[Recenzja] Perfect - "UNU" (1982)

Perfect - UNU


Perfect szybko stał się najpopularniejszym krajowym zespołem. Eponimiczny debiut rozszedł się ponoć w nakładzie miliona egzemplarzy, a koncerty przyciągały tłumy, które chciały zaznać namiastki zachodniego życia. Nabierająca tempa kariera została jednak nagle zatrzymana w grudniu 1981 roku, gdy ogłoszono stan wojenny. Dopiero po kilku miesiącach, wraz ze zniesieniem części ograniczeń, grupa mogła wrócić do normalnej działalności. W międzyczasie doszło do pewnych przetasowań w składzie - odeszli Ryszard Sygitowicz i Zdzisław Zawadzki, a ich miejsce zajęło dwóch Andrzejów, Urny i Nowicki. Wymuszoną przerwę udało się wykorzystać na przygotowanie nowego materiału, tradycyjnie skomponowanego przez Hołdysa i w większości opatrzonego tekstami Bogdana Olewicza. Część utworów zadebiutowała już podczas pierwszych występów odświeżonego kwintetu, natomiast pod koniec 1982 roku (według niektórych źródeł wiosną 1983 roku) do sklepów trafił drugi album Perfectu, "UNU". Tytuł zaczerpnięto z tablic rejestracyjnych wojskowych pojazdów, które stały się codziennym widokiem na polskich ulicach. Jakim cudem przeszło to przez cenzurę, pozostaje nie do końca wyjaśnioną zagadką.

Zespół trzyma się tutaj stylu wypracowanego na debiucie. Dominuje energetyczny hard rock w klimacie raczej wczesnych lat 70., uzupełniony kilkoma balladami i kawałkami bliższymi nowej fali. Tym razem jednak muzycy dość długo zwlekają z odkryciem wszystkich kart. Pierwsza strona wydania winylowego (lub kasetowego) niemal w całości wypełniona jest czadowymi kawałkami, znajdującymi się na pierwszych czterech pozycjach tracklisty. "Co za hałas, co za szum" muzycznie wypada bardzo przeciętnie, natomiast warto zwrócić uwagę na tekst - pozornie infantylna opowieść o mrówkach i zielonych ludzikach to przecież metafora ówczesnej sowieckiej okupacji na terenie Polski, którą równie dobrze można odnieść do obecnej inwazji na Ukrainę. Nieco bardziej charakterystyczna muzycznie okazuje się "Druga czytanka dla Janka" - kontynuacja kawałka, który swoją fonograficzną premierę miał później - a zwłaszcza "Idź precz!" i "Pocztówka do państwa Jareckich", oba oparte na całkiem nośnych riffach. W tym stylu utrzymane są jeszcze "A kysz - biała mysz" oraz najbardziej sztampowy "Chce mi się z czegoś śmiać", jakby tutejszy odpowiednik "Nie igraj ze mną wtedy kiedy gram".

Z poprzedniego longplaya największą popularność zdobyły łagodniejsze kawałki i nie inaczej jest w przypadku "UNU". Tym najsłynniejszym nagraniem jest, oczywiście, "Autobiografia". Pomijając jego niemiłosierne ogranie przez stacje radiowe, ten pozbawiony refrenu utwór to niewątpliwie jedna z najlepiej napisanych - tekstowo i muzycznie - piosenek w polskim mainstreamie. Drugi singiel i zarazem drugi najsłynniejszy utwór to "Objazdowe nieme kino", wzorowa ballada rockowa, tyle że znów bez refrenu. Całości dopełniają dwa kawałki bliskie stylistyki The Police. "Nie bój się tego wszystkiego" znalazł podobne zastosowanie do "Chcemy być sobą". Tytuł tamtego publiczność na koncertach śpiewała Chcemy bić ZOMO, a ten - Nie bój się tego Jaruzelskiego, dzięki czemu reszta tekstu nabrała większego sensu. Dziś też znalazłoby się parę nazwisk do podstawienia. Nie bój się tego Morawieckiego pasuje idealnie. "Wyspa, drzewo, zamek" to z kolei jeszcze jedna zabawa z formą piosenki - tym razem z refrenem, ale za każdym razem zawierającym inne słowa. Nic na aktualności nie stracił tekst, który podsumowują wersy I tak wszystko to, czego się tknę / W proch i pył obraca się. Toż to przecież doskonałe  podsumowanie ostatnich siedmiu lat w polskiej polityce.

