[Recenzja] Caravan - "Caravan" (1969)

Scena Canterbury to jedna z najbardziej fascynujących odmian progresywnego rocka i - pomimo podobnych inspiracji oraz licznych personalnych powiązań pomiędzy poszczególnymi przedstawicielami - zwracająca uwagę swoję roźnorodnością. Z jednej strony zalicza się do niej grupę Soft Machine, która szybko ewoluowała z eksperymentalnej psychodelii do awangardowego jazzu z wpływami free i fusion, z drugiej - grający groteskowego space rocka na pograniczu z jazz-rockiem Gong, a jeszcze z innej prezentujący się najbardziej normalnie Caravan. Właśnie za swoją przystępność Caravan bywał krytykowany, jednak grupie z pewnością nie brakowało artystycznych ambicji, co słychać zwłaszcza na wczesnych płytach.
Zalążkiem Caravan był zespół The Wilde Flowers, założony w 1964 roku, oczywiście w mieście Canterbury. Jego muzyka nie wykraczała poza popularny w tamtym czasie rhythm’n’blues. Podobnie grających kapel w samej Wielkiej Brytanii było niezliczenie wiele, nierzadko bardziej charakterystycznych i dysponujących ciekawszym materiałem, więc żadna wytwórnia nie wykazała zainteresowania zakontraktowaniem The Wilde Flowers.
Podczas swojej trzyletniej działalności zespół nie wydał nawet singla. Pamięć o nim przetrwała wyłącznie dlatego, że przez skład przewinęli się tacy muzycy, jak Kevin Ayers, Richard Coughlan, Julian "Pye" Hastings, bracia Brian i Hugh Hopper, kuzyni Dave i Richard Sinclair oraz Robert Wyatt - wszyscy z nich grali póżniej albo w Soft Machine, albo w Caravan (a później też w innych zespołach z tej sceny, jak Matching Mole czy Hatfield and the North).
The Wilde Flowers zakończył działalność pod koniec 1967 roku. Trzy czwarte ostatniego składu – śpiewający wokalista Pye Hastings, klawiszowiec Dave Sinclair oraz perkusista Richard Coughlan, postanowili dalej grać razem, zapraszając do współpracy oryginalnego gitarzystę rytmicznego The Wilde Flowers, Richarda Sinclaira, który miał objąć role basisty i drugiego wokalisty. Tak powstał pierwszy, klasyczny skład Caravan. Mimo sporego optymizmu, początki nie były łatwe. Kwartet nie dysponował nawet własnym nagłośnieniem.
Z pomocą przyszli zaprzyjaźnieni muzycy Soft Machine, którzy właśnie ruszali do Stanów, gdzie mieli rozgrzewać publiczność przed występami The Jimi Hendrix Experience. Ponieważ ich sprzęt i tak miał zostać w kraju, pozwolili korzystać z niego swoim kolegom. Muzycy Caravan nie zamierzali próżnować. Zamiast tego od razu zarejestrowali materiał na swój pierwszy album. Następnie wystarczyło tylko poszukać chętnej do współpracy wytwórni. Zainteresowanie wykazał Ian Ralfini, przedstawiciel amerykańskiego Verve Records. Eponimiczny debiut ukazał się wkrótce po podpisaniu kontraktu, w październiku 1968 roku.
"Caravan" to najbardziej spójny i wyważony z wczesnych albumów zespołu. Z czasem coraz bardziej miały dawać się we znaki artystyczne różnice pomiędzy muzykami. Kuzyni Sinclair próbowali nadać muzyce ambitniejszego charakteru, podczas gdy Hastings i Coughlan opowiadali się za bardziej popowym kierunkiem - być może dlatego, że nie byli zbyt biegłymi instrumentalistami. Na debiucie jeszcze nie słychać tych rozbieżności.
Wypełniają go proste, bardzo melodyjne piosenki, przeważnie o lekkim, pastoralnym charakterze, którym nie można odmówić zgrabnych, wysmakowanych aranżacji. Dominujące nad innymi instrumentami brzmienie elektrycznych organów nadaje bardzo psychodelicznego klimatu, trochę jakby z okolic wczesnego Pink Floyd, którego wpływ szczególnie zdradza kompozycja "Cecill Rons". Na płycie nie brakuje ciekawych smaczków, jak orientalizmy w "Ride" czy partia fletu w "Love Song With Flute". Za ten ostatni element odpowiada Jimmy Hastings, brat Pye’a i od tego momentu stały współpracownik grupy. Najbardziej wyróżniającym się utworem okazuje się jednak finałowy "Where But For Caravan Would I?". Punktem wyjścia jest tu kolejna świetna melodycznie piosenka, jednak dłuższe fragmenty instrumentalne z popisami Dave'a Sinclaira, wydłużają utwór do dziewięciu minut i nadają mu bardziej progresywnego charakteru.
Album "Caravan" spotkał się z dość dobrym przyjęciem. Jednym z jego wielbicieli został John Peel, który chętnie prezentował utwory grupy w swojej audycji, szczególnie upodobawszy sobie nagranie "Place of My Own" - chyba faktycznie najlepszy materiał na przebój, choć cała płyta kipi od wyjątkowo zgrabnych melodii. Niestety, nie przełożyło się to wszystko na komercyjne powodzenie płyty. Album w ogóle nie zaznaczył swojej obecności na listach sprzedaży. Los debiutu podzieliły zresztą także niemal wszystkie późniejsze wydawnictwa grupy.
Ocena: 8/10
Zaktualizowano: 07.2024
Caravan - "Caravan" (1969)
1. Place of My Own; 2. Ride; 3. Policeman; 4. Love Song with Flute; 5. Cecil Runs; 6. Magic Man; 7. Grandma's Lawn; 8. Where but for Caravan Would I?
Skład: Pye Hastings - wokal (1,2,4-6,8), gitara, gitara basowa; Richard Sinclair - wokal (3,5-8), gitara basowa, gitara; Dave Sinclair - instr. klawiszowe; Richard Coughlan - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Jimmy Hastings - flet (4)
Producent: Tony Cox
To jest chyba najłatwiejsza do załapania płyta Caravan, w każdym razie najłatwiejsza z tych dobrych. Spodobała mi się praktycznie od pierwszego przesłuchania jako przykład w zasadzie klasycznego psychodelicznego popu z epiki, do którego dołożono jakieś delikatnie jazzujące elementy. Kolejne nagrania Caravan wydawały mi się nudne przez wiele lat i naprawdę trudno było mi się do nich przekonać, ale debiut to co innego. Naprawdę urocza muzyka :)
OdpowiedzUsuńZakupiłem remaster tego albumu na cd i są tu dwie wersje - mono i stereo. Muszę przyznać, ze stereo robi wrażenie w porównaniuz mono, podobnie jak przy Pet Sounds - Beach Boys. Za mono dałbym naciągane 7, za stereo 8.
OdpowiedzUsuńDopiero trafiłem na Pana recenzje. Znakomita strona. Czekam na nowy Caravan, choć poprzedni album Paradise filter mnie rozczarował.
OdpowiedzUsuń