26 stycznia 2013

[Recenzja] Porcupine Tree - "Lightbulb Sun" (2000)



"Lightbulb Sun" to próba połączenia poprockowej stylistyki "Stupid Dream" z zarzuconymi na tamtym albumie wpływami floydowymi. Dominują proste piosenki. Często oparte na brzmieniach akustycznych, czasem z dodatkiem instrumentów smyczkowych. I niepozbawione obowiązkowej dawki smęcenia. Ale obok miałkich melodycznie i nieinteresujących instrumentalnie kawałków (takich jak chociażby "Four Chords That Made a Million", "The Rest Will Flow" czy "Where We Would Be") są tu też bardziej udane momenty.

Rozwój Stevena Wilsona jako kompozytora pokazuje przede wszystkim "Shesmovedon" - całkiem zgrabnie skomponowany utwór, niezły melodycznie, udanie łączący zadziorniejsze fragmenty z bardziej melancholijnymi. Gdyby tylko nie ten mdły, przetworzony efektami wokal... Pod względem instrumentalnym nie można przyczepić się do "Last Chance to Evacuate Planet Earth before It Is Recycled" - z początku bardzo folkowego, w drugiej połowie przypominający o spacerockowym obliczu zespołu. Innym udanym utworem jest ośmiominutowy "Hatesong", z fajnymi partiami basu, klawiszy i na sazie - arabskim instrumencie strunowym. Bardzo obiecująco zaczyna się drugi dłuższy utwór, trzynastominutowy "Russia on Ice". Klawiszowe brzmienia mogą kojarzyć się nawet z wczesnymi eksperymentami Milesa Davisa z elektrycznym instrumentarium. Utwór stopniowo się rozwija, dochodzi mocniejsza gitara wywołująca skojarzenia z floydowskim "The Wall". Niestety, pojawiający się po czterech minutach refren zawiera już typowo wilsonowskie smęcenie. A w drugiej, już całkowicie instrumentalnej połowie, obok ciekawych, klimatycznych fragmentów pojawia się też niepasujące do niczego metalowe riffowanie. Po raz kolejny Wilson przypomniał, że nie zna się na tworzeniu bardziej rozbudowanych kompozycji, do których na siłę wciska zupełnie niepotrzebne urozmaicenia (czemu zawsze są to toporne riffy?). Za to przyjemnym zakończeniem albumu jest "Feel So Low", w którym Steven w końcu śpiewa w naturalny sposób, nie zasłaniając się żadnymi efektami. Nawet nie przeszkadza melancholijny, anemiczny nastrój, który akurat dobrze pasuje do tego smutnego kawałka.

"Lightbulb Sun" wywołuje u mnie mieszane odczucia. Z jednej strony powtarza błędy i wady wcześniejszych wydawnictw Porcupine Tree. Przede wszystkim z "Stupid Dream", na którym zwrot w stronę bardziej poprockowych kawałków nie poszedł w parze z większą dawką przebojowości i energii, a wręcz przeciwnie - z jeszcze większą anemicznością i melodyczną miałkością. Zaś z drugiej strony, "Lightbulb Sun" zawiera (prócz mniej udanych momentów) jedne z najlepszych utworów, jakie Steven Wilson do tamtej pory skomponował. I w rezultacie jest to, pomimo nierównego poziomu poszczególnych utworów, drugie najlepsze wydawnictwo zespołu z poprzedniego wieku, zaraz za "The Sky Moves Sideway". Co, oczywiście, nie jest żadnym wielkim osiągnięciem.

Ocena: 6/10



Porcupine Tree - "Lightbulb Sun" (2000)

1. Lightbulb Sun; 2. How Is Your Life Today?; 3. Four Chords That Made a Million; 4. Shesmovedon; 5. Last Chance to Evacuate Planet Earth before It Is Recycled; 6. The Rest Will Flow; 7. Hatesong; 8. Where We Would Be; 9. Russia on Ice; 10. Feel So Low

Skład: Steven Wilson - wokal, gitara, instr. klawiszowe, dulcimer, bandżo, harfa, sampler; Richard Barbieri - instr. klawiszowe; Colin Edwin - bass, saz, guimbri; Chris Maitland - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Gościnnie: Stuart Gordon - skrzypce i altówka (6,9)Katy Latham - skrzypce (6,9,10); Lisa Betteridge - skrzypce (6,9,10); Sarah Heines - altówka (6,9,10); Emmeline Brewer - wiolonczela (6,9,10); Nick Parry - wiolonczela (6,9)
Producent: Steven Wilson


7 komentarzy:

  1. Tak czy siak za łagodnyś dla nich ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie spodziewałem się, że poprawione recenzje będą trochę bardziej pozytywne. Kiedyś miałem ich za najlepszy zespół ostatniego 25-lecia ;)

      Usuń
    2. Że co? :D
      Wilson żeruje na tych, którzy nie znają klasyki muzyki progresywnej i podsuwa im swój solidnie rozwodniony miałkot (miaukot?) jako coś świeżego. Za to należy mu się miejsce na tej liście :;)

      Usuń
    3. No tak, teraz to wiem. Ale w czasach, gdy z proga znałem tylko Pink Floyd, dwa najłatwiejsze w obiorze albumy King Crimson i post-gabrielsowski Genesis, dawałem się nabrać na Wilsona i jego rzekomo świeżą twórczość. Dlatego tak bardzo przed nim przestrzegam w recenzji "Up the Downstair".

      Usuń
  2. W pierwszej chwili pomyślałem, żeś za surowy dla nich. Ale potem zacząłem słuchać "Żarówy" i pomyślałem sobie, że to właśnie taka lekka płyta, która zbytnio przy sobie nie zatrzymuje. Chociaż to wszystko całkiem zgrabne.
    Jedno, czego nie rozumiem, to to, dlaczego wielu ludzi ceni bardziej okrutnie nudną płytę poprzednią. To poczucie estetyki jest mi obce. "Stupid Dream" jest zupełnie nijaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najdziwniejsze jest to, że "Głupi sen" jest tak bardzo ceniony przez ludzi mających się za wielbicieli rocka progresywnego i obnoszących się z pogardą dla popu.

      Usuń
    2. Nie zdziwiłbym się, gdyby chodziło o to, że "Stupid Dream" (i w ogóle cały ten nurt) pozbawiony jest pewnej krzykliwości, która charakteryzuje dużą część muzyki pop. Co wydaje się dość niedorzeczne, bo gdzie w takim razie właściwe miejsce dla Dire Straits czy solowego Iana Andersona? Albo przebojów takiego Roxette?

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.