Niektóre z kompaktowych wznowień albumu zawierają trzy bonusowe nagrania, oryginalnie opublikowane na singlach. "Zamieniam się w psa" to kolejny hardrockowy czad, z jednym z bardziej chwytliwych refrenów zespołu i fajną interpretacją wokalną Markowskiego także w zwrotkach. Wyróżnia się też solówką na basie. Znalazłoby się kilka słabszych kawałków na podstawowym wydaniu. "Moja magiczna różdżka" to już wolniejszy numer, w którym na szerszą skalę wykorzystano bluesowe doświadczenie Urnego. Również szkoda, że zabrakło go wśród podstawowego materiału, bo byłby świetnym urozmaiceniem. Gdzieś pomiędzy bluesem a spokojniejszymi kawałkami The Police mieści się najwolniejszy z tej trójki "Dla zasady nie ma sprawy", którego tekst może dziś brzmieć nieco niepoprawnie, wywołując pewnie oburzenie u radykałów z lewej strony i rechot u tych z prawej. Jeżeli jednak traktować go jako krytykę opisanych zdarzeń, pokazuje problem do dziś aktualny.

Drugi album grupy Perfect raczej kontynuuje niż rozwija pomysły z debiutu. Wciąż jest to muzyka anachroniczna na tle światowego rocka i ustępująca mu pod względem brzmienia, przynajmniej w tych ostrzejszych nagraniach. Zaś z drugiej strony, jest to nadal świetny obraz pewnej epoki i niestety także przypomnienie, że nie wszystko się od tamtej pory zmieniło - a nawet jeśli się zmieniło, to dziś wraca.

Ocena: 6/10



Perfect - "UNU" (1982)

1. Co za hałas - co za szum; 2. Druga czytanka dla Janka; 3. Idź precz; 4. Pocztówka do państwa Jareckich; 5. Autobiografia; 6. A kysz - biała mysz; 7. Nie bój się tego wszystkiego; 8. Wyspa, drzewo, zamek; 9. Chce mi się z czegoś śmiać; 10. Objazdowe nieme kino

Skład: Grzegorz Markowski - wokal; Zbigniew Hołdys - gitara, wokal; Andrzej Urny - gitara; Andrzej Nowicki - gitara basowa; Piotr Szkudelski - perkusja
Producent: -


Komentarze

  1. A jak "Wyspa, drzewo, zamek" muzycznie? Dobre, niedobre? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Swojego czasu "Autobiografia" na każdym ognisku u mnie leciala i wszyscy śpiewaliśmy tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Autobiografia jest schrzaniona, to brzmi jak szkic. Po jednej z tych pauz (swoją drogą polecam spojrzeć co o tym kawałku napisali na Porcysiu) aż się prosi o wejście wpier-u jak w balladach Metalliki czy właśnie Iron Maiden. A tymczasem dopiero po dwóch minutach wchodzi nędzne rozwinięcie, które wypada bardzo anemicznie. W sumie "Objazdowe Nieme Kino" też można było lepiej rozwinąć - a potem móc się procesować z Metallicą.

    Pytałeś mnie jakiś czas temu jak rozróżniam grę Hołdysa i Sygitowicza. Odpowiedź jest prosta: oglądałem live'y z 1981 i wiem kto gra które partie.

    Ja też zapytam, odniosę się do tego drugi raz - na ile recenzje Perfectu są pisane z pobudek politycznych? To już druga recenzja tego zespołu gdzie pojawiają się, tu jeszcze bardziej widoczne, porównania obecnego rządu do ustroju z czasów kiedy nagrano te płyty, tutaj nawet z nazwisk wywołujesz określone postaci.

