13 czerwca 2012

[Recenzja] Rainbow - "Ritchie Blackmore's Rainbow" (1975)



W połowie lat 70. Ritchie Blackmore zdecydował się opuścić grupę Deep Purple. Nie podobał mu się kierunek, w jakim zespół zmierzał pod wpływem nowego basisty, Glenna Hughesa, zafascynowanego muzyką funk i soul. Nie bez znaczenia była też jego malejąca pozycja w zespole. Gdy podczas prac nad albumem "Stormbringer" zaproponował nagranie coverów "Black Sheep of the Family" Quatermass i "Still I'm Sad" The Yardbirds, spotkał się ze zdecydowaną odmową pozostałych muzyków. Wówczas podjął decyzję o powołaniu solowego projektu. Do udziału w nim próbował namówić Davida Coverdale'a, ówczesnego wokalistę Purpli. Ten jednak odmówił, gdy usłyszał jaką muzykę chce grać gitarzysta - będącą krokiem wstecz, powrotem do czasów "Machine Head". Kolejnym wyborem był Ronnie James Dio z supportującej Deep Purple na koncertach grupy Elf. Wokalista zgodził się pod warunkiem, że w nagraniach wezmą udział także pozostali członkowie jego grupy (poza gitarzystą). Tak narodził się pierwszy skład Rainbow.

Poza nagraniem dwóch wspomnianych coverów, grupa nagrała także siedem nowych kompozycji, autorstwa Blackmore'a i Dio. Gitarzysta nie miał zamiaru odbiegać tutaj daleko od stylu wypracowanego przed laty z Deep Purple. Zmniejszona została tylko rola klawiszy, na rzecz dłuższych partii solowych samego Blackmore'a. Poza tym większy nacisk położono na melodie, często po prostu popowe. Brzmienie albumu jest zresztą bardzo wygładzone. W riffowych "Man on the Silver Mountain" i "Sixteen Century Greensleeves" wyraźnie brakuje mocy. Nieporównywalnie lepiej utwory te wypadały na koncertach. Podobnie jak "Still I'm Sad" - w tutejszej wersji jest to banalny instrumentalny kawałek, który nie ma ani klimatu oryginalnej wersji The Yardbirds, ani energii koncertowych wykonań Rainbow. Zespół zresztą często ociera się tutaj o banał, żeby wspomnieć tylko o sztampowych "Black Sheep of the Family" i "If You Don't Like Rock 'n' Roll". Tak naprawdę bronią się tylko dwie balladowe kompozycje, które są naprawdę urokliwe. Delikatny "Catch the Rainbow" w partiach gitary wyraźnie wskazuje na inspirację Jimim Hendrixem, natomiast nieco żywszy "The Temple of the King" momentami lekko przypomina "Stairway to Heaven". Mimo, że żaden z tych utworów nie zbliża się poziomem do pierwowzoru, to na tle całości jawią się jako prawdziwe perły.

Jak na klasykę hard rocka, do której "Ritchie Blackmore's Rainbow" jest zaliczany, album brzmi zbyt popowo. Stanowi też spory krok wstecz w porównaniu z tym, co Ritchie robił w ciągu poprzednich pięciu lat z Deep Purple. Na tle takich albumów, jak "In Rock" czy "Made in Japan", debiut Rainbow brzmi bardzo zachowawczo i niestety dość naiwnie (okładka idealnie oddaje charakter zawartej tutaj muzyki). Poziom poszczególnych kompozycji jest różny (w najlepszych przypadkach ledwie dobry, bez rewelacji), a wykonanie jest przyzwoite, lecz nie porywa - w grze Blackmore'a słychać rutynę, wokal Dio często brzmi pretensjonalnie, zaś reszta zespołu jest tylko tłem dla tej dwójki.

Ocena: 6/10



Rainbow - "Ritchie Blackmore's Rainbow" (1975)

1. Man on the Silver Mountain; 2. Self Portrait; 3. Black Sheep of the Family; 4. Catch the Rainbow; 5. Snake Charmer; 6. The Temple of the King; 7. If You Don't Like Rock 'n' Roll; 8. Sixteen Century Greensleeves; 9. Still I'm Sad

Skład: Ronnie James Dio - wokal; Ritchie Blackmore - gitara; Craig Gruber - bass; Gary Driscoll - perkusja; Micky Lee Soule - instr. klawiszowe
Producent: Ritchie Blackmore, Ronnie James Dio i Martin Birch


10 komentarzy:

  1. Jak często ubolewam nad mniejszym docenianiem świetnych albumów hardrockowych, tak tu bym się zgodził. Sam niedawno obniżyłem do 6. Całość brzmi zdecydowanie zbyt lekko, przez co nie ma mocy, ale kilka kawałków ("Man on the Silver Mountain", "The Temple of the King" czy "Still I'm Sad") nadal się broni.

