[Recenzja] Masada String Trio - "Azazel" (2005) / "Haborym" (2010)


Cykl "Księga aniołów" 2/30
W liczącej trzydzieści dwa albumy serii "Book of Angels" - zbierającej kompozycje Johna Zorna z tzw. drugiej księgi Masady - tylko dwa składy wzięły udział w tym przedsięwzięciu więcej niż raz. Pierwszym z nich było Masada String Trio, które wystąpiło już na drugim w tym cyklu "Azazel", a pięć lat później nagrało szesnasty z kolei "Haborym". Grający na skrzypcach Mark Feldman, wiolonczelista Erik Friedlander oraz basista Greg Cohen zadebiutowali pod tym szyldem na wydanym pod nazwiskiem Zorna albumie "The Circle Maker", ale pierwszych wspólnych nagrań dokonali już na potrzeby opublikowanego wcześniej "Bar Kokhba". Sporadycznie występowali też na żywo, m.in. podczas cyklu urodzinowych koncertów Zorna, co zostało utrwalone na płycie "50th Birthday Celebration Vol. 1".
Chociaż wszystkie pozycje z anielskiej serii opierają się na kompozycjach Johna Zorna, to jego udział w nagraniach najczęściej sprowadza się do roli producenta. Zadarzałonsię też, że w ogóle nie towarzyszył muzykom w studiu. Jednak w przypadku "Azazel", a potem "Haborym", nie tylko wyprodukował całość, ale też wystąpił w roli dyrygenta smyczkowego tria. Można zatem przypuszczać, że ze wszystkich interpretatorów repertuaru "Book of Angels" Masada String Trio należy do tych najwierniej oddających wizję twórcy materiału. Pomysł na ten skład nie zmieniał się na przestrzeni tej dekady, jaka upłynęła od jego pierwszych nagrań. To wciąż jedyna w swoim rodzaju mieszanka klezmerskich melodii, elementów współczesnej kameralistyki oraz jazzowej improwizacji.
Czytaj też: [Recenzja] John Zorn - "The Circle Maker" (1998)
Progres następował natomiast w grze oraz wzajemnej współpracy instrumentalistów. "Azazel" to szczytowe osiągnięcie tria pod względem wykonawczym: muzycy grają z wielką finezją, swobodą i znakomitą interakcją pomimo nierzadko kontrapunktowo prowadzonych partii. Jest to też ich najbardziej żywiołowe wydawnictwo, z takimi nagraniami, jak utrzymane gdzieś pomiędzy jazzem free a sonoryzmem "Mibi", "Gurid" i "Rssasiel", ale też bardzo przystępnymi "Tufiel", "Symnay" czy "Bethor", napędzanymi jazzującymi, pełnymi jamowego luzu partiami kontrabasu Cohena, przeplatającymi się z melodiami Friedlandera i Feldmana. Pomiędzy nimi można jednak znaleźć też bardziej subtelne, kameralne utwory, przepełnione klezmerską melancholią, w postaci "Tabaet", "Uriel", "Gazriel", najbardziej posępnego tytułowego "Azazel" oraz wyjątkowo oszczędnego "Garzanal". Oba te podejścia łączy natomiast "Mastema", gdzie ze stonowanymi, zadumanymi partiami skrzypiec i wiolonczeli kontrastuje energetyczna, masywna linia basu.
Mniej zachwyca mnie natomiast "Haborym". Jest to płyta bardziej jednorodna, całkiem zdominowana przez melancholijny nastrój. Nawet w tych bardziej energetycznych fragmentach - dalekich jednak od ekspresji co bardziej żywiołowych momentów poprzednika - jak "Turel", "Tychagara", "Elimiel" czy "Ahiel", trio gra w raczej zachowawczy, stonowany sposób. Prawie nie ma już momentów, gdy każdy muzyk zdawał się grać inny utwór, a mimo to ich partie doskonale się ze sobą zazębiały. Powoduje to wrażenie, jakby zespół się rozleniwił. Chlubnym wyjątkiem są freejazzowe wręcz "Bat Qol" i "Umikol", ale to jedyne urozmaicenia na tym albumie. Zresztą zupełnie spodziewane, bo dokładnie tego samego typu nagrania wzbogacały poprzednie wydawnictwa Masada String Trio. Na płycie nie ma żadnych nowych idei, ale co chyba jeszcze gorsze, pomiędzy partiami instrumentalistów nie ma już takiego napięcia, jak na "The Circle Maker" i "Azazel", a tematy są mniej charakterystyczne. Wykonanie wciąż jest solidne, ale nie znajduję tu niczego ekscytującego. Potencjał tego składu najwidoczniej już się wyczerpał, choć chyba też po prostu zabrakło zaangażowania. Raczej nie przypadkiem trio już niczego więcej nie nagrało.
Czytaj też: [Recenzja] Jamie Saft Trio - "Astaroth" (2005)
"Azazel" jest jedną z mocniejszych pozycji w serii "Book of Angels", która zresztą bez udziału Masada String Trio byłaby po prostu niekompletna. Nagranie drugiej płyty w tym składzie okazało się już jednak niepotrzebne, zwłaszcza że na "Haborym" kompletnie zabrakło pomysłu i niczego do tego cyklu nie wnosi. A wręcz upraszcza to, co już wcześniej w nim zaprezentowano.
"Azazel: Book of Angels Volume 2"
Ocena: 8/10
"Haborym: Book of Angels Volume 16"
Ocena: 6/10
Masada String Trio - "Azazel: Book of Angels Volume 2" (2005)
1. Tufiel; 2. Mibi; 3. Tabaet; 4. Symnay; 5. Mastema; 6. Bethor; 7. Uriel; 8. Gurid; 9. Gazriel; 10. Azazel; 11. Rssasiel; 12. Garzanal; 13. Ahiel
Skład: Mark Feldman - skrzypce; Erik Friedlander - wiolonczela; Greg Cohen - kontrabas; John Zorn - dyrygent
Producent: John Zorn
Masada String Trio - "Haborym: Book of Angels Volume 16" (2010)
1. Turel; 2. Tychagara; 3. Carniel; 4. Bat Qol; 5. Gamrial; 6. Elimiel; 7. Techial; 8. Umikol; 9. Malkiel; 10. Raamiel; 11. Gergot
Skład: Mark Feldman - skrzypce; Erik Friedlander - wiolonczela; Greg Cohen - kontrabas; John Zorn - dyrygent
Producent: John Zorn
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta lub niespełniające obowiązujących standardów nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najpierw zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.