9 października 2013

[Recenzja] Pearl Jam - "Lightning Bolt" (2013)



Najnowszy album Pearl Jam brzmi jak zbiór odrzutów z kilku poprzednich wydawnictw. Nie tworzą one spójnej całości. Ale i żaden kawałek nie broni się samodzielnie. Wszystkie sprawiają wrażenie tak samo wymęczonych, bez względu na to, czy zespół stawia na wesoły banał (np. "Getaway", "Swallowed Whole", "Let the Records Play"), pseudo-punkowy brud ("Mind Your Manners"), balladowe smęcenie (np. "Sirens", "Yellow Moon", "Future Days"). Zabrakło tu chociaż jednej zapamiętywanej melodii, gitarowej zagrywki czy solówki. Choćby jednej przyciągającej uwagę aranżacji. Czegokolwiek, co wyróżniałoby te nagrania od dziesiątek innych, jakie zespół do tamtej pory wydał. O braku pomysłów świadczy też sięgnięcie po "Sleeping By Myself", nagrany już wcześniej przez Eddiego Veddera na solowy album "Ukulele Songs". I bez niego całość byłaby za długa. Tak naprawdę nie ma jednak żadnego powodu, by męczyć się słuchaniem tego wydawnictwa. Chyba, że jest się zagorzałym wielbicielem zespołu. 

Ocena: 3/10



Pearl Jam - "Lightning Bolt" (2013)

1. Getaway; 2. Mind Your Manners; 3. My Father's Son; 4. Sirens; 5. Lightning Bolt; 6. Infallible; 7. Pendulum; 8. Swallowed Whole; 9. Let the Records Play; 10. Sleeping By Myself; 11. Yellow Moon; 12. Future Days

Skład: Eddie Vedder - wokal, gitara, ukulele; Mike McCready - gitara; Stone Gossard - gitara; Jeff Ament - bass; Matt Cameron - perkusja
Gościnnie: Ann Marie Calhoun - instr. smyczkowe; Brendan O'Brien - pianino
Producent: Brendan O'Brien


4 komentarze:

  1. Jeszcze nie słuchałem streama - czekam na premierę ale czuję, że będzie to takie samo rozczarowanie jak nowy Korn i Soulfly. Dobrze, że polska scena daje radę bo Tides From Nebula nagrali świetny krążek, teraz czekam na Blindead:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przesłuchałem i mam dobre wrażenia. Jest po staremu, trochę szybkich, trochę wolnych. Oczywiście nie jest to plyta na miarę "Ten", ale weszła mi w uszy gładko, bez zająknięcia ;)
    W Twojej skali sam dałbym 7.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wytrzymałem i raz przesłuchałem. Jest kilka fajnych momentów ale całościowo brzmi to jak jakaś zagubiona 3 płyta od Lost Dogs

    OdpowiedzUsuń
  4. Słucham, słucham no i słucham i jakoś uwierzyć nie mogę, że.. autor mógł napisać tak niekorzystną recenzje. Album na pewno nie będzie drugim "Ten", "VS", ani "Vitalogy", ale to i lepiej. Mieszana konwencja przywodzi mi na myśl każdą ich płytę z osobna. "A Sleeping By Myself" spowodowało uśmiech na moich ustach z powodu swojej beatlesowej konwencji. Płytę oceniam na b. dobrą.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.