Posty

[Recenzja] Rainbow - "Long Live Rock 'n' Roll" (1978)

Obraz
Trzeci studyjny album Rainbow został nagrany właściwie przez trio Blackmore, Dio, Powell - nowi muzycy, David Stone i Bob Daisley, zagrali tylko w kilku utworach. Album na ogół oceniany jest niżej od poprzednich, choć prezentuje podobny poziom. Dominują tutaj energetyczne, przebojowe kawałki, zwykle dość przyjemne (jak tytułowy "Long Live Rock 'n' Roll", "Lady of the Lake", "Sensitive to Light"), choć czasem popadające w przesadny banał ("L.A. Connection"). Zupełnie niepotrzebna wydaje się studyjna wersja "Kill the King", która wypada po prostu blado w porównaniu z koncertowym wykonaniem z "On Stage". W "The Shed (Subtle)" zespół gra nieco ciężej niż zwykle, zaś orientalizujący "Gates of Babylon" jest wyraźnym następcą "Stargazer" (zespołowi znów towarzyszą muzycy grający na smyczkach), choć na szczęście nieco mniej pretensjonalnym. Te dwa utwory są zdecydowanie najmocniejszymi punk...

[Recenzja] Rainbow - "On Stage" (1977)

Obraz
Po wydaniu zaledwie dwóch albumów studyjnych Rainbow, Ritchie Blackmore zdecydował się na opublikowanie koncertówki. Bardzo wcześnie, zważywszy na ilość materiału jakim dysponował zespół. Z drugiej strony, na żywo wypadał on zupełnie inaczej, niż w studiu. Na dwóch płytach winylowych zmieściło się zaledwie sześć - za to w większości bardzo rozbudowanych - utworów, zarejestrowanych w grudniu 1976 roku podczas koncertów w Japonii i Niemczech. Chociaż zespół promował wówczas wspomniany album "Rising", na "On Stage" złożyły się głównie utwory z debiutanckiego "Ritchie Blackmore's Rainbow". Całość rozpoczyna jednak rozpędzony "Kill the King", który właśnie tutaj ma swoją płytową premierę (dopiero w 1978 roku, na albumie "Long Live Rock 'n' Roll", została wydana wersja studyjna). Muzycy napisali ten utwór specjalnie na koncerty, ponieważ potrzebowali szybkiego otwieracza występów . Wcześniej rozpoczynali koncerty od ...

[Recenzja] Rainbow - "Rising" (1976)

Obraz
Pierwszy album Rainbow okazał się sporym sukcesem komercyjnym, choć nie był nawet promowany trasą. Brak koncertów wynikał z kontraktowych zobowiązań Ritchiego Blackmore'a, który musiał jeszcze wziąć udział w zaplanowanych występach Deep Purple. Pozostali muzycy wykorzystali ten czas na promocję albumu "Trying to Burn the Sun", który wydali pod szyldem Elf. Gdy jednak Ritchie odzyskał wolność, odchodząc z Deep Purple, postanowił zmienić skład swojej grupy. Doszedł do wniosku, że dotychczasowi instrumentaliści - klawiszowiec Micky Lee Soule, basista Craig Gruber i perkusista Gary Driscoll - nie pasują do jego wizji zespołu. Zatrudnił więc na ich miejsce odpowiednio Tony'ego Careya, Jimmy'ego Baina, a także cenionego perkusistę Cozy'ego Powella, wcześniej członka The Jeff Beck Group. Z oryginalnego składu, poza liderem, pozostał Ronnie James Dio. Nowy kwintet również nie miał przed sobą długiej przyszłości, jednak pozostawił po sobie jeden z najbardziej popu...