    P.S. Nie cenisz już wokalu mistrza Dio czy jak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz trudniej przychodzi mi tolerowanie jego teatralnej maniery. Miał naprawdę duże możliwości i mógł śpiewać na wiele ciekawych sposobów, jednak zwykle śpiewał w taki nienaturalny, pretensjonalny sposób. Nigdy nie podobały mi się np. jego interpretacje utworów Black Sabbath z czasów Ozzy'ego - tam ta pretensjonalna teatralność jest wręcz śmieszna.

      Znasz oryginalną wersję "Still I'm Sad"?

      Usuń
    2. Jak widać, Dio śpiewał najczęściej w sposób w jaki najbardziej lubił. Interpretacje utworów z Ozzy'm też nigdy mnie nie przekonywały, ale na "swoich" albumach Black Sabbath czy w Rainbow jak najbardziej.

      Znam.

      Usuń
    3. Dio miłował kicz - wystarczy spojrzeć na okładki jego albumów, poczytać teksty, które pisał... Więc tak, z pewnością lubił śpiewać w ten sposób ;) Ale nie mówię, że nie miał dobrych momentów.

      "Still I'm Sad" w wersji Yardbirds to bardzo interesujące i nowatorskie nagranie - muzycy nawiązali z jednej strony do muzyki hindustańskiej (co było w tamtym czasie popularne), a z drugiej do chorałów gregoriańskich (co było czymś zupełnie nowym w muzyce rockowej). A Blackmore zrobił z tego bardzo zwyczajny, melodyjny kawałek, pozbawiony jakiegokolwiek klimatu (i wspomnianych wyżej wpływów). Nigdy go nie lubiłem, nawet zanim poznałem oryginał. Co innego koncertowa wersja z "On Stage" - tamta wersja brak klimatu nadrabia mnóstwem energii i ciekawymi improwizacjami.

      Usuń
    4. Kicz nie zawsze jest zły ;)

      Wersję "Still I'm Sad" akurat lubię, za to "Black Sheep of the Family" już nie bardzo, ogólnie to zbyt banalny kawałek.

      Usuń
    5. Kiedyś próbowałem przesłuchać jakiś album Quatermass, ale tam wszystko było takie banalne i nie dałem rady dotrwać do końca.

      Usuń
  2. Nie było w moich planach komentowanie tej stareńkiej recenzji, nawet po odświeżeniu, jednak widząc pewien ruch - zabiorę głos.

    Bardzo dobrze że obniżyłeś oceny tym albumom. Hard rock to po prostu zagrany ostrzej blues, jednak często kosztem rytmu i 'flow' Tu rzeczywiście dochodzi jeszcze odpychająco androgyniczny Dio. Niby parę fajnych rifków jest (kiedyś bardzo podobało mi się 16th century Greensleeves), chociaż Man on The Silver mountain to więcej niż autoinspiracja "Smoke on The Water"

    Czym się przejawia rutyna, którą tu wytykasz grze Blackmore'a?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam na myśli to, że gra cały czas w taki sam sposób, jak grał w Deep Purple. Zatrzymał się w miejscu, nie próbuje tu niczego nowego. Tymczasem jego poprzedni zespół zatrudnił na jego miejsce Tommy'ego Bolina, który, w przeciwieństwie do Blackomore'a, był otwarty na inne rodzaje muzyki (w końcu współpracował z Billym Cobhamem i Alphonso Mouzonem) i jego gra bardzo odświeżyła twórczość grupy. "Come Taste the Band" to bardzo nowatorski album, jak na hard rock oczywiście, podczas gdy "Ritchie Blackmore's Rainbow" brzmi jak gorsza wersja "Machine Head". Jakby wciąż był 1972 rok, albo nawet wcześniej.

      Usuń
  3. A nie uważasz, że Dio minął się z powołaniem jakim była opera?

    Strasznie mało ostatnio piszesz, bywają dni że nie pojawia się tu nic nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie uważam. Za słaby technicznie był, warunki głosowe też za małe.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.