Posty

Wyświetlam posty z etykietą lo borges

[Recenzja] Lô Borges - "A Via-Láctea" (1979)

Obraz
Cykl wakacyjny S02E05 Salomão "Lô" Borges miał zaledwie dziewiętnaście lat, gdy zadebiutował na kultowym albumie "Clube da esquina". Choć był to efekt kolektywnej współpracy grupy brazylijskich muzyków z Minas Gerais, to właśnie jego nazwisko zostało wyróżnione na okładce obok bardziej doświadczonego Miltona Nascimento. Zupełnie zresztą zasłużenie, bo bez jego znakomitego wyczucia melodii i harmonii nie byłby to aż tak wybitny album. To właśnie on skomponował te najbardziej wyraziste utwory. Potencjał młodego twórcy dostrzegli ludzie z wytwórni, którzy wręcz zmusili go do tego, by natychmiast przygotował swój własny album. Eponimiczny "Ló Borges", mimo muzycznej jakości, nie powtórzył sukcesu "Cluba da esquina", a jego autor niemalże wycofał się z profesjonalnego grania. Przez kolejne siedem lat ograniczał się do drobnych występów na płytach innych przedstawicieli tej sceny, jak Nelson Angelo, Beto Guedes czy sam Nascimento. Chociaż Salomão miał ...

[Recenzja] Lô Borges - "Lô Borges" (1972)

Obraz
Z dala od medialnego szumu zmarł kolejny znakomity muzyk. Lô Borges, a właściwie Salomão Borges Filho, był jednym z najwybitniejszych brazylijskich kompozytorów muzyki pop, wokalistą i multiinstrumentalistą. Już jako nastolatek, w połowie lat 60. zainaugurował, wspólnie z Miltonem Nascimento i swoim bratem Márcio, dzialalność muzycznego kolektywu Clube da esquina, łączącego lokalną tradycję ze stylami popularnymi na tzw. Zachodzie. Do ruchu przyłączali się kolejni fantastyczni muzycy, mający odtąd współpracować ze sobą w przeróżnych konfiguracjach. A świat dowiedział się o tym zjawisku w 1972 roku, gdy ukazał się jeden z najsłynniejszych albumów z Brazylii, wymownie zatytulowany "Clube da esquina", sygnowany nazwiskami Miltona i Lô. O ile Nascimento już wówczas miał spore doświadczenie i rozpoznawalność, dla 19-letniego Borgesa był to fonograficzny debiut. Trudno się tego domyślić, słuchając jego kunsztownych kompozycji. Już w trakcie prac nad "Clube da esquina" prz...

[Recenzja] Milton Nascimento & Lô Borges - "Clube da esquina" (1972)

Obraz
Cykl wakacyjny #4 Chociaż w przypadku większości kontynentów wybór tego jednego, najważniejszego albumu jest zadaniem praktycznie niewykonalnym, Ameryka Południowa jest tu pewnym wyjątkiem. Nie ze względu na mały wybór, lecz fakt, że żadna inna płyta nie spotkała się z takim uznaniem na świecie, jak "Clube da esquina" Miltona Nacimento i Lô Borgesa. Co ciekawe, w samej Brazylii, skąd pochodzili muzycy, z początku przyjęcie było bardzo chłodne. Wielu krytykom nie spodobał się międzynarodowy charakter muzyki, nie rozumieli szalonego eklektyzmu - obejmującego tak różne wpływy, jak zachodnia muzyka klasyczna, jazz czy Beatlesi - a odbioru z pewnością nie ułatwiał ponad godzinny czas trwania. Spore zainteresowanie wzbudziły natomiast egzemplarze eksportowane do Stanów, gdzie międzygatunkowa i międzykulturowa mieszanka okazała się wielkim atutem, a album zaczęto otaczać coraz większym kultem. Z czasem doceniono go jednak także w Brazylii. Tytuł "Clube da esquina", dosłown...