[Recenzja] Alice Coltrane - "World Galaxy" (1972)

"World Galaxy" w zasadzie można nazwać kontynuacją wydanego kilka miesięcy wcześniej "Universal Consciousness". Alice Coltrane dalej eksploruje możliwości zastosowania w spiritual jazzie elektrycznych organów oraz instrumentów smyczkowych. A sekcja smyczkowa tym razem jest znacznie bardziej rozbudowana - to już nie kwartet, a kilkunastoosobowa orkiestra - i obecna nie w części, a we wszystkich utworach. Poza tym w nagraniach udział wzięli saksofonista Frank Lowe, basista Reggie Workman, perkusista Ben Riley oraz grająca na kotłach Elayne Jones. Zaś sama liderka, poza swoim nowym ulubionym instrumentem, gra także na pianinie, harfie, perkusjonaliach oraz, po raz pierwszy na płycie, na tamburze.
Poza trzema premierowymi kompozycjami samej Coltrane, wszystkich z galaktyką w tytule, na płycie znalazły się też dwa pochodzące z cudzego repertuaru. Otwieracz "My Favorite Things", napisany w 1959 roku przez Richarda Rodgersa (muzyka) i Oscara Hammersteina III (tekst, tu pominięty) do ich musicalu "Dźwięki muzyki", dwa lata póżniej stał się jazzowym standardem za sprawą fenomenalnej, instrumentalnej interpretacji Johna Coltrane'a. Alice czerpie zarówno z wersji zmarłego męża, jak i oryginału. Z pierwszej bierze jazzową ekspresję i swobodę, z drugiego - orkiestralne brzmienia oraz, oczywiście, samą wspaniałą melodię, obecną we wszystkich trzech wersjach. Od siebie dodaje zelektryfikowane brzmienie, a także bardzo przestrzenną, nieco kakofoniczną końcówkę, w zamyśle będącą dźwiękową ilustracją kosmosu.
Finałowy "A Love Supreme" to już z kolei wariacja na temat słynnej kompozycji samego Trane'a. Trochę niepotrzebna wydaje się tu klamra z monologiem Swamiego Satchidanandy do delikatnej orkiestracji. Zasadnicza część utworu to w zasadzie jazz-rockowa improwizacja, z Alice grającą na organach zarówno ostre partie solowe, jak i dosadną, głęboką linię basu, w towarzystwie natarczywej, uproszczonej perkusji Rileya, z krótkim freejazzowym wejściem Lowe'a, a także znacznie już dłuższą, nieco jazgotliwą solówką Leroya Jenkinsa na skrzypcach. Świetne granie, wnoszące coś nowego, wówczas niespodziewanego, do dorobku artystki. Z oryginału pozostało niewiele, ale to tym lepiej świadczy o Coltrane, która do sprawy podeszła z kreatywnością, nie bojąc się zmasakrować powszechnie cenionej kompozycji.
Umieszczenie w repertuarze dwóch tak słynnych i wyrazistych kompozycji - w dodatku na otwarcie oraz finał albumu - może budzić pewne obawy. Czyżby wynikało to z braku wiary Alice Coltrane w jej autorski materiał? Cóż, faktycznie nie są to jej najlepiej napisane utwory, choć pod względem aranżacji, brzmienia czy wykonania dzieją się tu rzeczy bardzo ciekawe. W "Galaxy Around Olodumare" orkiestra smyczkowa tworzy naprawdę gęsty nastrój, a poszczególne partie ulegają rozmyciu, tworząc intrygujący efekt sonorystyczny. Może trochę niepotrzebna jest tu wstawka jazzowa, z agresywną solówką saksofonu na pierwszym planie, choć w jej trakcie w tle pojawiają się niespodziewanie eksperymenty z brzmieniem organów. W "Galaxy In Turiya", a zwłaszcza w nomen omen "Galaxy In Satchidananda" wraca natomiast ten mistyczny, hindustański nastrój z albumu "Journey In Satchidananda". Także dzięki temu, że znów większą rolę odgrywa harfa. Nie do końca jednak przekonują mnie w tych dwóch utworach partie smyczkowe, tym razem bardziej konwencjonalne, jakby ze ścieżki dźwiękowej starego filmu. Mocno kontrastują choćby z sonorystycznymi eksperymentami ze środkowego fragmentu tego ostatniego, gdzie Coltrane przekonująco i intrygująco zbliża się w okolice XX-wiecznej poważki.
Na "World Galaxy" Alice Coltrane pozostaje poszukującą artystką, choć tym razem przede wszystkim rozwija pomysły z dwóch poprzednich albumów, a w mniejszym stopniu wprowadza nowe elementy. Przykładem tych ostatnich jest wariacja na temat "A Love Supreme", gdzie artystka zbliża się do bardziej rockowego grania, co może przynieść jej zwolenników wśród słuchaczy takiej muzyki i być dla nich jednym z pierwszych kroków do świata jazzu.
Ocena: 8/10
Recenzja dodana 7.2025
Alice Coltrane - "World Galaxy" (1972)
1. My Favorite Things; 2. Galaxy Around Olodumare; 3. Galaxy In Turiya; 4. Galaxy In Satchidananda; 5. A Love Supreme
Skład: Alice Coltrane - pianino, organy, harfa, tambura, instr. perkusyjne; Frank Lowe - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, instr. perkusyjne; Leroy Jenkins - skrzypce; Reggie Workman - kontrabas; Ben Riley - perkusja i instr. perkusyjne; Elayne Jones - kotły; Arthur Aaron, Henry Aaron, Julien Barber, Avron Coleman, Harry Glickman, Edward Green, Janet Hill, Joan Kalisch, Ronald Lipscomb, Seymour Miroff, Thomas Nickerson, David Sackson, Alan Shulman, Irving Spice, William Stone - instr. smyczkowe; Swami Satchidananda - głos (5)
Producent: Alice Coltrane i Ed Michel
Jaka jest korelacja między spadkiem oceny a zbliżaniem się avant-spirit-jazzowych muzyków do "bardziej rockowego grania"?
OdpowiedzUsuńCo rozumiesz przez spadek oceny? Jest zupełnie na odwrót i po dokładniejszym zapoznaniu się z tym albumem na potrzeby recenzji, dałem mu wyższą ocenę niż miał dotąd u mnie na RYM-ie (było 7/10). A ten najbardziej rockowy fragment jest akurat najbardziej chwalonym w recenzji, więc korelacja jest taka, że to on się przyczynił do wzrostu oceny.
Usuń