[Recenzja] Igor Strawiński - "Święto wiosny" (1913)

Kpina z publiczności czy jedno z najwybitniejszych dzieł muzyki poważnej? Igor Strawiński wprowadził w "Świecie wiosny" tak wiele elementów stojących wówczas w opozycji do zachodniej tradycji, że premiera utworu wywołała prawdziwy skandal. Z dzisiejszej perspektywy te wszystkie kontrowersyjne innowacje nie budzą już jednak oburzenia ani zdziwienia - a to dlatego, że zaproponowane przez kompozytora rozwiązania z czasem stały się powszechne, przenikając także do muzyki popularnej. Na początku XX wieku, tuż przed wybuchem I wojny światowej, nowatorstwo "Święta wiosny" było wszakże tak wielkie, że utwór - tworzony jako balet, ale często wykonywany też jako koncert orkiestrowy bez tancerzy - powszechnie uważany jest za początek muzyki współczesnej.

Ognisty ptak - Strawiński przed "Świętem wiosny"

Igor Strawiński urodził się w 1882 roku w Łomonosowie pod Petersburgiem. Z muzyką miał do czynienia od najmłodszych lat. Jego ojciec Fiodor (potomek Stanisława Strawińskiego, oficera konfederacji barskiej i uczestnika porwania Stanisława Augusta Poniatowskiego) był cenionym śpiewakiem operowym, matka Anna - amatorską śpiewaczką i pianistką. Igor wybrał wprawdzie studia prawnicze, lecz jednocześnie pobierał prywatne lekcje harmonii i kontrapunktu. Jego mentorem był ceniony kompozytor Nikołaj Andriejewicz Rimski-Korsakow. Pod jego okiem Strawiński tworzył swoje wczesne utwory, jak Sonata fortepianowa f-mol, Symfonia Es-dur czy "Fajerwerki". Ten ostatni w 1909 roku wystawiono nawet na koncercie w Petersburgu. Wśród publiczności znalazł się impresario Siergiej Diagilew, działający wówczas głównie w Paryżu, gdzie dwa lata wcześniej utworzył zespół baletowy Ballets Russes. Diagilew dostrzegł potencjał Strawińskiego i zaproponował mu współpracę.

Pierwszym zleceniem dla wówczas praktycznie nieznanego kompozytora było przygotowanie orkiestracji utworów Chopina. Po kilku podobnych, niewielkich projektach dostał jednak możliwość napisania muzyki do zupełnie nowego baletu. Tak powstało jego pierwsze istotne dzieło, "Ognisty ptak" (1910). Premiera oraz kolejne wykonania okazały się sporym sukcesem, co zapewniło kontynuację współpracy Diagilewa i Strawińskiego, najpierw przy "Pietruszce" (1911), a następnie "Święcie wiosny".

Pogańskie rytuały - powstanie "Święta wiosny"

Prace nad utworem zaczęły się już w 1910 roku i trwały przez kolejne dwa lata, z przerwą na zrealizowanie "Pietruszki". Nie do końca wiadomo, jak wyglądał proces tworzenia "Święta wiosny", ponieważ sam Strawiński przedstawiał sprzeczne relacje. Raz utrzymywał, że najpierw pojawiła się muzyka, która zasugerowała pogańską oprawę. Innym razem twierdził, że to taka tematyka była punktem wyjścia. W swojej autobiografii z 1936 roku wspominał: Pewnego dnia (…) miałem ulotną wizję. Zobaczyłem w wyobraźni uroczysty pogański rytuał: mędrcy starsi, siedzący w kręgu, obserwowali dziewczynę, która tańczyła na śmierć. Składali ją w ofierze, aby przebłagać boga wiosny.

W maju 1910 roku Strawiński skontaktował się z Nikołajem Roerichem, ekspertem od sztuki ludowej i dawnych słowiańskich rytuałów, aby omówić swój pomysł. Ostatecznie Roerich został współtwórcą libretta. Był to jednak bardziej zarys poszczególnych scen niż dopracowana fabuła, pozostawiający choreografom sporą swobodę interpretacji. Utwór podzielono na dwie części. W pierwszej, zatytułowanej "Adoracja ziemi", przedstawione zostają pogańskie zabawy związane z wiosennym odrodzeniem natury, włącznie z procesją mędrców oraz szalonym tańcem na zakończenie. Część druga, "Ofiara", ma mroczniejszy charakter: jedna z bawiących się dziewczyn zostaje wybrana tytułową ofiarą, by w kulminacyjnym punkcie tańczyć bez opamiętania, aż wykończona padnie martwa.

