[Recenzja] Jamie Saft Trio - "Astaroth" (2005)

Okładka płyty "Astaroth" tria Jamiego Safta.


Przez całą dekadę, począwszy od 1994 roku, John Zorn skupiał się przede wszystkim na repertuarze z Masada Songbook. To zbiór dwustu pięciu napisanych przez niego kompozycji, inspirowanych żydowską tradycją muzyczną. Początkowo wykonywał je wraz z utworzonym specjalnie w tym celu post-bopowym kwartetem Masada, z którym nagrał w sumie dziesięć studyjnych wydawnictw oraz intensywnie koncertował. W międzyczasie materiał doczekał się też aranżacji w innych stylach, często w wykonaniu jednorazowych składów. Było też kilka bardziej stałych grup, jak zbliżające się do muzyki współczesnej Masada String Trio, wykonujący kameralny jazz z nietypowym instrumentarium Bar Kokhba Sextet i fusionowo-freejazzowy Electric Masada. Tylko w tym ostatnim Zorn udzielał się osobiście.

Kiedy już materiał z księgi Masady został ograny na różne możliwe sposoby, Zorn skomponował kolejne… trzysta szesnaście utworów! Weszły one w skład drugiej księgi, znanej też jako "Book of Angels". Tym razem koncepcja była trochę inna, bo od samego początku zakładano, że wykonaniem zajmą się różni twórcy, interpretujący ten repertuar po swojemu. Poza grupami znanymi już z wykonań utworów z pierwszego zbioru, jak wspomniane Masada String Trio i Bar Kokhba Sextet, a także mniej lub bardziej efemerycznymi składami muzyków z zornowskiego kręgu, w projekcie udział wzięli także inni zaprzyjaźnieni twórcy. Kompozycji wystarczyło na trzydzieści dwa albumy, opublikowane w latach 2005-2017 przez Tzadik Records.


A zaczęło się od "Astaroth" - wszystkie płyty z serii zatytułowano imionami demonów i upadłych aniołów z różnych mitologii - zarejestrowanego w skromnym, akustycznym triu jazzowym. Zorn testował taki aparat wykonawczy już w trzech utworach na "Bar Kokhba", w różnych konfiguracjach personalnych. Tu jednak po raz pierwszy cały album wypełniają utwory na taki skład. Poprowadził go Jamie Saft - multiinstrumentalista, choć tym razem grający wyłącznie na fortepianie. Muzyk regularnie współpracuje z Zornem, by wspomnieć tylko o takich projektach, jak Electric Masada czy późniejszy The Dreamers. Wystąpił też na albumach "Taboo & Exile", "The Gift" i "IAO", co jest o tyle znaczące, że miał tam okazję grać razem z basistą Gregiem Cohenem - kolejnym kluczowym instrumentalistą klezmerskich projektów Zorna, współtworzącym oryginalny kwartet Masada, a także Masada String Trio oraz Bar Kokhba Sextet. Składu dopełnił bębniarz Ben Perowsky, mający na koncie udział w płytowej miniserii "Masada Anniversary Edition" - zagrał po jednym utworze na "Voices in the Wilderness" oraz "The Unknown Masada". Co istotne, dopiero na "Astaroth" wszyscy trzej muzycy wystąpili razem. Rok później wydali jeszcze wspólny album "Trouble" z jazzowymi interpretacjami mniej znanych kompozycji Boba Dylana.

To właściwie klasyczne trio jazzowe z fortepianem, kontrabasem i zestawem perkusyjnym, grające utwory według schematu: temat - rozwijające go improwizacje - powrót do tematu. Miejsce typowo bopowych motywów zajmują tu jednak klezmerskie melodie Zorna, nadające całości własnego charakteru. Choć sama koncepcja oraz aparat wykonawczy wydają się dość ograniczające, to instrumentaliści przygotowali dość różnorodny materiał. Gęste, energetyczne, a zarazem melodyjne kawałki post-bopowe w rodzaju "Shalmiel", "Ezeqeel" czy "Beleth", przeplatają się z bardziej stonowanym, nastrojowym i przestrzennym graniem w postaci tytułowego "Astaroth", "Ariel", "Baal-Peor" oraz szczególnie wyciszonego "Lelahel". Dodatkowym urozmaiceniem są brutalniejsze, bliższe freejazzowej ekspresji "Ygal" i "Pursan". Czasem też te podejścia mieszają się ze sobą, jak w "Sturiel", który zaczyna się w melodyjny i uporządkowany sposób, by z czasem gra muzyków zdecydowanie się rozluźniła. W każdym przypadku trio sprawia wrażenie doskonale zgranego zespołu, w którym każdy element jest tak samo ważny - żaden z muzyków nie próbuje dominować nad pozostałymi, wszystko odbywa się tu w ścisłej współpracy.


Jeśli miałbym porównać Jamie Saft Trio z wykonawcami utworów z pierwszej księgi Masady, to najbliżej mu do pierwotnego kwartetu - tyle że miejsce dęciaków zajmuje fortepian i bywa tu bardziej kameralnie. "Astaroth" to znakomite otwarcie serii, bo wciąż jeszcze bliskie oryginalnego konceptu, a zarazem rozszerzające już nieco ten świat Masady (pojedyncze kawałki w takim układzie instrumentalnym z albumu "Bar Kokhba" nie rozwinęły w pełni tego tematu). Poza tym to po prostu fantastycznie wykonany materiał i jeden z bardziej wyrazistych zbiorów kompozycji w całym cyklu.

Ocena: 8/10


Jamie Saft Trio - "Astaroth: Book of Angels Volume 1" (2005)

1. Shalmiel; 2. Ygal; 3. Astaroth; 4. Ezeqeel; 5. Ariel; 6. Sturiel; 7. Baal-Peor; 8. Pursan; 9. Lelahel; 10. Beleth

Skład: Jamie Saft - pianino; Greg Cohen - kontrabas; Ben Perowsky - perkusja
Producent: John Zorn


Komentarze