[Recenzja] Rainbow - "Ritchie Blackmore's Rainbow" (1975)

Obraz
W połowie lat 70. Ritchie Blackmore zdecydował się opuścić grupę Deep Purple. Nie podobał mu się kierunek, w jakim zespół zmierzał pod wpływem nowego basisty, Glenna Hughesa, zafascynowanego muzyką funk i soul. Nie bez znaczenia była też jego malejąca pozycja w zespole. Gdy podczas prac nad albumem "Stormbringer" zaproponował nagranie coverów "Black Sheep of the Family" Quatermass i "Still I'm Sad" The Yardbirds, spotkał się ze zdecydowaną odmową pozostałych muzyków. Wówczas podjął decyzję o powołaniu solowego projektu. Do udziału w nim próbował namówić Davida Coverdale'a, ówczesnego wokalistę Purpli. Ten jednak odmówił, gdy usłyszał jaką muzykę chce grać gitarzysta - będącą krokiem wstecz, powrotem do czasów "Machine Head". Kolejnym wyborem był Ronnie James Dio z supportującej Deep Purple na koncertach grupy Elf. Wokalista zgodził się pod warunkiem, że w nagraniach wezmą udział także pozostali członkowie jego grupy (poza gitarzyst...

[Recenzja] Deep Purple - "Purpendicular" (1996)

Obraz
Podczas trasy promującej album "The Battle Rages On..." z zespołem po raz kolejny - i, jak się okazało, definitywny - rozstał się Ritchie Blackmore. Na pozostałych koncertach zastąpił go Joe Satriani, jednak było to tylko tymczasowe zastępstwo. Po zakończeniu trasy, zespół zorganizował przesłuchania, w wyniku których nowym gitarzystą został Steve Morse, znany z grup Dixie Dregs, Kansas, oraz własnego Steve Morse Band. W porównaniu z Blackmore'em dysponuje on na pewno większymi umiejętnościami technicznymi, ale tym samym jego gra jest znacznie nudniejsza - zbyt poprawna, pozbawiona pomysłowości. Morse'owi zdecydowanie brakuje też kompozytorskiego talentu, jaki miał jego poprzednik. "Purpendicular", pierwszy album Deep Purple nagrany udziałem Morse'a, ceniony wśród fanów zespołu i niektórych krytyków, na mnie zdecydowanie nie robi pozytywnego wrażenia. Kiepsko wypadają typowo hardrockowe kawałki w rodzaju "Vavoom: Ted the Mechanic", ...

[Recenzja] Deep Purple - "The Battle Rages On..." (1993)

Obraz
Po komercyjnej porażce "Slaves and Masters", instrumentaliści Deep Purple postanowili ściągnąć z powrotem Iana Gillana. Dzięki temu powstał jeszcze jeden album najbardziej znanego składu grupy. Wkrótce jednak bitwa rozgorzała na nowo i w trakcie trasy promującej longplay odszedł Ritchie Blackmore. Tym razem na dobre. A jak prezentuje się "The Battle Rages On..."? Cóż, na pewno lepiej od poprzednika. Muzycy porzucili jego wstydliwy styl i wrócili do cięższego grania z okolic "Perfect Strangers". Niestety, tym razem materiał jest znacznie słabszy. Utwory brzmią bardzo klasycznie (czasami aż za bardzo - "One Man's Meat" opiera się na riffie z "L.A. Connection" Rainbow), ale jednocześnie zupełnie bezbarwnie i sztampowo. Na tle całości wyróżniają się utwór tytułowy i "Anya", oba z nieco orientalizującymi melodiami, a także bluesowy "Ramshackle Man" plus ewentualnie melodyjny "Solitare". Żaden z nich n...

[Recenzja] Deep Purple - "Slaves and Masters" (1990)

Obraz
Ian Gillan odszedł z zespołu po raz kolejny, a Ritchie Blackmore namówił pozostałych muzyków, aby jego następcą został Joe Lynn Turner. Gość, który jako wokalista nie miał ani umiejętności, ani charyzmy, za to miał wygląd ejtisowej gwiazdy rocka. W ten sposób doszło niejako do powstania hybrydy Deep Purple i Rainbow, jako że w drugim z tych zespołów w latach 80. występowali nie tylko Blackmore i Turner, ale także Roger Glover. Niestety, synteza nastąpiła wyłącznie w kwestii personalnej. Stylistycznie jest to praktycznie czyste Rainbow z czasów Turnera, tyle że pod szyldem Deep Purple. Zespół zwrócił się zatem w stronę sztampowego, tandetnego i do bólu merkantylnego AOR-u, niezbyt odległego Bon Jovi, Foreigner i innych koszmarnych grup. Są tu wszystkie wady takiej stylistyki: banalne, skrajnie komercyjne melodie, popowa prostota w budowie kompozycji, okropnie kiczowate brzmienie, zwłaszcza partie syntezatorów. Nie ma tu natomiast kompletnie nic, co dawałoby tej muzyce choć odrobin...

