[Recenzja] Alice Coltrane - "Universal Consciousness" (1971)

Okładka płyty "Universal Consciousness" Alice Coltrane.


Choć wydawało się, że na "Journey in Satchidananda" Alice Coltrane znalazła idealną dla siebie niszę, artystka nie zdecydowała się w niej dłużej pozostać. Zamiast nagrywać kolejne wersje tamtego albumu, które zapewne i tak nie przebiłyby doskonałego pierwowzoru, postanowiła dalej poszukiwać. "Universal Consciousness" wprawdzie wciąż wpisuje się w estetykę spiritual jazzu, zapoczątkowaną przez Johna  Coltrane'a, ale wnosi do niej nowe elementy, przede wszystkim korzystając z nieco innej palety brzmień niż poprzednie wydawnictwa jej samej oraz jej zmarłego męża.

Alice Coltrane na "Universal Consciousness" całkowicie już rezygnuje z fortepianu. Jednocześnie jednak trochę chyba znudziła się jej także harfa, którą ledwie na poprzednim albumie uczyniła swoim podstawowym instrumentem, a tutaj wykorzystała tylko w połowie utworów i to wcale nie w głównej roli. Zamiast tego artystka po raz pierwszy zagrała na elektrycznych organach Wurlitzera. Jak przyznawała w wywiadach, z ich pomocą mogła uzyskać drone'owe dźwięki zbliżone do tych, za jakie w klasycznej muzyce hindustańskiej odpowiadają tambura (także użyta na płycie) i fisharmonia. Sesja odbyła się wkrótce po powrocie z jej pierwszej podróży do Indii, więc wpływy tamtejszej tradycji są tu mocno odczuwalne. Jednak inspiracje bynajmniej nie ograniczają się do tej jednej tradycji, a na zastosowaniu organów nie kończą się nowe pomysły. Choć w nagraniach Coltrane wsparli głównie sprawdzeni instrumentaliści, jak basista Jimmy Garrison, perkusiści Rashied Ali, Jack DeJohnette i Clifford Jarvis, czy grająca na tamburze Tulsi Reynolds, to tym razem w studiu zabrakło saksofonisty, a zamiast tego jest kompletna nowość: kwartet skrzypcowy. Partie smyczków zaaranżowała sama Alice, choć w ich spisaniu pomógł Ornette Coleman.

Trzy utwory wzbogacone smyczkami zyskują znacznie potężniejsze brzmienie, przypominające tzw. third stream, bigbandowy jazz free, a nawet współczesną muzykę poważną. Takich wpływów można doszukiwać się zwłaszcza w tytułowym otwieraczu. Utwór "Universal Consciousness" przynosi pozorny chaos, kojarzący się z kosmicznymi improwizacjami Johna Coltrane'a lub Sun Ra, ale też sonorystycznymi eksperymentami z "Kosmogonii" Krzysztofa Pendereckiego. To odważny początek płyty - tu właśnie najbardziej Alice odchodzi od swoich wcześniejszych dokonań, udając się w jeszcze bardziej abstrakcyjne rejony, ale też nieco redukując element jazzowy, eksponując jazgotliwe partie smyczków oraz kosmiczne dźwięki organów. Jedynie pojawiająca się we wstępie i zakończeniu harfa nie daje zapomnieć, czyj to utwór. Pozostałe dwa utwory ze skrzypcami, "O Allah" i "Hare Krishna", to już bardziej subtelne granie. Tym razem orkiestracje przypominają raczej jakąś konwencjonalną ścieżkę dźwiękową do starego filmu - w tym pierwszym delikatnie rozstrojoną. Kontrastują z nimi partie organów, melodycznie faktycznie bliskie tradycji hindustańskiej, ale brzmieniowo, jak na tamte czasy, bardzo współczesne, kojarzące się z jazz fusion czy jazz-rockiem.

Ciekawym nagraniem jest "Battle of Armageddon", organowo-perkusyjny duet liderki z Rashiedem Alim. Chyba nie przypadkiem wybór padł akurat na tego ostatniego, który w przeszłości sprawdził się w duetach z Trane'em. Tu oczywiście efekt jest inny - nie mogło być inaczej ze względu na kompletnie odmienną specyfikę organów i saksofonu. Jednak także w tym nagraniu oboje muzycy błyskotliwie improwizują i uzupełniają się nawzajem, starając się przy tak ograniczonych środkach stworzyć coś jak najbardziej treściwego. Z powodzeniem, bo upchnięty pomiędzy nagraniami w rozbudowanym składzie "Battle of Armageddon" wcale nie wydaje się wybrakowany. Przy okazji świetnie sprawdza się jako przedłużenie kosmicznego klimatu z tytułowego "Universal Consciousness". W całkiem inne rejony Alice Coltrane poszła w "Sita Ram", właściwie całkiem odchodząc od jazzowego idiomu. Gdyby nie zelektryfikowane brzmienie organów, byłaby to właściwie czysta hindustańska medytacja. Finałowy "The Ankh of Amen-Ra" bliższy jest z kolei tradycjom bliskowschodnim, a w warstwie rytmicznej - tradycji jazzowej, co zbliża go do wcześniejszych dokonań artystki. Lecz nawet tutaj z harfy korzysta oszczędnie, a dłuższą solówkę gra na organach.

Na "Universal Consciousness" Alice Coltrane odświeża estetykę spiritual jazzu o nowe wpływy i brzmienia. Nie są to wprawdzie aż takie innowacje, by uznać ten album za przełomowy dla muzyki, niemniej jednak bardzo ciekawie wzbogacił i urozmaicił dotychczasową dyskografię artystki.

Ocena: 9/10

Recenzja dodana 6.2025


Alice Coltrane - "Universal Consciousness" (1971)

1. Universal Consciousness; 2. Battle at Armageddon; 3. O Allah; 4. Hare Krishna; 5. Sita Ram; 6. The Ankh of Amen-Ra

Skład: Alice Coltrane - organy, harfa (1,5,6); John Blair, Julius Brand, Leroy Jenkins, Joan Kalisch - skrzypce (1,3,4); Jimmy Garrison - kontrabas (1,3,4,5); Jack DeJohnette - perkusja (1,3,4); Rashied Ali - perkusja (2,6), instr. perkusyjne (6); Clifford Jarvis - perkusja (4,5), instr. perkusyjne (4); Tulsi - tambura (4,5)
Producent: Alice Coltrane, Ed Michel i Brian Konairz


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)