[Recenzja] Swans - "Birthing" (2025)

Okładka płyty "Birthing" Swans.


Dość niespodziewanie jednym z moich największych zeszłorocznych zaskoczeń był najnowszy album Swans. "Birthing" to powrót zespołu Michaela Giry do formy. I to pomimo braku istotnych zmian w składzie czy samej muzyce. A przecież wydawało się, że obecna koncepcja artystyczna została już kompletnie wyeksploatowana na pięciu poprzednich, bardzo długich przecież albumach. Jedynie przedostatni z nich "Leaving Meaning." trwa wyraźnie poniżej dwóch godzin, przy czym wciąż przekracza pojemność pojedynczego kompaktu. To zresztą właśnie tam po raz pierwszy dawało się odczuć pewne sygnały wyczerpania formuły, co do którego kolejny "The Beggar" nie pozostawił już żadnych wątpliwości.

Mechanizm powstawania "Birthing" był podobny, jak w przypadku innych albumów Swans w XXI wieku. Gira najpierw przygotował szkice utworów na gitarę akustyczną, by następnie ogrywać je z zespołem podczas rocznej trasy koncertowej. Na żywo przybierały formę kilkunastominutowych improwizacji, ewoluując z każdym wykonaniem i stopniowo zbliżając się do ostatecznego kształtu. Występy rejestrowano, a potem podsumowano wydawnictwem na żywo ("Live Rope"), by z jego sprzedaży sfinansować profesjonalną sesję.


Z siedmiu ścieżek jedynie "Red Yellow" i "The Merge" stworzono w całości w studiu. Reszta materiału bazuje na utworach rozwijanych na żywo, które ponownie opracowano oraz zaaranżowano. Proces ten świetnie pokazuje "Rope / The Beggar" z wydanej wcześniej koncertówki. Ponad 80-minutowe nagranie stało się podstawą dwóch utworów z "Birthing". Segment "Rope" połączono z inną wykonywaną na koncertach kompozycją, "Away", tworząc finałowy "(Rope) Away". Z kolei część "The Beggar" - oparta na tytułowym utworze z poprzedniego albumu - przeobraziła się w "The Healers".

Na "Birthing" nie ma utworów aż tak długich, by samodzielnie wypełniały cały kompakt, niemniej jednak do najkrótszych nie należą. Pierwszy dysk składa się z trzech około 20-minutowych utworów. Wszystkie bazują na podobnym pomyśle, ale za każdym razem bardzo przekonująco zrealizowanym. Pierwsza część nagrania jest zwykle łagodniejsza, oparta na przestrzennych dronach, by w pewnym momencie nastąpiła nagła intensyfikacja - z hipnotycznym groove'em i ostrzejszymi gitarami. Ten kontrast znakomicie działa w "The Healers", gdzie po ośmiu minutach quasi-folkowego grania z mruczącym Girą i niemal gospelowym chórkiem żeńskim, utwór nagle zmienia się w nieco jazgotliwy, ale wciągający trans na poziomie najlepszych tego typu dokonań Swans. Potem następuje jeszcze kilka zwrotów akcji, jak bardziej klimatyczny fragment z natarczywą, krautrockową motoryką, albo ambientowa wstawka z harmonijką. Równie przekonująco wypada "I Am a Tower" z utrzymanym w niepokojącym nastroju początkiem, subtelniejszą częścią środkową oraz energetycznym i bardziej optymistycznym muzycznie, niemalże piosenkowym finałem, ocierającym się o plagiat "Heroes" Davida Bowiego. Tytułowy "Birthing" przechodzi natomiast od podniosłego post-rocka, przez bardziej energetyczne i bezpretensjonalne granie oraz balladowy fragment z pianinem, po kakofoniczną kodę.


Druga płyta to z kolei cztery utwory o bardziej zróżnicowanym czasie trwania. Rozpoczynający ją "Red Yellow" ma niespełna siedem minut, ale tyle też wystarczyło, by zmieścić subtelniejsze wprowadzenie, a transowe rozwinięcie - z mantrowym chórkiem żeńskim i prawie freejazzowym saksofonem w tle - mogło odpowiednio wybrzmieć. Tylko to gwałtowne cięcie na koniec nieprzyjemnie wyrywa z imersji. Dłuższy o jedynie cztery minuty "Guardian Spirit" ma już nie tylko odpowiedni wstęp - z klimatycznymi partiami fletu - ale też pełnoprawne zakończenie, z narastającym, a potem rozładowanym napięciem. Szkoda tylko, że tym razem centralna część utworu zdaje się być bardziej nastawiona na sam ciężar niż wciągający groove, przez co zaczyna doskwierać monotonia.

