12 listopada 2012

[Recenzja] Soundgarden - "King Animal" (2012)



Szesnaście lat po poprzednim studyjnym albumie, "Down on the Upside", grupa Soundgarden opublikowała nowy, premierowy materiał. "King Animal", szósty studyjny album zespołu, rozpoczyna się od bardzo trafnie zatytułowanego "Been Away Too Long". Muzycy nie grali ze sobą od zbyt dawna. Upłynęło zbyt wiele czasu, by byli w stanie nagrać coś na poziomie swoich wcześniejszych osiągnięć. Choć usilnie próbują nawiązać do dawnej świetności stylistyką. "King Animal" brzmi jak wypadkowa poprzednich trzech albumów, z naciskiem na "Superunknown". Brakuje tu jednak dawnej świeżości, energii i przede wszystkim dobrych, zapamiętywanych melodii. Zdecydowanie nie pomaga płaskie, przytłumione brzmienie (skompresowane wedle współczesnych standardów). A wspomniany upływ czasu słychać przede wszystkim w wokalnych partiach Chrisa Cornella, który z trudem wyciąga wyższe tony (a robi to często). Przynajmniej pod względem instrumentalnym zdarzają się - rzadkie - przebłyski, jak ciekawe pod względem rytmicznym "Taree" i "Rowling", czy dość zgrabna ballada "Bones of Birds". Jednocześnie nie ma tu jakiś naprawdę słabych momentów. Po prostu jest bardzo przeciętnie. I całość trwa zdecydowanie zbyt długo, co w połączeniu z wcześniej wspomnianymi wadami sprawia, że słuchanie "King Animal" jest męczące.

Ocena: 5/10



Soundgarden - "King Animal" (2012)

1. Been Away Too Long; 2. Non-State Actor; 3. By Crooked Steps; 4. A Thousand Days Before; 5. Blood on the Valley Floor; 6. Bones of Birds; 7. Taree; 8. Attrition; 9. Black Saturday; 10. Halfway There; 11. Worse Dreams; 12. Eyelid's Mouth; 13. Rowing

Skład: Chris Cornell - wokal i gitara; Kim Thayil - gitara; Ben Shepherd - bass; Matt Cameron - perkusja
Producent: Adam Kasper


6 komentarzy:

  1. Zaskakująco dobry album. Mój faworyt do płyty roku. Najmocniejsze punkty: Taree, Non-state Actor, Bones Of Birds.

    OdpowiedzUsuń
  2. naprawde płyta na wysokim poziomie, nie spodziewałem sie tego a fanem SG jestem od wielu lat!

    OdpowiedzUsuń
  3. Co jakiś czas wracam do tej recenzji i dziwię się, że cały czas widnieje przy niej 8 - niektórym nowym albumom obniżyłeś oceny z 8 do 7. A patrząc na klasyki z 60s i 70s, które pojawiają się na blogu i również dostają 8 - pojawia się spora dysproporcja. Plus co z albumami SG sprzed Badmotor?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga. A tych wczesnych albumów SG nigdy dobrze nie poznałem.

      Usuń
    2. Wiesz co, w ramach odświeżania Soundgarden przesłuchałem właśnie (5 minut temu?) całą tę płytę. Pierwsza połowa (do Bones of Birds) to koszmarna pulpa w której ciężko cokolwiek wyróżnić, potem jest raz lepiej (Birds, Taree) raz znacznie gorzej (chórkowany Eyelids, zbyt banalny Halfway). Fajnie buja i hipnotyzuje ostatni Rowing. Dalej dźwięczy mi w uszach. Niemniej pierwsza połowa płyty odbiera przyjemność z drugiej. Dla mnie to SG w najgorszym wydaniu i trója na 10 ode mnie. Przepraszam, już nie krzyczę.

      Usuń
    3. Właśnie odświeżyłem recenzję, a potem przeczytałem ten komentarz i okazuje się, że wskazałem te same trzy kawałki jako najlepsze ;) Chciałem jeszcze wyróżnić "Eyelid's Mouth", dopóki nie dotarłem do refrenu - te chórki są faktycznie fatalne.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.