    Serwis ten odwiedzają tysiące osób - w poszukiwaniu recenzji muzycznych. Jaki cel mają coraz liczniejsze wtręty polityczne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo rozumiem, dlaczego od kawałka z 1982 roku oczekujesz inspiracji Metalliką, która zadebiutowała rok później, a dwa lata później nagrała pierwszą balladę. Iron Maiden już prędzej, chociaż wtedy wyszedł dopiero "The Number of the Beast", więc dużo ballad do tamtej pory nie nagrali, a zaostrzenia są tylko w "Remember Tomorrow", gdzie wyszło to topornie. Swoją drogą nie wydaje mi się, by kopiowanie innych wykonawców było ciekawsze od próby zrobienia czegoś własnego.

      O Hołdysie można wiele złego napisać, ale ma jeden autentycznie udany album na koncie - "Świnie".

      Gdyby te 40 lat temu było w tym kraju w miarę normalnie, to taki Perfect grałby pewnie same banały typu "Nie igraj ze mną wtedy kiedy gram" czy "Chce mi się z czegoś śmiać", a dziś nie byłoby warto o nim w ogóle wspominać. Jednak muzycy postanowili zbuntować się przeciwko otaczającej rzeczywistości i przemycać polityczne nawiązania - w bardziej subtelny sposób ode mnie, bo istniał urząd cenzury, którego obecnie jeszcze nie przywrócono - bo było to dla nich ważne, by wyrazić swoje niezadowolenie i być może zachęcić ludzi do podjęcia działań, które poprawią ich sytuację. Tak samo dzisiaj nie jest normalnie, bo do władzy dorwali się stęsknieni za tamtym systemem, więc nie można udawać, że wszystko jest dobrze i jakby nigdy nic pisać sobie o muzyce. Im więcej ludzi zda sobie z tego sprawę i zacznie coś robić, jakoś przeciwdziałać - choćby brać udział w wyborach, bo na scenariusz ze Sri Lanki chyba jeszcze za wcześnie - tym lepiej dla nas wszystkich.

      Usuń
    2. Tyle że nigdzie nie napisałem o inspiracji Metalliką. Rozwiązanie które zastosowali w Fade to Black (np.) jest na tyle proste, że nie trzeba absolwenta konserwatorium żeby na to wpaść. Zresztą wcześniej też istniały utwory - często mniej lub bardziej kanciaste - zbudowane z kilku(nastu) różnorodnych części, o czym zresztą sam wiesz najlepiej, więc nie będę silił się na znajdowanie przykładów. Metallika jest najprostszym i bliskim chronologicznie do Perfectu przykładem zespołu który robił takie akcje.

      Zresztą mam wrażenie, że wyszedłeś z założenie, jakoby Perfect był niewolnikiem inspiracji - może zagrać tylko to, co już zostało wymyślone, bez żadnej inwencji.

      Podejrzewam, że znowu nie zgodziłeś się ze mną dla samej idei nie zgadzania się.

      Tego co napisałeś o sytuacji w kraju nie skomentuję, bo wchodzę tu rozmawiać o muzyce, a nie prowadzić debaty polityczne. Ale to teksty zadecydowały o pojawieniu się tego zespołu? Wnoszę więc, że wpłynęły też na ocenę.

      Usuń
    3. Nie wiem czy to nie przesada, no ale cóż problem jest i miejmy nadzieję że w przyszłości jakoś to się odkręci i być może (oczekuję pesymistycznych komentarzy) będzie lepiej.

      Usuń
    4. @Cymbergaj: Wymieniłeś konkretne zespoły, więc do nich się odniosłem. Owszem, wcześniej też istniały utwory składające się z kontrastujących części, którymi Perfect mógłby się inspirować. Warto chyba jednak docenić, że ogólnie będąc zespołem kopiującym gotowe rozwiązania, w tych akurat kawałkach spróbował jakoś złamać schemat. Ty natomiast zdajesz się czepiać o to, że muzycy nie poprowadzili ich w najbardziej oczywisty, przewidywalny sposób, tylko wbrew oczekiwaniom słuchacza.

