14 sierpnia 2017

[Recenzja] Grateful Dead - "Anthem of the Sun" (1968)



Drugi album grupy Grateful Dead, "Anthem of the Sun", powstał w bardzo nietypowy sposób. Poszczególne utwory są bowiem zlepkiem różnych studyjnych podejść i koncertowych wykonań. Muzycy wykorzystali materiał z czterech sesji studyjnych, jakie odbyły się między wrześniem, a grudniem 1967 roku, a także z siedemnastu koncertów, zarejestrowanych między listopadem '67, a lutym '68. Żmudna, ciągnąca się miesiącami praca nad miksem doprowadziła do szału producenta Davida Hassingera, który w rezultacie zostawił zespół w jej trakcie. Muzycy sami wszystko dokończyli i trzeba przyznać, że poradzili sobie znakomicie, gdyż nie słychać tu żadnych cięć ani przeskoków, czasem tylko zauważalne są różnice w brzmieniu.

Dzięki temu podejściu powstał album zupełnie inny, niż "piosenkowy" debiut. Bliższy koncertowego oblicza grupy. Wyjątek stanowi króciutki, bardzo prosty "Born Cross-Eyed" (wydany także na stronie B singla "Dark Star"), który spokojnie mógłby znaleźć się na poprzednim longplayu. Utwór przelatuje niemal niezauważony, warto jednak zwrócić uwagę na partię trąbki, na której zagrał basista Phil Lesh, nadając kawałkowi trochę hiszpańskiego brzmienia. Pozostałe cztery utwory to już zdecydowanie bardziej rozbudowane kompozycje, w sporej części składające się z długich, psychodelicznych jamów. W takich momentach zespół jest w swoim żywiole. Fantastycznie wypadają pełne swobody gitarowe i klawiszowe solówki, podparte hipnotycznym basem i bogatym brzmieniem dwóch perkusji (niedługo przed rozpoczęciem pracy na "Anthem of the Sun", skład zespołu poszerzył się o drugiego bębniarza, Mickeya Harta). Perkusiści swoje przysłowiowe pięć minut mają w "Alligator", w którym grają ciekawe (!) solo o "plemiennym" charakterze. Trzeba jednak podkreślić, że te utwory to nie tylko improwizacje, ale także całkiem niezłe melodie - chociażby w spokojniejszym "New Potato Caboose".

"Anthem of the Sun" można potraktować jako "właściwy" debiut Grateful Dead, bowiem to właśnie na tym albumie zespół pokazał swoje prawdziwe oblicze, wcześniej znane tylko uczestnikom ich porywających koncertów. Co prawda, swoje wyżyny grupa osiągnęła dopiero na już w pełni koncertowym "Live/Dead", jednak "Anthem of the Sun" jest jego bardzo dobrą zapowiedzią.

Ocena: 8/10



Grateful Dead - "Anthem of the Sun" (1968)

1. That's It for the Other One; 2. New Potato Caboose; 3. Born Cross-Eyed; 4. Alligator; 5. Caution (Do Not Stop on Tracks)

Skład: Jerry Garcia - wokal (1,3), gitara, kazoo; Bob Weir - wokal (1-3), gitara, kazoo; Ron McKernan - wokal (4,5), instr. klawiszowe; Phil Lesh - bass, trąbka, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, kazoo; Tom Constanten - instr. klawiszowe; Bill Kreutzmann - perkusja i instr. perkusyjne, pianino; Mickey Hart - perkusja i instr. perkusyjne, pianino
Producent: Grateful Dead i David Hassinger


4 komentarze:

  1. A co jest w tej plemiennej solówce, że Cię zainteresowała? Ilekroć wypływa temat sól perkusyjnych, to jesteś zdecydowanym przeciwnikiem.

    Też bowiem mam w zanadrzu solówkę perkusyjną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ta "plemienność". Że jest w tym jakiś zamysł, zamiast przypadkowego okładania bębnów. Podobny patent pojawia się także w "Diana" Comus i tam brzmi to jeszcze bardziej intrygująco.

      Usuń
  2. Będzie recenzja "Blues For Allah"? Widzę, że na RYM'ie oceniłeś go jako bardzo dobry. Chyba że ocena nie aktualna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ocena jest aktualna, ponieważ od jej wystawienia nie słuchałem tego albumu i kompletnie go nie pamiętam ;) Jednak ta ocena mówi tylko tyle, jak bardzo podobał mi się ten album w chwili pierwszego i jedynego odsłuchu. Gdybym miało to miejsce innego dnia, ocena mogłaby być inna. Tak samo gdybym dokładniej poznał ten album w celu napisania recenzji (taka sytuacja ma miejsce bardzo często). Dlatego nie należy przywiązywać wielkiej wagi do moich ocen z RYMa. Inaczej ma się sprawa z tymi w recenzjach, bo one są dobrze przemyślane, podparte licznymi, uważnymi przesłuchaniami i dodatkowym poszukiwaniem informacji na temat danego albumu, staram się też je uzasadnić nie tylko za pomocą opisu subiektywnych odczuć. Te starsze recenzje, sprzed 2016 roku, były bardziej subiektywne i dlatego bardzo się zdezaktualizowały. Choć wpływ na to miał też mój rozwój jako słuchacza, kompletna zmiana podejścia do muzyki.

      A wracając do pytania, to jak może zauważyłeś, wśród najnowszych recenzji są albumy wykonawców, do których opisywania wróciłem po paru miesiącach przerwy. To celowy zabieg - mam zamiar przynajmniej raz w miesiącu wracać do takich przerwanych cyklów. Możliwe, że do Grateful Dead też, choć w aktualnych planach tego zespołu nie mam.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane, ale jeśli uznam je za ciekawe, umieszczę odpowiedzi na nie na stronie "FAQ / Q&A".