[Recenzja] Anna von Hausswolff - "Dead Magic" (2018)

Okładka płyty "Dead Magic" Anny von Hausswolff.


Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że "Ceremony" i "The Miraculous" były jedynie przymiarką przed tym, co Anna von Hausswolff zaproponowała na "Dead Magic". To przełomowy w jej dorobku album - nie tyle pod względem stylistycznym, co jakościowym. Na wcześniejszych wydawnictwach artystka sprawdzała rożne pomysły, były te płyty swego rodzaju poligonem doświadczalnym. Tu poszukiwania zastąpiła świadomość tego, co najlepiej się dotąd sprawdzało i co warto kontynuować, a co wychodziło słabiej i lepiej sobie odpuścić. W skrócie wygląda to tak, że Szwedka skupia się na bardziej rozbudowanych formach, a rezygnuje z piosenek. Stąd też trwający trzy kwadranse album zawiera jedynie pięć kompozycji.

Najkrótszy w zestawie "The Marble Eye" przekracza pięć minut i stanowi całkowite przeciwieństwo piosenki. To utrzymany w podniosłym, nieco kosmicznym, a trochę funeralnym nastroju instrumental, zagrany wyłącznie na organach piszczałkowych. Tym razem Anna zagrała na instrumencie znajdującym się w kopenhaskim Kościele Fryderyka, zwanym też Marmurowym ze względu na użyty budulec. Choć "The Marble Eye" może się wydawać mniej istotnym fragmentem "Dead Magic", to właśnie on wyznacza kierunek kolejnego wydawnictwa von Hausswolff, "All Thoughts Fly", składającego się już wyłącznie z instrumentalnych utworów na organy. Zresztą także na "Dead Magic" to one stanowią podstawę, do której w pozostałych nagraniach dodano wokal i inne instrumenty, a "The Marble Eye" pokazuje ten rdzeń albumu w najczystszej formie. W pewnym sensie jest wiec kluczowym, esencjonalnym fragmentem tej płyty.


Za piosenki ewentualne można uznać "The Mysterious Vanishing of Electra" i "Källans âteruppståndelse", przy czym obie znacznie przekraczają radiowe standardy długości - pierwsza trwa trochę powyżej sześciu minut, druga ponad minutę dłużej. I obie dobrze ten czas wykorzystują, nie jest on efektem przeciągania, a właśnie odchodzenia od prostej formy piosenkowej. "The Mysterious Vanishing of Electra" to trans bliski Swans z okresu "Children of God", tworzony przy pomocy powtarzanych partii akustycznych i zelektryfikowanych instrumentów, w tym brudnego, posępnego riffu gitary oraz syntezatorowych plam, a prowadzi to wszystko do nagłego przełamania i podniosłego finału. Całości dopełnia najbardziej jak dotąd  ekspresyjna, momentami wręcz krzykliwa partia wokalna Anny. Pomimo ciężaru i wręcz pewnej agresji, udało się wykreować całkiem intrygujący, faktycznie nieco tajemniczy klimat. Dla odmiany "Källans âteruppståndelse" to bardziej subtelna pieśń, z quasi-ambientowym, drone'owym akompaniamentem organów i smyczków, towarzyszącym delikatnej, eterycznej partii wokalnej. Mimo pastoralnego z początku nastroju, wciąż utrzymuje się tu pewne napięcie i podskórny niepokój, który znajduje uzasadnienie w zniekształconych brzmieniach z koncówki. Wspaniałe zakończenie albumu.