      Zarzutu w kwestii niezgadzania się nie skomentuję nawet, bo jest śmieszny.

      Nie chcesz dyskutować tu o polityce, ale sam - po raz kolejny - poruszasz w komentarzach kwestię takiej zawartości recenzji, zamiast odnieść się tylko do tematu muzyki. Licząc od maja, w 4 na 5 recenzji nie było ani słowa o polityce. Pod iloma z nich się udzielałeś? Ile z tych płyt przesłuchałeś, żeby o nich porozmawiać?

      Teksty nie wpływają na ocenę. Ale w przypadku takiego albumu jak ten odgrywają istotną rolę, więc warto o nich wspomnieć. Muzycznie, pomijając anachronizm, jest to całkiem dobre, jak na to, czym próbuje być. Wystarcza na ocenę 6, czyli według skali ocen album polecany miłośnikom danego stylu, do którego sam niekoniecznie mam zamiar wracać.

      Usuń
    5. Ale wiesz że na takiej samej zasadzie nie powinieneś się czepiać wykonawców jazzowych (i nie tylko) o "zachowawcze" improwizacje? Bo to też się rozbija o oczekiwania słuchacza. A może właśnie niejednokrotnie wykonawcom chodziło o pewną powściągliwość, nie chcieli iść na całość tylko właśnie zostawić coś niedopowiedziane.

      Usuń
    6. Próbowałem zrozumieć, jaką widzisz sprzeczność w docenieniu danego wykonawcy za próbę zrobienia czegoś mniej spodziewanego (czyli podjęcie pewnego wysiłku i ryzyka), a krytyką innego za brak takich prób (czyli leniwe, bezpieczne powielanie schematów). no i całkowicie na tym poległem.

      Usuń
    7. Poległeś bo chciałeś polec.

      Perfect nie zrobił tutaj niczego mniej spodziewanego. A.b. to kawałek jeszcze bardziej anachroniczny, tkwiący jeszcze w latach 60, w podobnym stylu swoje ballady tworzył Breakout, i tak spóźniając się względem wykonawców z wysp.

      Bronisz tego kawałka jakby perfect zagrał tutaj co najmniej post minimalism dubcore, a zagrał kawałek który 15 lat wcześniej z dodanym melotronem mógł robić za nowatorski.

      Zresztą co do wysiłku i ryzyka, to też doceniasz to wybiórczo, jak u Zappy na jego Wace/Jawace gdzie dwa kawałki w Twojej opinii nieprzystające tak wielkiemu muzykowi wpłynęły na obniżkę oceny. A on tutaj podjął ryzyko i postanowił zagrać po jajecznemu country.

      Usuń
    8. Poległem na próbie zrozumienia, co masz na myśli, bo swoje tezy formułujesz posługując się przesadnymi uproszczeniami, wybierając tylko te fakty, które akurat do nich pasują, a resztę zastępując własnymi domysłami, zresztą absolutnie bezpodstawnymi. A teraz konkret:

      Z tego, że bronię kawałki Perfectu przed niesprawiedliwymi w moim mniemaniu zarzutami, absolutnie nie wynika, że uważam je za coś wybitnego i niepowtarzalnego czy ciekawszego od przywołanych nagrań Zappy, a coś takiego zdajesz się sugerować.

      Po prostu uważam, że jeśli wykonawca bez żadnych artystycznych ambicji, celujący w czystą rozrywkę i listy przebojów odchodzi od najbardziej sztampowych rozwiązań dla takiej muzyki, czyli np. schematu zwrotka-refren, to działa to bardziej na jego korzyść niż przeciw niemu. Natomiast jeśli jeden z największych nowatorów rocka nagrywa coś poniżej swojego standardowego poziomu, to jak najbardziej trzeba mu to wypomnieć - chociażby w celu uzasadnienia niższej oceny w porównaniu z innymi płytami. Inaczej byłbyś pierwszy w kolejce z pytaniem, czemu nie dałem więcej punktów, skoro nie mam żadnych zarzutów. Nie daje to jednak żadnej podstawy do wniosku, że piosenki grupy Perfect stawiam wyżej od wygłupów Zappy. Wystarczy zresztą porównać oceny "UNU" i "Waka/Jawaka", z dwupunktową przewagą dla tej drugiej płyty. Warto wziąć też poprawkę na to, że te dwa lata temu, gdy pojawiła się recenzja albumu Zappy, oceniałem w bardziej surowy sposób. "UNU" miał wtedy u mnie na RYMie coś koło 4/10, więc prawdopodobnie "Wace Jawace" też dałbym dziś więcej niż 8/10.

