[Recenzja] "Citizen Vigilante", reż. Uwe Boll (2026)

Rzadko piszę o filmach, jednak najnowsza chałtura najgorszego reżysera w dziejach kina, Uwe Bolla, wymaga zajęcia zdecydowanego stanowiska. Mechanizm, na którym opiera się ten film - odczłowieczanie określonej grupy i wskazywanie jej jako źródła wszelkich problemów - przypomina najgorsze tradycje kina propagandowego III Rzeszy, a tym samym czyni z tej produkcji niemalże współczesny odpowiednik "Żyda Süssa". Ta recenzja jest moim sprzeciwem wobec sprowadzania sztuki do tak prymitywnego poziomu i wykorzystywaniu jej w tak podłym celu.
Niewątpliwie najgorszy film, jaki w życiu widziałem. Wprost niewiarygodne, jak bardzo nieudolna jest tu reżyseria i montaż, jak fatalnie napisany scenariusz, jak drętwe są dialogi i drewniana gra aktorska, jak kiepska i totalnie niedopasowana muzyka. Struktura miała chyba przypominać "Memento" Christophera Nolana, ale jest zwyczajnie chaotyczna, bezsensowna i nie ma żadnego fabularnego uzasadnienia. Zamiast scen, które pokazywałyby jakikolwiek rozwój (anty)bohatera lub tłumaczyły jego motywację, jest np. kompletnie nic nie wnosząca do fabuły, ani nie mająca z nią nic wspólnego scena w burdelu, sama w sobie zawierająca niepasującą do niczego wstawkę z pleśnią i wykładem o konieczności wietrzenia pomieszczeń - nic bardziej krindżowego dotychczas nie widziałem. I to wszystko w zupełności by wystarczyło, bym wystawił najniższą możliwą ocenę. A nawet jeszcze nie wspomniałem o największym problemie.
Bo ten pseudo-film jest po prostu niewyobrażalnie szkodliwy. Jest jak mokry sen wszelkiego rodzaju inceli, rasistów, faszystów i innych kreatur bez moralnego kompasu, którym marzą się czystki etniczne. Przy okazji nie zauważają jednak - lub są hipokrytami i mają to gdzieś - że postać grana przez Armiego Hammera sama jest nielegalnym imigrantem, który morduje nie tylko przestępców, ale też członków ich rodzin, a nawet legalnych obywateli spoza klucza rasowego - policjantów wykonujących swoje obowiązki czy zupełnie przypadkowych ludzi (absurdalne zabójstwo drogowe dokonane przez protagonistę tylko po to, by udowodnić coś sędziemu, którego i tak zabija w kolejnej scenie). Jakakolwiek próba obrony działań protagonisty niczym nie różni się od pochwal dla zbrodni prawdziwych terrorystów w rodzaju Breivika, głoszących dokładnie te same przekonania.
Oczywistym jest, że polityka imigracyjna państw Europy Zachodniej obarczona była (jest?) wieloma błędami, tworząc warunki sprzyjające rozwojowi przestępczości. Jednak w filmie nie ma miejsca na jakiekolwiek niuanse, pokazywanie złożoności problemu. Ma dawać najprostsze rozwiązania i przedstawia świat w sposób czarno-biały: źli są wszyscy przedstawiciele innej kultury, woke-lewactwo oraz reprezentanci systemu. Za to protagonista może sam być nielegalnym imigrantem i bucem robiącym odrażające rzeczy - najważniejsze, że jest przedstawicielem zachodniej kultury, białym, heteroseksualnym mężczyzną (scena w burdelu jest tu chyba właśnie po to, by nikomu nie przyszło na myśl, że Armie Hammer powtarza rolę z "Tamte dni, tamte noce" Luki Guadagniny), ma skrajnie prawicowe poglądy i jest prawdziwym antysystemowcem, co w przedstawionym świecie automatycznie oznacza, że postępuje słusznie.
Swoją drogą jedna z niewielu rzeczy, do jakich Boll nieco bardziej się przyłożył - poza zebraniem wszelkich możliwych komunałów na temat migrantów oraz manipulacją statystykami - to stworzenie protagonisty aż tak obmierzłego dla widzów o bardziej lewicowej wrażliwości. To postać, która bardziej nadawałaby się na przerysowanego złola z filmu o całkiem przeciwnym światopoglądzie. Jest nie tylko rasistą mordującym tych, którzy nie pasują do jego wizji świata - a przy okazji także przypadkowych ludzi - ale też bogaczem, który sam na nic nie zapracował, a po prostu odziedziczył firmę i wygodnie sobie żyje z rentierstwa oraz sutenerstwa. Jest przy tym bezdusznym kapitalistą, który wprost każe swoim pracownikom maksymalizować zyski poprzez działania wbrew prawu. A wobec samych pracowników stosuje mobbing i ageizm. Do kompletu zabrakło chyba tylko jakiejś krytyki polityki klimatycznej. Jedyny moment, gdy przestaje być robotem recytującym antyimigranckie i wolnorynkowe frazesy, jest wtedy, gdy żali się, że ojciec nigdy nie zabrał go na polowanie. Paradoksalnie, mówiąc o tej barbarzyńskiej rozrywce na sekundę staje się bardziej ludzki. Rola oczywiście nie mogła przypaść byle komu - dostał ją scancelowany przemocowiec fantazjujący o kanibalizmie.
Publikowanie takiego gniota jest skrajnie głupie i nieodpowiedzialne. Przedstawianie, jaki to cool jest dorosły ex-żołnierz wykorzystujący znaczną przewagę fizyczną do tłuczenia nastolatków jest czymś absolutnie niedopuszczalnym. I to w czasie, gdy w Polsce na ulicach nastolatek może zostać pobity na ulicy przez dorosłego tylko za to, że urodził się po drugiej stronie granicy. Przedstawianie, jakie to fajne jest wymierzanie na własną rękę sprawiedliwości to zwyczajny debilizm, zaprzeczenie jakimkolwiek wartościom etycznym (także chrześcijańskim, na jakie tak lubią powoływać się docelowi odbiorcy tego produktu filmopodobnego) oraz zasadom cywilizowanego, demokratycznego państwa. I to w czasie, gdy po Polsce rozprzestrzeniają się bojówki na kształt nazistowskich, a prawicowi populiści podgrzewają pogromowe nastroje. To tylko przykłady z ostatnich dni w naszym kraju, ale podobne rzeczy od dłuższego czasu dzieją się w całej Europie.
Gdyby to był jedynie chujowo zrobiony film, można byłoby go po prostu zignorować. Problem w tym, że to zarazem obrzydliwa, toporna propaganda, oferująca proste odpowiedzi i wskazująca wygodnego wroga - a taka retoryka nie rozwiązuje żadnych problemów, tylko zwiększa ryzyko kolejnych tragedii. Zresztą Uwe Boll wprost, ustami Hammera, nawołuje widzów, by realnym świecie stali się kolejnymi breivikami.
Ocena: 1/10
"Citizen Vigilante" (2026)
Reżyseria: Uwe Boll
Scenariusz: Uwe Boll
Komentarze pod wpisem zostały wyłączone. Recenzowana produkcja przekracza granicę zwykłego sporu światopoglądowego, prezentując przekaz oparty na dehumanizacji oraz nawoływaniu do przemocy wobec określonych grup. W cywilizowanym społeczeństwie takie poglądy nie powinny być traktowane ani dopuszczane jako równorzędny głos w debacie, ponieważ stoją w sprzeczności z podstawowymi normami etycznymi.