[Recenzja] Lô Borges - "Lô Borges" (1972)

Okładka płyty "Lô Borges" Lô Borgesa.


Z dala od medialnego szumu zmarł kolejny znakomity muzyk. Lô Borges, a właściwie Salomão Borges Filho, był jednym z najwybitniejszych brazylijskich kompozytorów muzyki pop, wokalistą i multiinstrumentalistą. Już jako nastolatek, w połowie lat 60. zainaugurował, wspólnie z Miltonem Nascimento i swoim bratem Márcio, dzialalność muzycznego kolektywu Clube da esquina, łączącego lokalną tradycję ze stylami popularnymi na tzw. Zachodzie. Do ruchu przyłączali się kolejni fantastyczni muzycy, mający odtąd współpracować ze sobą w przeróżnych konfiguracjach. A świat dowiedział się o tym zjawisku w 1972 roku, gdy ukazał się jeden z najsłynniejszych albumów z Brazylii, wymownie zatytulowany "Clube da esquina", sygnowany nazwiskami Miltona i Lô. O ile Nascimento już wówczas miał spore doświadczenie i rozpoznawalność, dla 19-letniego Borgesa był to fonograficzny debiut. Trudno się tego domyślić, słuchając jego kunsztownych kompozycji.

Już w trakcie prac nad "Clube da esquina" przedstawiciele wytworni Odeon, będąc pod wrażeniem umiejętności Lô, zaczęli naciskać na niego, by przygotował album w pełni autorski. Materiał na eponimiczny debiut powstawał w pośpiechu. Zdarzało się, że Borges pisał piosenkę rano, a wieczorem już ją nagrywał. Oczywiście w towarzystwie innych muzyków z Clube da esquina, jak Beto Guedes, Toninho Horta czy Robertinho Silva. Towarzyszył im też Nascimento, choć jedynie w roli producenta asystującego. Płyta "Lô Borges" ukazała się we wrześniu 1972 roku, sześć miesięcy po "Clube da esquina". Na okładkę ponownie trafiło zdjęcie zrobione przez Cafiego, tym razem zamiast ubogich chłopców przedstawiające mocno zniszczone buty, co było równie trafnym komentarzem do wyniszczających brazylijskie społeczeństwo rządów wojskowej dyktatury. Sam Borges twierdził jednak, że chodziło o pokazanie zamiaru wyruszenia w trasę. Tak czy inaczej, do wydawnictwa przylgnął nieoficjalny tytuł "Disco do tênis", czyli "Album o trampkach".


Płyta składa się z piętnastu utworów, z których większość Lô napisał samodzielnie, cztery wspólnie z Márcio, a po jednym - z Tavinho Mourą i Ronaldo Bastosem. Choć kawałków jest sporo, to całość zamyka się w pół godziny. Najkrótsze nagranie nie trwa nawet minuty, najdłuższe nieznacznie przekracza trzy. Przy niezbyt uważnym odsłuchu można odnieść wrażenie, że to jedynie proste, aczkolwiek sympatyczne piosenki, łączące urocze, beatlesowskie melodie z egzotycznym, brazylijskim klimatem. Pod pozornie pogodnym, beztroskim nastrojem kryje się jednak pewna zaduma, wręcz melancholia. Uważniejsze słuchanie odkrywa również, że ten lekki, bezpretensjonalny charakter utworów i ich radiowy czas trwania, wcale nie są jednoznaczne z prostotą. Borges ponownie pokazuje swój kompozytorski kunszt, stosując nietypowe progresje akordów, dość złożone harmonie czy sięgając po jazzowe inspiracje, wszystko to jednak w sposób nienachalny, bardzo naturalnie wtopione w ładne melodie. A cały zespół gra tu fantastycznie, ze swobodą, ale też zaangażowaniem, jakby sami dali się w pełni pochłonąć tej muzyce.