Komponując "Święto wiosny" Strawiński mocno inspirował się słowiańską muzyką ludową. Otwarcie przyznawał, że otwierająca utwór melodia fagotu została zaczerpnięta z litewskiej pieśni folkowej, ale twierdził, że było to jedyne tego rodzaju zapożyczenie. Po latach odkryto jednak więcej podobieństw do dawnych melodii, czasem pozostawionych w oryginalnej formie, kiedy indziej zmodyfikowanych. Paradoks polega na tym, że dzieło tak głęboko zakorzenione w odległej czasowo tradycji ludowej, w dodatku wplatające istniejące wcześniej melodie, jest także jednym z najbardziej przełomowych, nowatorskich utworów w historii muzyki poważnej. Liczne dysonanse, eksperymenty z politonalnością, zaskakująca gwałtowność, nieustannie zmieniające się metrum oraz wypuklenie roli rytmu stanowiło odejście od zachodnich tradycji muzyki klasycznej, gdzie liczyły się dotąd przede wszystkim melodia i harmonia, poświęcone - do pewnego stopnia - przez Strawińskiego na rzecz bardziej pierwotnych lub niekonwencjonalnych rozwiązań.

Utwór został napisany na dużą orkiestrę - z rozbudowanymi sekcjami instrumentów dętych drewnianych, dętych blaszanych, smyczkowych oraz perkusyjnych - jednak większość partytury utrzymana jest w kameralnym stylu, na instrumenty solo lub małe grupy instrumentów. Przez całą kompozycję przeplatają się bardziej wyciszone, melodyjne fragmenty z potężnymi wejściami orkiestry.

Zamieszki w Paryżu - premiera "Święta wiosny"

Utwór po raz pierwszy został zaprezentowany publiczności 29 maja 1913 roku w paryskim Théâtre des Champs-Élysées, obiekcie otwartym niespełna dwa miesiące wcześniej. Orkiestrą dyrygował Pierre Monteux, scenografię i kostiumy opracował Nikołaj Roerich, a za choreografię dla Ballets Russes odpowiadał jeden z jego tancerzy, Wacław Niżyński. Uważany z jednego z najwybitniejszych XX-wiecznych tancerzy baletowych Niżyński jako choreograf zadebiutował rok wcześniej, opracowując "Popołudnie fauna" Debussy'ego. Balet zszokował publiczność, która nie była gotowa na taką ekspresję tancerzy i zawarte w choreografii jawne podteksty seksualne. Jeszcze większe wzburzenie miało wywołać "Święto wiosny".

Próba generalna z udziałem dziennikarzy przebiegła spokojnie, choć po jej zakończeniu krytyk "Echa Paryża" miał ponoć wyrazić obawę, że publiczność może poczuć się wyśmiana przez artystów. Tak też się stało, gdy tylko w wypełnionym po brzegi Théâtre des Champs-Élysées rozbrzmiały pierwsze takty właściwego wykonania. Tuż po rozpoczęciu utworu - jeszcze przed podniesieniem kurtyny - Strawiński usłyszał z widowni szyderczy śmiech, a z minuty na minutę wrzawa na sali coraz bardziej narastała. Ortodoksyjnie nastawiona część publiczności zaczęła nawzajem atakować się z przedstawicielami bohemy, którzy oklaskiwali wszystko, co nowe. W ruch poszły parasole i laski, którymi obie frakcje postanowiły się okładać. Następnie zaczęto rzucać wszystkim, co akurat było pod ręką, w stronę orkiestry i tancerzy. Najbardziej agresywnych widzów - rzekomo nawet czterdzieści osób - trzeba było wyrzucić z sali. Dopiero wtedy nieco się uspokoiło i finał dzieła, z "tańcem ofiarnym" Marii Piltz, oglądano we względnej ciszy.

