Palmer. Na kontrastach, choć już nie tak drastycznych, zbudowano także "Lost and Found" - tu akurat wypada to bardziej spójnie i sensownie, a utwór broni się wyrazistą melodią oraz bardziej znośną dawką podniosłego nastroju, równoważonego nieco żartobliwymi chórkami.

Jednak ogólnie na "Over" jest naprawdę sporo patosu i dramatyzmu, nawet jak na standardy Petera Hammilla. Apogeum tego jest "Autumn", jeden z dwóch kawałków zarejestrowanych w duecie ze Smithem. Czuję się naprawdę zażenowany tą powagą i teatralnym, przejaskrawionym bólem, z jakimi Hammill śpiewa ckliwy tekst o tym, że dzieci dorosły i poszły na swoje. Serio, nikt nie umarł, nikomu nie stała się krzywda, nawet fikcyjnym bohaterom, po prostu dzieciaki się usamodzielniły, a Piotrek - wówczas bezdzietny - przeżywa to tak, jakby faktycznie na zawsze stracił całą rodzinę. Towarzyszy temu natomiast pretensjonalny i kiczowaty akompaniament fortepianowo-smyczkowy. O wiele lepiej prezentuje się nagrany przez tę samą dwójkę "Betrayed", z oszczędnym akompaniamentem gitary akustycznej oraz tym razem mniej konwencjonalnymi partiami skrzypiec. Hammill znów śpiewa teatralnie, ale w ten swój charakterystyczny, ekspresyjny i szalony sposób, zachwycając wyobraźnią i możliwościami.

Znów mniej przekonuje mnie "This Side of the Looking Glass" z udziałem orkiestry, której partie nie są może jakoś przesadnie podniosłe, raczej rzewne, jednak sam pomysł umieszczenia na rockowej płycie takiej (ubogiej) imitacji muzyki epoki romantyzmu był raczej pretensjonalny. Do tego Hammill śpiewa tu w nienaturalnie wysoki, przesadnie dramatyczny sposób, choć tu akurat znajduje to pewne uzasadnienie w tekście o śmierci bliskiej osoby. Ostatecznie nie jest to taki kicz, jak w "Autumn". Na płycie znalazły się też dwa w pełni samodzielne utwory, "Alice (Letting Go)" i "(On Thuesdays She Used to Do) Yoga", oba z Peterem akompaniującym sobie na gitarze akustycznej, drugi także z brzmieniami syntezatora. "Alice" to surowe, wręcz intymne nagranie, z Hammillem nie szarżującym jak zwykle, a mimo to jest to jedna z bardziej wyrazistych i najlepszych na płycie partii wokalnych, zaś cały utwór wypada bardzo zgrabnie. "Yoga" również zaaranżowana jest oszczędnie, choć nieco bardziej posępnie, z bardziej teatralnym śpiewem, który tutaj świetnie się sprawdza, a sama linia wokalna jest moją ulubioną na płycie.

Z pierwszych sześciu autorskich albumów Petera Hammilla "Over" przekonuje mnie najmniej. Wciąż jest tu trochę świetnej muzyki. Najbardziej trafiają do mnie fragmenty, w których artysta idzie w estetykę singer-songwriter, stawiając na bardziej oszczędny akompaniament. Świetny jest też otwieracz - swoją drogą totalna zmyłka bez większego związku z resztą albumu - pokazujący, że Hammill sprawdziłby się również w hard rocku. Jednak te pełne patosu ballady za bardzo balansują na granicy kiczu, czasem daleko ją przekraczając. Ogólnie nie jest to ani album tak wyrafinowany muzycznie, jak "Chameleon in the Shadow of the Night" czy "The Silent Corner and the Empty Stage", ani tak postępowy i inspirujący, jak fragmenty "Nadir's Big Chance". Tyle dobrego, że Hammillowi w końcu udało się wyraźnie odseparować własną karierę od stylu Van der Graaf Generator.

Ocena: 7/10

Recenzja dodana 12.2025


Peter Hammill – "Over" (1977)

1. Crying Wolf; 2. Autumn; 3. Time Heals; 4. Alice (Letting Go); 5. This Side of the Looking Glass; 6. Betrayed; 7. (On Tuesdays She Used to Do) Yoga; 8. Lost and Found

Skład: Peter Hammill - wokal, gitara (1,4,6-8), pianino (1-3,8), syntezator (3,7,8), organy (1); Nic Potter - gitara basowa (1,3,8); Guy Evans - perkusja (1,3,8); Graham Smith - skrzypce (2,6); Michael Brand - dyrygent orkiestry (5)
Producent: Peter Hammill