Trwający kwadrans "The Merge" z początku wypada nieco chaotycznie, ale po około minucie wyłania się masywna gra sekcji rytmicznej (z gościnnym występem perkusisty Timothy'ego Wyskidy), wynagradzająca brak ciekawego groove'u w poprzednim nagraniu. Stopniowo dołączają kolejne instrumenty: delikatne dźwięki wibrafonu, jazgotliwa gitara i jazzujące dęciaki, aż wszystko pogrąża się w elektronicznym szmerze. Szkoda, że nie pociągnięto dalej tamtego motywu, bo środkowy segment w zubożały sposób imituje muzykę współczesną, a neo-folkowe zakończenie jednostajnie wlecze się bez pomysłu. W przeciwieństwie do pozostałych nagrań na albumie, tu poszczególne części kompletnie się ze sobą nie kleją; to po prostu kolaż z trzech różnych kompozycji o całkiem odmiennej stylistyce. Za to wieńczący całość "(Rope) Away" bliższy jest utworów z pierwszej płyty - nie tylko pod względem długości, ale też poziomu. Długi, stonowany wstęp w stylu bardziej pastoralnego, lekko folkowego post-rocka fantastycznie buduje napięcie. Zamiast oczekiwanej kulminacji w postaci cięższego, transowego segmentu, utwór od razu przechodzi do jeszcze bardziej folkowej kody. Te ostatnie cztery minuty to po prostu bardzo zgrabna, melodyjna piosenka. I tu akurat takie zestawienie świetnie działa.


Gdyby "Birthing" składał się wyłącznie z pierwszej płyty, mógłbym uznać go za najlepsze wydawnictwo w całej studyjnej dyskografii Swans. Jednak na drugim dysku też jest wiele znakomitych pomysłów, tylko przeplatających się z mniej moim zdaniem trafionymi. Zastrzeżenia mam przede wszystkim do patchworkowego potwora "The Merge" - odnoszę wrażenie, że Gira po prostu tak kurczowo trzymał się konwencji, że nie wyobrażał sobie umieszczenia tu trzech krótszych, bardziej jednorodnych kawałków, więc ulepił z nich coś bez większego sensu. Może gdyby i ten utwór został ograny wcześniej na koncertach, przybrałby na płycie ciekawszą formę. Choć "Red Yellow" też nie był wykonywany na żywo, a sprawia wrażenie znacznie bardziej dopracowanego. Ostatecznie "Birthing" to mocarne dzieło, porównywalne z monumentalną trylogią "The Seer", "To Be Kind" i "The Glowing Man". Kolejny album Swans ma być ponoć czymś całkiem innym, więc dobrze, że na zakończenie tej serii dwupłytowców udało się wrócić do poziomu najlepszych odsłon.

Ocena: 8/10


Swans - "Birthing" (2025)

CD1: 1. The Healers; 2. I Am a Tower; 3. Birthing
CD2: 1. Red Yellow; 2. Guardian Spirit; 3. The Merge; 4. (Rope) Away

Skład: Michael Gira - wokal, gitara; Kristof Hahn - gitara, pętle, dodatkowy wokal; Dana Schechter - gitara, gitara basowa, pętle; Norman Westberg - gitara, pętle; Christopher Pravdica - gitara basowa, taishōgoto, pętle, efekty, instr. klawiszowe; Phil Puleo - perkusja i instr. perkusyjne, dulcimer, flet, melodyka; Larry Mullins - melotron, pianino, syntezator, perkusja i instr. perkusyjne, wibrafon, dodatkowy wokal
Gościnnie: Andreas Dormann - saksofon sopranowy; Timothy Wyskida - perkusja (CD2: 3); Jennifer Gira, Laura Carbone, Lucy Kruger, Little Mikey - dodatkowy wokal
Producent: Michael Gira


Komentarze

  1. Nie jest to tutaj już druga recenzja tej płyty? 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli liczyć krótkie opisy z przeglądów, to nawet trzecia. Ale to pierwsza pełna recenzja.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Zapowiedź] Premiery płytowe czerwca 2026

[Recenzja] Boards of Canada - "Inferno" (2026)

[Recenzja] John Zorn - seria "Music Romance": "Music for Children" (1998) / "Taboo & Exile" (1999) / "The Gift" (2001)

[Recenzja] Boards of Canada - "Tomorrow's Harvest" (2013)