[Recenzja] Merkabah - "Million Miles" (2017)

Poznałem tę płytę o kilka miesięcy za późno, by recenzować ją w ramach bieżących wydawnictw. A potem przez kilka lat nie znajdowałem powodu, by ze wszystkich zaległości wybrać właśnie ją. Cały ten czas miałem ją jednak na swojej liście albumów do opisania i miesiąc polskich recenzji to niepowtarzalna okazja, by w końcu to zrobić. "Million Miles" to trzecie pełnowymiarowe wydawnictwo warszawskiego kwartetu Merkabah, łączącego w swojej muzyce inspiracje avant-progiem, jazzem free, post-rockiem oraz metalem. Kapela niespodziewanie rozwiązała się kilka lat temu, odwołując nawet zaplanowane koncerty (i tak by się nie odbyły z powodu pandemii, ale w styczniu 2020 roku nikt tego nie mógł przewidzieć), więc "Million Miles" pozostaje jej ostatnim longplayem. No i fajnie, bo tutaj udało się grupie znaleźć najlepsze proporcje pomiędzy poszczególnymi komponentami jej stylu.
Czytaj też: [Recenzja] Maestro Trytony - "Enoptronia" (1996)
Po niezwykle intensywnym, ciężkim i brutalnym poprzednim albumie, "Moloch" - debiucie w wytwórni Instant Classic, docenionym nawet przez brytyjski "The Quietus" - muzycy planowali tym razem nagrać płytę ze spokojniejszymi i utrzymanymi w wolniejszym tempie utworami. Wyszedł jednak trochę bardziej różnorodny album. Szczególnie początek "Million Miles" wydaje się kompletnym przeciwieństwem tego, co kwartet próbował początkowo osiągnąć. Otwieracz "Solar Surfer", po klimatycznym, elektronicznym wstępie, zmienia się w rozpędzony, agresywny numer, z nawalającym bez opamiętania w bębny Kubą Sokólskim, masywnym basem Aleksandra Pawłowicza, rzężącą gitarą Gabriela Orłowskiego oraz charczącym lub piszczącym saksofonem Rafała Wawszkiewicza. Muzykom udaje się jednak uniknąć chaosu; grają tu z niemal math-rockową precyzją, a czasem pobrzmiewa bardziej wyrazista melodia. Podobnie jest też w drugim na płycie "A Letter of Margue", choć stosunkowo więcej miejsca tym razem zajmuje nastrojowe wprowadzenie, tym razem z udziałem całego składu.
Ciekawiej robi się jednak w ponad dwunastominutowym "Zheng Zhilong", gdzie przez dwie trzecie tego czasu instrumentaliści faktycznie grają wolniej i spokojniej, jednocześnie kreując całkiem intrygujący, nieco niepokojący klimat. Dopiero w ostatnim akcie nagranie przyśpiesza - sekcja rytmiczna zaczyna grać brutalniej, Orłowski dowozi quasi-metalowy riff, a Wawszkiewicz gra całkiem melodyjne - choć momentami skręcające w stronę free - solo. W tym ostatnim pobrzmiewa jakby lekko muzyka klezmerska, co nadaje sensu hebrajskiej nazwie zespołu. To może być kulminacyjny punkt płyty, ale potem też jest bardzo przyzwoicie, czy to w najbardziej melodyjnych "Glaucois Gardens" i "The Lion's Throat", czy we wprowadzającym na płytę elementy progresywnej elektroniki "Pitchblende" (powinien zainteresować miłośników Heldon), czy też bardzo atmosferycznych - do pewnego momentu - "Ourang Medan" i "Ex-Imperial". Za każdym razem po zakończeniu albumu trudno mi jednak przypomnieć sobie z niego jakiekolwiek melodie czy motywy, za wyjątkiem saksofonu w końcówce "Zheng Zhilong" i riffu "The Lion's Throat".
Merkabah niewątpliwie wyróżniał się wśród polskich zespołów, bo choć mieliśmy inne składy metalowe, freejazzowe, a nawet avant-progowe, to nie w jednym zespole na raz. A właśnie na "Million Miles" udało się te inspiracje połączyć w najbardziej przekonujący sposób. Wykonawczo stoi ta muzyka na całkiem wysokim poziomie i brzmi światowo, natomiast mniej imponujące okazują się same kompozycje, na ogół za mało wyraziste oraz często oparte na tych samych patentach, przez co trochę się ze sobą zlewają. Szczerze mówiąc, te sześć lat temu "Million Miles" wywarł na mnie lepsze wrażenie niż przy wnikliwszym zapoznaniu się z tym materiałem. Ale i tak uważam, że warto się z nim zapoznać - na ten moment jest wciąż dostępny do darmowego odsłuchu oraz pobrania na Bandcampie. Na koniec jeszcze zdanie o minimalistycznej, ale intrygującej i zachęcającej do sięgnięcia po album okładce. Jej autorem jest bębniarz grupy, który bardziej znany jest właśnie jako twórca okładek i jako grafik ma na koncie współprace z wieloma istotnymi przedstawicielami współczesnego polskiego niezalu.
Ocena: 7/10
Merkabah - "Million Miles" (2017)
1. Solar Surfer; 2. A Letter of Marque; 3. Zheng Zhilong; 4. The Lion's Throat; 5. Ourang Medan; 6. Pitchblende; 7. Glaucous Gardens; 8. Ex-Imperial
Skład: Rafał Wawszkiewicz - saksofon, gitara lap-steel (3,4,8), syntezator (6,7); Gabriel Orłowski - gitara, syntezator (3,8); Aleksander Pawłowicz - gitara basowa; Kuba Sokólski - perkusja, elektronika (1-4,7)
Producent: Andrzej Dziadek
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.