[Recenzja] Deep Purple - "The House of Blue Light" (1987)

Obraz
Album "Perfect Strangers" okazał się sporym sukcesem, co najwidoczniej zachęciło muzyków do pójścia w jeszcze bardziej komercyjnym kierunku. "The House of Blue Light" wypełniają proste, sztampowe kawałki o wygładzonym brzmieniu i banalnych melodiach, pełne kiczowatych brzmień syntezatora. Jako przykład mógłbym podać właściwie każdy utwór z tego albumu. Na tle całości w miarę znośny jest tylko otwieracz, "Bad Attitude", ale tylko dlatego, że potem jest już naprawdę fatalnie. Natężenie żałosności i tandety przekracza tu wszelkie normy. Trudno uwierzyć, że za ten syf odpowiada najsłynniejszy skład zespołu, który kilkanaście lat wcześniej nagrał "In Rock" i "Made in Japan". Ocena: 3/10 Deep Purple - "The House of Blue Light" (1987) 1. Bad Attitude; 2. The Unwritten Law; 3. Call of the Wild; 4. Mad Dog; 5. Black & White; 6. Hard Lovin' Woman; 7. The Spanish Archer; 8. Strangeways; 9. Mitzi Dupree; 10. Dead ...

[Recenzja] Deep Purple - "Perfect Strangers" (1984)

Obraz
W 1984 roku Deep Purple wrócił po dziewięcioletniej przerwie. I to w najsłynniejszym składzie - tym samym, który nagrał takie dzieła, jak "In Rock", "Machine Head" czy "Made in Japan". Muzycy nie chcieli jednak jedynie odcinać kuponów od swojej przeszłości - z wyjątkiem upartego tradycjonalisty Ritchiego Blackmore'a, który nawet proponował tytuł "At Last, the 1974 Album", mający sugerować bezpośredniego następcę "Who Do We Think We Are" z 1973 roku (poprzedniego albumu nagranego w tym składzie). Pozostali muzycy - czyli Ian Gillan, Jon Lord, Roger Glover i Ian Paice - postanowili jednak nagrać materiał na miarę lat 80., z charakterystycznym dla tej dekady, sterylnym i wygładzonym brzmieniem, a nawet wykorzystać w kilku utworach syntezatory, zamiast klasycznych organów Hammonda. Album, ostatecznie zatytułowany "Perfect Strangers", ma kilka naprawdę mocnych momentów. Jak utwór tytułowy, z bardzo charakterystycznym,...

[Recenzja] Deep Purple - "Made in Europe" (1976)

Obraz
Album "Come Taste the Band" nie spotkał się dobrym przyjęciem wśród fanów Deep Purple, narzekających na brak w składzie Ritchiego Blackmore'a, co doprowadziło do rozpadu grupy. Na pocieszenie wydano koncertowy album "Made in Europe", skompilowany z fragmentów ostatnich występów zespołu z Blackmore'em. Nagrań dokonano w dniach 4-7 kwietnia 1975 roku w austriackim Grazu, niemieckim Saarbrücken, a także w Paryżu. "Made in Europe" został zarejestrowany podczas trasy promującej album "Stormbringer", na którym grupa - pod wpływem basisty Glenna Hughesa - zwróciła się w stronę muzyki funkowej. Na żywo pozostali jednak zespołem hardrockowym. Zwłaszcza utwory "Burn" i "Stormbringer" nabrały niesamowitego czadu. Wrażenie robią przede wszystkim pojedynki Blackmore'a i Hughesa. Cały skład daje tu z siebie wszystko, a przecież  nagrań dokonano tuż przed odejściem gitarzysty z grupy (w czasie tych koncertów pierwszy albu...