Wydarzenia te przeszły do historii, często nazywane zamieszkami, choć takiego określenia nie użyto w pierwszych relacjach, pojawiło się wiele lat później. Był to przykład kompletnego niezrozumienia nowych idei, które z czasem stały się jednak częścią kanonu. Warto zaznaczyć, że publiczność najbardziej oburzyła nie tyle muzyka Strawińskiego - i tak ledwo przebijająca się spod wrzasku z widowni - co choreografia Niżyńskiego. Jego wizja dzikich, pogańskich obrzędów okazała się zbyt pospolita, prymitywna i chaotyczna dla elitarnych odbiorców sztuki wyższej. Niżyński zdecydowanie odszedł od - a wręcz sprzeciwił się - tradycji baletu klasycznego. Nowością było choćby zwrócenie stop tancerzy do wewnątrz, przez co ich taniec był bardziej ociężały, co wówczas spotkało się ze sporą krytyką.

Nie znaczy to jednak, że innowacje Strawińskiego nie spowodowały żadnych negatywnych reakcji. Jednym z największych przeciwników dzieła był brytyjski kompozytor i dyrygent Julius Harrison, który zarzucał odrazę do wszystkiego, za czym muzyka opowiadała się przez te wszystkie stulecia. Wszystkie ludzkie wysiłki i postęp są odsuwane na bok, aby zrobić miejsce dla odrażających dźwięków. Krytycy pisali z kolei o najbardziej nieharmonijnej kompozycji, jaką kiedykolwiek napisano, określali ją jako prymitywnąbarbarzyńską i kakofoniczną, a nawet śmieszną, zarzucano też kult niewłaściwej nuty (…) stosowany z zapałem i żarliwością. Ich uwadze nie umknęła nadrzędna rola rytmu. Krytyk z "The Times" wyzłośliwiał się, że gdyby Strawiński chciał być naprawdę prymitywny, mądrze byłoby napisać balet wyłącznie na perkusję.

Po obrzędzie - dziedzictwo "Święta wiosny"

Pomimo skandalu, jakim była premiera dzieła, w najbliższych tygodniach "Święto wiosny" doczekało się jeszcze pięciokrotnego wystawienia w Théâtre des Champs-Élysées. Następnie zespół - bez udziału Strawińskiego, którego dopadł dur brzuszny - udał się na występy do Londynu, gdzie doszło do czterech kolejnych wykonań utworu. Ostatnich, jak się okazało, z oryginalną choreografią Niżyńskiego, który w wyniku konfliktu z Diagilewem rozstał się z Ballets Russes. Po wybuchu I wojny światowej tancerz - jako obywatel wrogiego kraju - trafił do aresztu na Węgrzech, a poźniej zaczął zmagać się z problemami psychicznymi i wycofał ze sceny. Gdy po wojnie, w latach 20., Diagilew zdecydował się przywrócić "Święto wiosny" do repertuaru, nikt już nie pamiętał oryginalnej choreografii, nie został też po niej żaden zapis. Od tamtej pory balet doczekał się niezliczonej ilości nowych opracowań i prób rekonstrukcji pierwotnej wersji. Zmiany przechodziła też sama muzyka - przez kolejne trzy dekady Strawiński wprowadził do partytury różne poprawki, w ilości większej, niż w przypadku jakiegokolwiek innego ze swoich dzieł. Instrumentalna warstwa baletu szybko zresztą zaczęła funkcjonować jako samodzielny byt - już na początku 1914 roku doszło też do pierwszego wykonania orkiestrowego bez udziału tancerzy.