      Mam nadzieję, że teraz w wystarczająco jasny sposób wyraziłem swoje stanowisko i zakończy to tę dyskusję, bo do porozumienia i tak nie dojdziemy, a ja chętniej popisałbym o czymś ciekawszym.

      Usuń
    9. Czyli jest szansa, że płyty IM byłyby teraz łaskawiej ocenione niż przy poprawkach z 2018?

      Usuń
    10. Nie ma. Ocena "The Number of the Beast" wzrosła o jeden punkt, ale gdzie indziej nie widzę takiej możliwości. Te płyty są zbyt nierówne.

      Usuń
  4. Szczerze? Od Autobiografii wolę Niepokonani. Nie żebym jakoś uwielbiał, ale jak w radiu leci, to fajnie posłuchać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść - świetna rada, z której sam Perfect nie skorzystał.

      Usuń
  5. a mi się zdaję że nasz szanowny Pablo, próbuje być nowym rumuńskim spektralizmem, jak tamten fanpejdż zniknął i teraz będzie pisał o polityce lub dzielić się swoimi przemyśleniami, odbiegającymi trochę od muzyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rumuński Spektralizm był satyryczny i często muzyka była tam na dalszym planie, więc nie bardzo się zgadzam z tym porównaniem. A polityczne podteksty były tu już w zeszłym roku w recenzjach "Świń" MWNH i "Nowej Aleksandrii" Siekiery, poniekąd też tekst o płycie Andrzeja Trzaskowskiego, opublikowany tuż po ostatnich wyborach prezydenckich, był pewnym manifestem.

      Usuń
  6. Ja wyżej cenię ten krążek. To dobre hard rockowe granie, a ,,Autobiografia" to wręcz dla mnie utwór genialny - i w warstwie tekstowej i muzycznej. To samo ,,Objazdowe nieme kino". Nie wiem, skąd myślenie, że piosenka musi mieć refren. Wiele jest wybitnych piosenek bez refrenu. A to, że płyta brzmi anachronicznie - dla mnie to wręcz zaleta, gdyż wtedy w muzyce rockowej zaczęto coraz bardziej rezygnować z gitar. Po prostu pewna epoka muzyczna doszła do Polski z opóźnieniem. A skoro wziął się Pan za Perfect, to, czy weźmie Pan na warsztat innych polskich wykonawców np. Dżem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, skąd myślenie, że piosenka musi mieć refren.

      Z definicji, którą stosuję, piosenka to prosta kompozycja, wykorzystująca schemat oparty na zwrotkach i refrenie. Rzadkością są takie proste, stricte rozrywkowe kawałki, które refrenu nie mają, bo to taki powtarzający się fragment sprawia, że nagranie jest łatwiej zapamiętać - a do tego zwykle dążą twórcy mainstreamowi.

      Nie mam w planach pisania o innych polskich zespołach, a już na pewno nie o wspomnianym.

      Usuń
    2. Tak nisko Pan ceni Dżem i ogólnie polską muzykę?

      Usuń
    3. Dżem nisko, polską muzykę - różnie, jak tę z innych krajów. Wiele polskich płyt oceniłem tu bardzo wysoko.

      Usuń
    4. Czemu nisko cenisz Dżem? (ciekawi mnie to)

      Usuń
    5. Muzycznie jest to strasznie spóźnione granie, a chociaż inspiracje ma niezłe, to są one okropnie rozwodnione zbyt merkantylnym podejściem. No i ten bełkotliwy wokal mnie odrzuca.