A są tu jeszcze dwa trwające około kwadransa nagrania. Krótszy, dwunastominutowy "The Truth, the Glow, the Fall" to właściwie - co poniekąd sugeruje tytuł - trzy twory w jednym, każdy o nieco innym charakterze, ale płynnie połączone i świetnie ze sobą współgrające. Pierwsza część jest najbardziej subtelna: akompaniament znów ogranicza się do brzmień klawiszowych i smyczkowych - dzięki czemu początek albumu tworzy spójną klamrę z finałowym "Källans âteruppståndelse" - tutaj wzbogacona bardzo melodyjną, chwytliwą partią wokalną, trochę w stylu Kate Bush. Środkowy segment ma bardziej tajemniczy, egzotyczny nastrój, prawie jak u Dead Can Dance; przynosi też więcej dynamiki za sprawą perkusji i gęstsze brzmienie. W kulminacyjnej części robi się natomiast bardziej podniośle, a zarazem nieco eksperymentalnie, zwłaszcza w inspirowanej Diamandą Galas partii wokalnej. Rownież szesnastominutowy "Ugly and Vengeful" składa się z kilku cześci, przy czym tym razem każda logicznie wynika z poprzedniej, wprowadzając coraz więcej intensywności: od mrocznego, ambientowo-drone'owego wprowadzenia, przez podniosłe rozwinięcie, po transową, quasi-metalową kulminację z dodatkiem kosmicznych syntezatorów.

"Dead Magic" to najbardziej spójny, konsekwentny stylistycznie - co jednak nie wyklucza różnorodnych inspiracji - a zarazem najrówniejszy jakościowo z dotychczasowych albumów Anny von Hausswolff. Może trochę zbyt często pojawiają się tu skojarzenia z innymi twórcami (inna sprawa, że nierzadko te wpływy zestawiane są w dość nietypowy sposób), a spora dawka patosu nie do końca trafia w moje poczucie estetyki i przydałoby się czymś go zrównoważyć, jednak to wciąż jedna z najbardziej udanych płyt w nurcie neoclassical darkwave, zresztą świetnie odświeżająca i uwspółcześniająca tę stylistykę.

Ocena: 8/10


Anna von Hausswolff - "Dead Magic" (2018)

1. The Truth, the Glow, the Fall; 2. The Mysterious Vanishing of Electra; 3. Ugly and Vengeful; 4. The Marble Eye; 5. Källans återuppståndelse

Skład: Anna von Hausswolff - wokal, organy piszczałkowe, melotron; Randall Dunn - melotron, syntezator; Filip Leyman - syntezator; Joel Fabiansson - gitara; Karl Vento - gitara; David Sabel - gitara basowa; Ulrik Ording - perkusja; Shahzad Ismaily - instr. perkusyjne (1); Gyda Valtysdottir - instr. smyczkowe (1,5); Úlfur Hansson - aranżacja instr. smyczkowych (1,5)
Producent: Randall Dunn


Komentarze

  1. Okładka rodem z dzieł ''Nurse with Wound'' Stapletona (swoją drogą czekam na jakieś recenzje płyt tego dziwnego zespołu - brrrr, czasami aż uszy krwawią, jak się tego słucha).

    PS. Brakuje mi na tym blogu jakiegoś miejsca, gdzie polecałbyś jakieś fajne biografie zespołów, wydane w postaci książek na naszym rynku (aż dziw bierze, że taki King Crimson nie doczekał się poważnej biografii). Może jakieś pozycje godne polecenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. King Crimson jak najbardziej doczekał się poważnej biografii. Książka Sida Smitha w oryginale jest cenioną pozycją. Problemem jest fatalny polski przekład, gdzie wielu zdań po prostu nie da się zrozumieć. A co do pytania, to nie jestem miłośnikiem monografii poszczególnych twórców.

      Usuń
    2. Ze swej strony polecam np. Łukasz Hernik ''Genesis: W krainie muzycznych olbrzymów'', czy też Tony Iommi ''Iron Man: Moja podróż przez Niebo i Piekło z Black Sabbath'' (dwie genialne książki - takie mocne 9/10).
      Co do tłumaczenia książki Sida Smitha - ręce i nogi nie mają gdzie opadać... (za takie coś to powinien być kryminał). A tyle jest ciekawych wątków w karierze King Crimson, które chciałbym poznać.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)