Jeśli zaś chodzi o poszczególne utwory, to międzygatunkowa (i przy okazji międzykulturowa) fuzja pozwala na spory eklektyzm z zachowaniem spójnego klimatu. Zdarzają się bardziej zadziorne, zdecydowanie rockowe kawałki, jak psychodeliczny "Vocé fica melhor assim" czy niemal jazz-rockowy instrumental "Fio da navalha". Kontrastują z nimi bardziej subtelne nagrania o folkowym zabarwieniu i akustycznym brzmieniu, by wymienić "Canção postal" i "Como o machado" - oba z ascetycznym akompaniamentem gitary, ale też najbogatszymi na płycie harmoniami wokalnymi - albo "Eu sou como vocé é" z bardziej złożoną warstwą instrumentalną. Faktycznie prościej wypada fortepianowo-smyczkowa ballada "Faça seu jogo", ale i jej nie można odmówić uroku, Inne utwory mieszczą się gdzieś pomiędzy, łącząc subtelność z zelektryfikowanym, psychodelicznym brzmieniem, zarazem kierując się w bardziej jazzowe - vide "O caçador", "Homen da rua" i "Calibre" - czy nawet progowe rejony, jak w najbardziej złożonych rytmicznie "Não foi nada" i "Aos barões". 

W chwili wydania album nie odniósł większego sukcesu - być może dlatego kolejną autorską płytę Lô Borges nagrał dopiero siedem lat później, w międzyczasie pozostając aktywnym muzykiem - jednak z czasem jego eponimiczny debiut zdobył pewne uznanie na świecie. Wciąż zbyt małe, jak na tak świetną muzykę.

Ocena: 8/10


Lô Borges – "Lô Borges" (1972)

1. Você fica melhor assim; 2. Canção postal; 3. O caçador; 4. Homem da rua; 5. Não foi nada; 6. Pensa você; 7. Fio da navalha; 8. Pra onde vai você; 9. Calibre; 10. Faça seu jogo; 11. Não se apague esta noite; 12. Aos barões; 13. Como o machado; 14. Eu sou como você é; 15. Toda essa água

Skład: Lô Borges – wokal, gitara (1,7-9,12), gitara akustyczna (2,6,11,13-15), pianino (5,10,12); Beto Guedes - gitara (1,8,9), mandolina (2), gitara basowa (3,7,10), organy (3), instr. perkusyjne (5,6,14), elektryczne pianino (11), perkusja (12), altówka (15), dodatkowy wokal (2,4,8,13); Toninho Horta - gitara basowa (1,4,9,12), gitara (3,7,10,11,15), organy (3), pianino (6), klawesyn (8), instr. perkusyjne (14), dodatkowy wokal (2); Nelson Angelo – gitara akustyczna (2,5,11), gitara (4,7); Novelli (Djair de Barros e Silva) – gitara akustyczna (2), gitara basowa (5,8), pianino (11); Francisco Tenório Cerqueira Júnior - pianino (4), instr. perkusyjne (5), organy (9,11,15); Flávio Venturini - klawesyn (6), elektryczne pianino (7), dodatkowy wokal (2,13); Zé Geraldo – pianino (7,12), dodatkowy wokal (5); Danilo Caymmi - flet (9); Sirlan Antônio de Jesus - perkusja (1,4,7,9,11); gitara akustyczna (6), gitara (12), dodatkowy wokal (2); Robertinho Silva - perkusja (5,8,15); Rubinho Batera – perkusja (3,10), instr. perkusyjne (5,15); Dori Caymmi – orkiestracje, dyrygent
Producent: Milton Miranda, Marcio Borges i Milton Nascimento


Komentarze

  1. Zupełnie bezpretensjonalny album - słychać zabawę muzyką, ale też wyrafinowane harmonie, bogate aranżacje, świetne melodie i wspaniałe, ciepłe brzmienie. Z 15 utworów nic bym tu nie usunął, rewelacyjna płyta, wolę ją nawet od "clube de esquina".

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)