Popularność "Święta wiosny" rosła w kolejnych dekadach. Zaczęto o nim mówić nie tylko w kontekście zamieszek z dnia premiery, lecz doceniono wpływ, jaki wywarło na rozwój baletu oraz muzyki. Nie było to już tylko dzieło szaleńca, lecz najważniejsza, najbardziej wpływowa kompozycja pierwszej połowy XX wieku. Dzieło Strawińskiego wyznaczyło kierunek dla poszukiwań wielu innych wybitnych kompozytorów ubiegłego stulecia, jak Béla Bartók, Aaron Copland, Olivier Messiaen, Edgar Varése czy Iannis Xenakis. "Święto wiosny" dostarczało inspiracji także twórcom muzyki popularnej, co w sumie nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę jego mocno zrytmizowany charakter. Niektórzy jazzmani, jak Ornette Coleman czy Alice Coltrane, wręcz cytowali fragmenty tego dzieła. Strawiński był też istotną inspiracją dla przedstawicieli awangardowej odmiany rocka progresywnego, na czele z francuską grupą Magma. Prawdopodobnie żaden inny utwór nie doczekał się tylu książek, ile poświęcono w całości "Świętu wiosny".

"Święto wiosny" - polecane wykonania

Arcydzieło Strawińskiego doczekało się dobrze ponad stu zarejestrowanych i wydanych na płycie wykonań. Z kilkunastu, które miałem okazję poznać, szczególnie polecam trzy następujące:

Okładka płyty "Le sacre du printemps" Leonard Bernsteina.

New York Philharmonic / Leonard Bernstein - "Stravinsky: Le sacre du printemps" (1958)

Ocena: 10/10


Okładka płyty "Stravinsky Conducts Le sacre du printemps" Igora Strawińskiego.

Columbia Symphony Orchestra / Igor Strawiński - "Stravinsky Conducts Le sacre du printemps (The Rite of Spring)" (1961)

Ocena: 10/10


Okładka płyty "Boulez Conducts Stravinsky's Le sacre du printemps" Pierre'a Bouleza.

The Cleveland Orchestra / Pierre Boulez - "Boulez Conducts Stravinsky's Le sacre du printemps" (1969)

Ocena: 9/10


Dobrym pomysłem wydaje się sięgnięcie w pierwszej kolejności po płytę z 1961 roku, zawierającą wykonanie "Święta wiosny" z orkiestrą dyrygowaną przez samego Strawińskiego. Chociaż kompozytor nie był uznawany za wybitnego dyrygenta, to kto lepiej od niego mógł wiedzieć, jak poprowadzić instrumentalistów? W tym wykonaniu dzieło faktycznie ma taki surowy, pierwotny charakter, stymulujący wyobraźnię w kierunku prymitywnych, pogańskich obrzędów. Niemal równie znakomicie ten rytualny klimat oddał Bernstein w wykonaniu z 1958 roku, a dodatkowym atutem jest tu lepsza jakość rejestracji - dzięki czemu łatwiej zgłębić wszystkie niuanse dzieła - oraz doskonale dobrana okładka. Boulez z 1969 roku brzmi z kolei mniej dziko, bardziej dostojnie, ale we właściwych momentach wciąż potężnie i ekspresyjnie. Wykonanie pozwala spojrzeć na "Święto wiosny" z trochę innej strony, może nawet ułatwia większe docenienie kompozytorskiego kunsztu Strawińskiego.


Igor Strawiński - "Święto wiosny - obrazy z życia dawnej Rusi w 2 częściach"

Tytuł oryginalny: Le Sacre du printemps / Весна священная
Premiera: 29 maja 1913, Paryż

Muzyka: Igor Strawiński
Libretto: Igor Strawiński, Nikołaj Roerich


Komentarze

  1. No to się robi coraz ciekawiej, nie mogę się doczekać biografio-recenzji dzieł takich kompozytorów jak Chopin, Moniuszko, Beethovena, Mozarta i wielu innych ważnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie potrzebujesz sporo cierpliwości, bo jeśli zdecyduję się kontynuować pisanie o poważce, to jeszcze przez długi czas pozostanę przy muzyce współczesnej, może z dodatkiem impresjonizmu. A jeśli miałoby już pojawić się coś z wcześniejszych epok, to raczej średniowiecze i niezachodnie tradycje muzyczne.

      Usuń
  2. Wiedziałem że ten moment w końcu nadejdzie, liczę na więcej muzyki poważnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O muzyce współczesnej pisałem już wcześniej - był Steve Reich, był Marcin Stańczyk - tylko w formie recenzji konkretnych płytowych wykonań.

