29 kwietnia 2013

[Recenzja] Queen - "Flash Gordon" (1980)



Fani Queen nie musieli długo czekać na następcę "The Game". Kolejne wydawnictwo zespołu ukazało się niespełna pół roku później. Trudno jednak traktować "Flash Gordon" jako pełnoprawny album. Jest to ścieżka dźwiękowa do tak samo zatytułowanego filmu (w reżyserii Mike'a Hodgesa) i niewiele ma wspólnego z resztą dyskografii grupy. Na wzięcie udziału w tym projekcie nalegał Brian May, pozostali muzycy nie byli przekonani. I najwidoczniej zostało im tak do końca sesji, a i May musiał stracić swój zapał w trakcie nagrywania, bo końcowy efekt brzmi jak zrobiony kompletnie na odwal. Byle tylko kasa się zgadzała, przy najmniejszym wysiłku.

Wydawnictwo wypełnia osiemnaście kawałków, w zdecydowanej większości mających charakter muzyki ilustracyjnej. Już po ilości można się domyślić, że trwają bardzo krótko, zwykle koło dwóch minut. Czasem brzmią jak zalążki pomysłów na kompozycje (np tandetny, dyskotekowy "Football Fight"). Częściej jak bezsensowna zabawa syntezatorami, które są tutaj dominującym instrumentem. Jakby tego było mało, dźwięki grane przez zespół są zwykle tylko tłem do pochodzących z filmu dialogów i efektów dźwiękowych, sprawiających wrażenie powklejanych w zupełnie przypadkowe miejsca. Podobnie sprawa ma się z orkiestracjami, które również powciskano tu i ówdzie bez żadnego celu. Pozornie bardziej konkretny kształt mają dwa kawałki z partiami wokalnymi: otwierający całość patetyczny "Flash's Theme" (którego fragmenty przewijają się przez cały album) i hardrockowy "The Hero". Oba są jednak strasznie chaotyczne, sprawiające wrażenie posklejanych z fragmentów różnych utworów (w przypadku tego drugiego faktycznie tak jest - to po prostu "Battle Theme" z dodanym śpiewem, połączony z kolejną wariacją tematu przewodniego), oraz oczywiście wzbogacone głupimi wstawkami z filmu. Jedynym w miarę sensownym kawałkiem jest gitarowa interpretacja "Marszu weselnego" Wagnera - tylko tutaj pojawia się charakterystyczne brzmienie Maya i... wyrazista melodia. Cała reszta to zlepek przypadkowych dźwięków, za którymi najwidoczniej nie stała żadna głębsza myśl.

"Flash Gordon" może konkurować z "Trance Visionary" Wishbone Ash o miano najbardziej kuriozalnego albumu w historii fonografii. Nie mam pojęcia, jak muzykom mogło nie być wstyd wydawać taki syf i jeszcze firmować go szyldem Queen. Tym bardziej nie rozumiem, jakim cudem zespół po wydaniu tego gniota nie stracił swojej popularności, lecz wciąż odnosił kolejne wielkie sukcesy komercyjne. Sam "Flash Gordon" pokrył się platyną w Wielkiej Brytanii. Jak widać, sama nazwa wystarczy, by sprzedać nawet najgorsze gówno.

Ocena: 0/10



Queen - "Flash Gordon" (1980)

1. Flash's Theme; 2. In the Space Capsule (The Love Theme); 3. Ming's Theme (In the Court of Ming the Merciless); 4. The Ring (Hypnotic Seduction of Dale); 5. Football Fight; 6. In the Death Cell (Love Theme Reprise); 7. Execution of Flash; 8. The Kiss (Aura Resurrects Flash); 9. Arboria (Planet of the Tree Men); 10. Escape from the Swamp; 11. Flash to the Rescue; 12. Vultan's Theme (Attack of the Hawk Men); 13. Battle Theme; 14. The Wedding March; 15. Marriage of Dale and Ming (And Flash Approaching); 16. Crash Dive on Mingo City; 17. Flash's Theme Reprise (Victory Celebrations); 18. The Hero

Skład: Freddie Mercury - instr. klawiszowe, wokal; Brian May - gitara, instr. klawiszowe, dodatkowy wokal; John Deacon - bass, gitara, instr. klawiszowe; Roger Taylor - perkusja i instr. perkusyjne, instr. klawiszowe, dodatkowy wokal
Gościnnie: Howard Blake - orkiestracja
Producent: Queen i Reinhold Mack


6 komentarzy:

  1. A cóż to za ocena 0? Sprawia, że nawet 1-ka jest teraz pewnym wyróżnieniem ;) Byłaby ona zarezerwowana dla dwóch albumów (ten i "Trance Visionary") czy jeszcze coś by się na nią łapało?

    OdpowiedzUsuń
  2. I wreszcie zrobiłeś to o czym od dawna mówiłem - wprowadziłeś ocenę 0, jak widać na specjalne okazje. Czuję się współtwórcą strony ;)

    W sumie zastanawia mnie jedno - "Trance Visionary" było efektem eksploracji muzycznych terytoriów, WA nie chcieli grać cały czas tak jak na "Argus", więc szli z duchem czasu - coś jak Metallica na "St Anger", który oceniłeś wyżej niż kiedyś. Próby wyjścia poza swoją strefę komfortu to raczej pozytywny objaw.

    A co do albumów Queen i Twojego pytania sprzed 2 recenzji - wiesz, nie nigdy nie słyszałem żadnego albumu Queen i w ogóle nie mam pojęcia o czym mówię. Kiedyś słyszałem debiut, II i chyba News of The World.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm, skoro jedynka oznacza niesłuchalny, to cóż mogłoby oznaczać ZERO ? :D Stawiam na KOMPLETNE GÓWNO, albo coś w ten deseń :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ocena jest oczywiście żartem, nawiązującym do licznych dyskusji z Filipem. Rzeczywista ocena jest taka, jak na RYMie - 1/10 ;)

    @Filip: Nie wtedy, gdy efekt jest tak żenujący. Wishbone Ash nie zwrócił się przecież wtedy w stronę jakiegoś ambitniejszego grania (co można by pochwalić, nawet gdyby rezultat nie był zbyt ciekawy), tylko kompletnie bezwartościowego syfu, który był wtedy modny. "St. Anger" raczej nie jest mniej wartościowy pod względem artystycznym od innych albumów Metalliki. A przypadkiem lub nie (choć raczej tak) brzmienie perkusji zbliża go do starego industrialu, który jest na pewno ciekawszym stylem od thrash metalu.

    Co do Queen, to można też znać tylko "Greatest Hits" i "Greatest Hits II", które nieco wypaczają obraz zespołu. Pytałem, bo sam kiedyś znałem tylko radiowe hity i miałem wtedy o tym zespole podobne zadanie, co Ty teraz. Nawet gorsze. Jak posłuchałem całych albumów (zacząłem, z tego co pamiętam, od "The Game" i "Kind of Magic"), to diametralnie zmieniłem opinię. Teraz mam bardziej wyważoną.

    OdpowiedzUsuń
  5. no dobra poproszę twoją dwudziestkę takich zer
    pliiisss :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W dwudziestce nie zmieszczę całego współczesnego mainstreamu popowego, zresztą i tak nie znam tytułów ani nazw(isk) wykonawców ;) Z rzeczy które znam? No to na pewno "Flash Gordon", "Trance Visionary" Wishbone Ash oraz przynajmniej niektóre "dzieła" takich zespołów, jak Rammstein, Linkin Park, Green Day, Avenged Sevenfold i im podobnych.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.