13 listopada 2013

[Recenzja] Genesis - "Selling England by the Pound" (1973)



Album "Foxtrot" osiągnął spory sukces komercyjny, który wytwórnia postanowiła zdyskontować wydaniem koncertówki. "Live" ukazał się w połowie 1973 roku i zawierał co lepsze kompozycje z trzech najnowszych wówczas albumów (choć wielu fanów rozczarował brak "Supper's Ready"). Wydawnictwo to nie wniosło jednak nic nowego do twórczości zespołu - wykonania są zbyt wierne studyjnym pierwowzorom, a repertuar nie wykracza poza kompozycje znane ze studyjnych longplayów. Najwidoczniej Genesis na żywo nie miał do zaoferowania wiele, poza przebierankami Petera Gabriela.

Tymczasem grupa pracowała nad nowym materiałem, który ukazał się jeszcze przed końcem roku, pod tytułem "Selling England by the Pound". Muzycy nie odchodzą tu daleko od wypracowanej wcześniej formuły, choć pojawia się też parę nowych rozwiązań. Tym razem repertuar obejmuje aż cztery rozbudowane utwory. "Dancing with the Moonlit Knight" to niemal idealny początek albumu. Zaczyna się subtelnie, z wyrazistą partią wokalną Gabriela i ładnymi partiami gitary akustycznej w stylu muzyki dawnej, a potem stopniowo nabiera ciężaru. W dalszej części pojawiają się - po raz pierwszy w twórczości zespołu - brzmienia syntezatora. Fragment ten brzmi jednak dość naiwnie i tandetnie. Zresztą im dalej końca, tym bardziej muzycy wydają się zagubieni, jakby nie byli pewni, co jeszcze zagrać. Szkoda, bo początek jest świetny. Jako całość lepiej wypada "Firth of Fifth" - wydaje się bardziej zwarty i lepiej przemyślany. Uwagę zwraca klasycyzujący wstęp Tony'ego Banksa na pianie i chyba życiowe solo gitarowe Steve'a Hacketta. Również Gabriel pokazuje się od najlepszej strony. W najdłuższym "The Battle of Epping Forest" zespół znów nawiązuje do muzyki dawnej, tym razem w bardziej pastiszowy sposób, ale za dużo tutaj powtórzeń i dłużyzn. Niewiele krótszy "The Cinema Show" jest zbudowany w ciekawszy sposób, rozwijając się stopniowo, ale i ten utwór można było odrobinę skrócić. Muzykom udaje się stworzyć ładny klimat, ale znów zdarzają się zastoje w akcji.

Z krótszych kawałków największą niespodzianką okazał się singlowy "I Know What I Like (In Your Wardrobe)", który niespodziewanie stał się pierwszym, jeszcze umiarkowanym, przebojem zespołu - doszedł do 21. miejsca na liście UK Singles Chart. Pomijając raczej banalny refren - zapowiadający  już późniejsze dokonania grupy - jest to całkiem fajna piosenka, ze sporą dawką humoru (niemalże w stylu Gong), interesująco wzbogacona o brzmienie syntezatora Banksa i elektrycznego sitaru, na którym zagrał Mike Rutherford, dzięki którym utwór zyskuje psychodeliczny klimat. W sumie szkoda, że to jedyny tego typu kawałek w dorobku Genesis. "More Fool Me" to już typowy zapychacz - trzy minuty akustycznego smęcenia z płaczliwym śpiewem Phila Collinsa. Instrumentalny "After the Ordeal", choć nieco tandetny, jest przyjemniejszym wypełniaczem. Natomiast finałowa miniatura "Aisle of Plenty" to po prostu repryza wstępu "Dancing with the Moonlit Knight" - klamra spinająca całość.

"Selling England by the Pound" był pierwszym naprawdę sporym sukcesem komercyjnym Genesis - doszedł do 3. miejsca listy sprzedaży w Wielkiej Brytanii i 70. w Stanach. Pod względem stylistycznym jest bardzo spójny, ale kompozytorsko nierówny - niektóre utwory są jedynie wypełniaczami, w innych świetne momenty przeplatają się z nietrafionymi pomysłami lub dłużyznami. Jeden tylko "Firth of Fifth" broni się w całości, choć może chwilami zanadto popada w symfoniczny patos. Jednak te lepsze momenty albumu są naprawdę udane i w sumie przyjemnie się tego wszystkiego słucha. 

Ocena: 7/10



Genesis - "Selling England by the Pound" (1973)

1. Dancing with the Moonlit Knight; 2. I Know What I Like (In Your Wardrobe); 3. Firth of Fifth; 4. More Fool Me; 5. The Battle of Epping Forest; 6. After the Ordeal; 7. The Cinema Show; 8. Aisle of Plenty

Skład: Peter Gabriel - wokal, flet, obój, instr. perkusyjne; Tony Banks - instr. klawiszowe, gitara; Steve Hackett - gitara; Mike Rutherford - bass, gitara, elektryczny sitar (2); Phil Collins - perkusja i instr. perkusyjne, wokal (4), dodatkowy wokal
Producent: Genesis i John Burns


8 komentarzy:

  1. Jeżeli "Firth of Fifth" to życiowa solówka Hacketta, to kiepski z niego gitarzysta. Nie chodzi o to, że nie onanizuje gryfu, po prostu zagrał bez osiągnięcia jakiegoś climaxu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to nie jest tak dobry gitarzysta, za jakiego jest uważany.

      Usuń
  2. będą kolejne poprawki recenzji ?
    pozro !

    OdpowiedzUsuń
  3. W "Firth of Fifth" kilkukrotnie pojawia się motyw z "Eleanor Rigby"

    Do taj płyty Genesis nic mi się nie podobało, najlepiej chyba wszedł mi "Trespass", dalej chyba nie ma co słuchać. Ta baśniowo-epicka stylistyka mi nie leży, a oni też za często nie wiedzą co robić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponowałbym jeszcze wrócić do "Foxtrot" i przede wszystkim sprawdzić jeszcze "The Lamb Lies Down on Broadway", bo tam nie ma ani baśniowego klimatu, ani zbyt wiele błądzenia po omacku.

      Usuń
    2. Ale jest długa, więc pewnie musiałbym rozłożyć słuchanie na kilka posiedzeń, bo już ta powyżej mnie cholernie wymęczyła i podchodziłem do niej dwa razy

      Usuń
    3. Drugą płytę można potraktować jako bonusowy dysk z odrzutami i w ogóle jej nie słuchać.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.