Komentarze

  1. Trafiłeś! "Autumn" jest wyjątkowo kiczowatym utworem na dodatek z tekstem, przy którym piosenka z czołówki "Klanu", to arcydzieło. Z kolei "...Looking Glass" chociaż posługuję się zbliżonymi środkami wyrazu - lubię - jest tu naprawdę ciekawa, oryginalna melodia, dekadencki nastrój no i tekst jest o wiele wyższej próby. Hammill takimi utworami otworzył faktycznie nowy rozdział artystyczny - te "melodramy|" z nutą emo będą mu towarzyszyły przez kolejne dekady - z różnym skutkiem - czasem będzie to kicz, czasem bardzo piękny utwór (za najlepszy numer Petera w tej melodramatycznej konwencji uważam "Curtains" z "Fireships"

    OdpowiedzUsuń
  2. " choć tu akurat znajduje to pewne uzasadnienie w tekście o śmierci bliskiej osoby". Chyba jednak jest to przede wszystkim tekst o rozbiciu psychicznym, które następuje po rozpadzie związku i rozstaniu z kochanką, a nie po śmierci bliskiej osoby (tzn. śmierć może być potencjalnie jedną z przyczyn -tekst tego nie wyklucza, ale nie jest raczej przyczyną główna i na pewno jest to relacja romantyczna, a nie śmierć np. dziecka, rodziców, przyjaciela itd). Pamiętam też, że w takich kategoriach interpretował ten tekst Beksiński, który był naprawdę fanatycznym znawcą twórczości Hammilla i też całkiem udanie przełożył The Side of the Looking Glass na polski (w takiej solidnej młodopolskiej manierze - tak jak powinno się to zrobić).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oparłem się właśnie na tłumaczeniu Beksińskiego. Przejście na druga stronę zwierciadła rownież zinterpretowałem jako śmierć, natomiast możesz mieć rację, że najważniejszy jest tu stan psychiczny podmiotu lirycznego, a nie konkretna przyczyna. Natomiast niewątpliwie była to, jak sam to określiłeś, relacja romantyczna - ale nie uznałem takiego doprecyzowania za konieczne w powyższej recenzji, gdzie nie zagłębiam się w interpretację tekstu, a jedynie wspominam o adekwatnym dopasowaniu środków muzycznych. Inaczej niż w przypadku "Autumn".

      Usuń
    2. Oczywiście - to nie jest też tak, że obowiązuje jedna jedyna interpretacja tekstu. Co do muzyki na "Zwierciadle" to nie sądzę, żeby zamiarem Petera była jakakolwiek imitacja muzyki z okresu romantyzmu (nie słyszę większych odniesień do niej w aranżacji). Orkiestracje wyrastają z tradycji musicalu i robił je fachowiec (Michael Brand). Problemem w tych " melodramach" Hammilla ze smyczkami jest (nad)interpretacja łączona ze zbyt banalnym tekstem i melodyka niedobrana do charakteru aranżu. Wszystkimi tymi grzechami obarczone jest wg mnie "Autumn" i robi się z tego "Trędowata", ale w "Looking Glass" jest znacznie lepiej (lepiej zaśpiewana wersja tego utworu znajduje się na "Love Songs"), a niektóre utwory Petera w tej konwencji jak "Curtains" czy Something About Ysabel's Dance to prawdziwe dziełka - przepiękne pieśni.

      Usuń
    3. Mam z tym albumem trzy problemy. Pierwszy to teksty zahaczające o ekshibicjonizm emocjonalny (Yoga, Betrayed). Drugi to nadmiar patosu (nawet jak na Hammilla) . A trzeci, powiązany z drugim, nadekspresyjność. Jeszcze kiedy dodamy do tego wstawki orkiestrowe w Lustrze albo jakieś, co jeszcze gorsze, wtręty a'la Elton John w trzeciej minucie Time Heals to już słabe to zaczyna być. Strasznie nierówna płyta - Autumn to po prostu słaby utwór, Lustra podlanego patosem i zabitego orkiestrą nie da się słuchać, Alice i Lost&Found to też jakieś wybitne dzieła nie są. Szkoda, bo reszta kompozycji, choć uproszczona (no ale to nie VDGG) to ładne ballady albo dobry hard rock w Crying Wolf. Czyli pół płyty sie broni. Tylko pół. Ciekawe dlaczego wśród fanów PH ta płyta uchodzi za kultową.

      Usuń
    4. Wydaje mi się, że "Something about Isabel's Dance" raczej nie jest w tej konwencji, tam występuje bardzo uboga aranżacja, tylko wokal i skrzypce (co akurat wyszło tej piosence na dobre). Gdzie tam Izabeli do Zwierciadła czy nawet Autumn

      Usuń
    5. Racja! Ale utwór generalnie piękny .

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)