      Usuń
    2. I tu z całym szacunkiem dla gospodarza. Pytanie nasuwa się samo czy laik może na poważnie komentować poważkę?

      Usuń
    3. To zależy. Do przeprowadzenia własnej analizy nie będzie mieć kompetencji. Nic jednak nie stoi nie przeszkodzie, by przedstawił zebrane fakty oraz wyraził opinię na temat poszczególnych wykonań.

      Usuń
  3. "Prawdopodobnie żaden inny utwór nie doczekał się tylu książek, ile poświęcono w całości "Świętu wiosny".
    Jest też powieść pt. "Święto wiosny" znakomitego kubańskiego prozaika (i muzykologa) Alejo Carpentiera. Nie jest poświęcona w sensie ścisłym Strawińskiemu, ale motywy jego kompozycji często pojawiają się w formie dygresji. Warto sięgnąć (mimo iż nie jest to szczytowe osiągnięcie Carpentiera tak jak np. "Podróż do źródeł czasu czy "Eksplozja w katedrze"), bo sposób, w jaki Carpentier pisze o muzyce (najczęściej klasycznej, choć czasem również o jazzie i folklorze), to absolutny top topów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za polecenie lektury, która może być ciekawym uzupełnieniem tematu.

      Usuń
  4. Poważka na „Pablo’s Reviews”? Miłe zaskoczenie. Jak zwykle rzetelnie podszedłeś do tematu. Czekam na kolejne recenzje z tego muzycznego królestwa. Dobry wybór najlepszych interpretacji. Szczególnie pod dyrekcją Strawińskiego i Bouleza. Osoby, które będą szukać drugiego wykonu, muszą zwrócić uwagę na jedną rzecz. Na przestrzeni lat Pierre Boulez nagrał kilka wersji „Święta wiosny”. Słyszałem cztery. Wedle mojego przekonania, najlepsza jest właśnie wyróżniona przez Ciebie. Od początku była uważana przez znawców tematu za kanoniczną. Podobno w Paryżu w pierwszej połowie lat 70. była na półce z płytami niemal w każdym szanującym się inteligenckim domu. Obecnie zazwyczaj najłatwiej dostępne jest wydanie Deutsche Grammophon z lat 90. Można się pomylić, ponieważ również jest nagrane z Cleveland Symphony Orchestra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boulez z 1992 roku wydaje się próbować jeszcze bardziej ucywilizować tę kompozycję. Nie jestem przekonany do takiego podejścia, preferuję tę pierwotną dzikość choćby z wykonań dyrygowanych przez kompozytora, ale oczywiście trudno tu o merytoryczną krytykę. Na pewno warto poznać te różne interpretacje, także tę z lat 90., bo pozwalają docenić inne aspekty dzieła.

      Strawiński z kolei nie przepadał za wersją Bouleza z 1963 roku, z Orchestre National de France, uważając wprowadzone przez niego zmiany za pozbawione gustu. Ciekawe, co sądził o tej z 1969.

      Usuń
  5. A ja polecę książkę o tytule "Święto wiosny", która zarówno traktuje o premierze "Święta wiosny" w Paryżu, jak i o nadejściu nowego typu muzyki oraz nowego typu wojny. Autor, Modris Eksteins, kreśli rozliczne paralele pomiędzy nową wojną a nową muzyką (i szerzej - nową sztuką). Rozwija opis paradygmatu, w którym mieści się żywiołowość, militaryzm, brutalizm, awangardyzm przenikający ówczesną Europę. Książka warta przeczytania ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta pozycja zaciekawiła mnie już podczas zbierania materiałów do recenzji.

      Usuń
  6. Przez 8 lat mojej edukacji muzycznej w szkole żaden nauczyciel nigdy nawet nie wspomniał o Strawińskim, co tylko pokazuje, że dzisiejsza (no, przynajmniej ta sprzed paru lat, ale wątpię, że coś się zmieniło) edukacja muzyczna wcale nie stoi na wyższym poziomie niż publiczna. Co do recenzji, oczywiście nie ma co się spierać, ta kompozycja jest genialna i absolutnie ponadczasowa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Będzie recenzja "ognistego ptaka"?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)