1 października 2013

[Recenzja] Budgie -"In for the Kill!" (1974)



"In for a Kill!" był pierwszym i zarazem największym przebojem Budgie. Longplay doszedł do 29. miejsca na UK Albums Chart. Wcześniejsze wydawnictwa zespołu w ogóle nie weszły do notowań, więc był to zadziwiający sukces. Nie doczekał go jeden z założycieli, dotychczasowy perkusista Ray Phillips, którego wkrótce przed sesją nagraniową zastąpił Pete Boot. Pod względem stylistycznym nie ma tu natomiast wielkich zmian. To bezpośrednia kontynuacja "Never Turn Your Back on a Friend". Hard rock wyraźnie zmierzający w kierunku stylistyki zwanej dziś heavy metalem, choć nie brakuje tu typowej dla lat 70. różnorodności.

Niestety, podobnie jak i wcześniejsze albumy Budgie, "In for the Kill!" jest bardzo nierówny. Znalazł się tutaj prawdopodobnie najlepszy utwór w dorobku zespołu - "Zoom Club". Rozbudowany do dziesięciu minut, z bardzo udanymi fragmentami instrumentalnymi o nieco jamowym charakterze, ale wyróżniający się także autentycznie chwytliwym refrenem (znacznie skrócona wersja kawałka została wydana na singlu). Gdyby tylko zaśpiewał tu lepszy wokalista, byłoby naprawdę super. Pod względem instrumentalnym trudno jednak do czegokolwiek się przyczepić. Zwłaszcza jak na hardrockowe standardy.

Reszta longplaya nie zbliża się jednak do tego poziomu. Muzykom wyraźnie brakowało pomysłów, czego dobitnym dowodem są dwa utwory. Pierwszy z nich to "Crash Course in Brain Surgery" (zcoverowany później przez Metallikę) - w sumie całkiem niezły hardrockowy czad, kojarzący się trochę z "Communication Breakdown" lub "Paranoid", ale raczej ze względu na podobny charakter, niż w bardziej konkretny sposób. Problem w tym, że to po prostu nowa wersja utworu wydanego już kilka lat wcześniej na singlu i amerykańskim wydaniu debiutanckiego albumu. Drugim budzącym kontrowersje nagraniem jest "Hammer and Tongs" - ewidentny i wyjątkowo bezczelny plagiat "Dazed and Confused". Oczywiście, słabszy od pierwowzoru. Muzykom tak bardzo zabrakło inwencji, że w pewnym momencie zaczynają grać archetypowego, topornego bluesa, co kompletnie nie pasuje do wcześniejszej części.

Dużo tutaj nijakości i bezbarwności. Tytułowy "In for the Kill!", utrzymany w rytmie boogie "Running from My Soul", czy bardziej rozbudowany "Living on Your Own" mogą podobać się wielbicielom cięższych brzmień - właśnie ze względu na swoje brzmienie. Ale poza ciężarem nie mają absolutnie nic do zaoferowania. Brakuje w nich czegokolwiek, co zwracałoby uwagę i pozwalało odróżnić je od setek podobnych kawałków. Całości dopełnia "Wondering What Everyone Knows", utrzymany w klimacie balladowych miniatur z poprzednich albumów, ale odrobinę od nich dłuższy, bo przekraczający trzy minuty. I jest to zdecydowanie najlepsza ballada, jaką muzycy Budgie nagrali do tamtej pory, pozbawiona tego irytującego sentymentalizmu czy przesadnego rozwlekania. Jest to oczywiście nagranie bardzo dalekie od wybitności, ale na tym albumie - i ogólnie w twórczości zespołu - będące jednym z najjaśniejszych punktów.

Zespół nigdy specjalnie nie błyszczał kreatywnością, a częste wydawanie kolejnych albumów zdecydowanie mu nie służyło. Muzycy potrafili zabłysnąć dobrym utworem - czego najlepszym dowodem "Zoom Club" - ale nagranie równego albumu było ponad ich siły. "In for the Kill!" jako tako broni się dzięki kilku fajnym momentom (utwory od drugiego do czwartego z naciskiem na ostatni) i braku czegoś naprawdę słabego (choć po "Hammer and Tongs" pozostaje spory niesmak), ale ogólnie dominuje granie nużące swoim brakiem wyrazistości i oryginalności. 

Ocena: 6/10

PS. Tak, pamiętam, że "Dazed and Confused" też nie jest do końca oryginalny. Jednak wersja Led Zeppelin w warstwie instrumentalnej bardzo daleko odbiega od oryginału Jake'a Holmesa (czego nie można powiedzieć o warstwie lirycznej), podczas gdy utwór Budgie w swojej zasadniczej części jest praktycznie identyczny, jak nagranie grupy Jimmy'ego Page'a, Na tym przykładzie doskonale widać różnicę między twórczą inspiracją (przypadek Led Zeppelin) i pozbawionym kreatywności kopiowaniem (Budgie).



Budgie -"In for the Kill!" (1974)

1. In for the Kill; 2. Crash Course in Brain Surgery; 3. Wondering What Everyone Knows; 4. Zoom Club; 5. Hammer and Tongs; 7. Running from My Soul; 8. Living on Your Own

Skład: Burke Shelley - wokal i bass; Tony Bourge - gitara; Pete Boot - perkusja
Producent: Budgie


4 komentarze:

  1. Moja ulubiona płyta Budgie. Wchodzi gładko od początku do końca i tak najbardziej lubię jej słuchać. A „Zoom Club” to mistrzostwo świata. Jak ten numer się rozkręca i jak genialnie buja!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak pierwszy raz słyszałem "Zoom Club", myślałem, że przełączyłem niechcący na kawałek jakiejś kapeli z kobietą na wokalu :D Bardzo lubię wokal Shelleya, ale czasem faktycznie aż nazbyt "wędrował" on w górę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę , że sili się Pan na oryginalność pisząc takie recenzje , dając '' jedynkę '' w końcowej ocenie bardziej by Pan przyszpanował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz popracować nad czytaniem ze zrozumieniem i/lub wyciąganiem logicznych wniosków.

      Nie muszę się silić na oryginalność. Ja po prostu mam własne zdanie, wynikające w znacznej mierze z przesłuchania kilku tysięcy płyt z różnych gatunków i pogłębiania muzycznej wiedzy. Dlatego nie zachwycam się czymś tylko dlatego, bo redaktorzy Trójki czy Teraz Rocka mówią, że tak trzeba.

      Budgie to przeciętny epigon, który tylko w Polsce uchodzi za wielki zespół.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.