      Usuń
    6. Kim mniej więcej sie inspirowali? Sprawdziłbym sobie bo sam Dżem przez pewien czas lubiłem (teraz wracam tylko do 1 płyty) a może kojarzysz coś w tym stylu tylko lepiej zagrane

      Usuń
    7. Oni próbowali grać blues rocka, więc w tej stylistyce powinieneś się rozejrzeć. Na początek polecałbym Johna Mayalla, The Butterfield Blues Band, The Allman Brothers Band (debiut), wczesny Fleetwood Mac z Peterem Greenem, Keef Hartley Band, Rory'ego Gallaghera, Ten Years After czy nawet polski Breakout, oczywiście album "Blues".

      Usuń
    8. Z tych co wymieniłeś to kojarzyłem Breakout i troche Fleetwood Mac, reszte sprawdzę, dzięki

      Usuń
  7. Tekst “Autobiografii” też można by przerobić... na autobiografię kogoś innego ;)
    https://www.blasty.pl/27983/mialem-10-lat-gdy-zaczalem-sciagac-vat-a-na-wiejskiej-byl-moj-klub

    Niech to będzie taki rozszerzony wstęp do odpowiedzi pod “Senjutsu”. Nawet cieszę się, że wyszedłeś poza tematykę sztuki, bo trochę mniej mi wstyd za głupie pytania w Q&A. Ogólnie rozumiem potrzebę pisania na ten temat, ale nie lubię wdawać się w dyskusje o polityce (cóż, planowałem, że tak napiszę, chyba źle się zestarzało) ani nawet ich czytać, zostało mi to obrzydzone przez toksyczne dyskusje z, za przeproszeniem, Wykopu i tamtejsze wojenki lewicy z prawicą. Z wiadomego powodu, widocznego na RYMowym profilu i pewnie chcąc nie chcąc również po niektórych komentarzach, jeszcze nie było mi dane głosować w wyborach. Na pewno skorzystam z prawa do głosu, ale jeszcze nie wiem, na kogo, choć z pewnością nie zamierzam na bandę Jarosława (niestety, w odróżnieniu od członków rodziny, którzy dość fanatycznie ją wspierają).

    Nawet jeśli obiektywnie to lewica ma więcej racji, bo, upraszczając, progres zawsze wygra ze stagnacją, to ich ogólna antypatyczność sprawia, że nigdy nie będę się z nią utożsamiał (ani tym bardziej z prawicą). Gardzę wrednym wyśmiewaniem religii (trochę to rozumiem, sam czasem się dziwię, że w XXI wieku jeszcze coś takiego istnieje, ale przecież są inne sposoby, by przekonać kogoś do zmiany przekonań), irytuje mnie ból czterech liter o “niepoprawny politycznie” humor (mam nadzieję, że jako ktoś, kto deklarował się jako przeciwnik politycznej poprawności, chociaż trochę mnie rozumiesz ;)) albo bezkrytyczne uwielbianie niektórych postaci (nóż w kieszeni się otwiera, gdy czyta się teksty typu “what western propaganda does to a mf”, bo ktoś napisał parę prawdziwych słów o Che Guevarze), by innych mieszać z błotem nawet bez odpowiednich dowodów (bolał mnie hejt na Kevina Spacey w comment boxach pod “Siedem” i “American Beauty”, dlatego ucieszyło mnie jego uniewinnienie, nawet jeśli według niektórych informacji jego niewinność nie jest do końca pewna)... Z drugiej strony wolę już to niż prymitywną prawicę (ludzie z Filmwebu ostatnio dali kolejny popis swojej “inteligencji”, wstawiając masowo 1/10 pod filmem pani Holland bez obejrzenia go i pisząc o cenzurze, bo nie wyświetlano średniej oceny, chociaż tuż obok była informacja, że jest ona zakryta tylko do czasu polskiej premiery xD). Gdyby polityka była muzyką, to skrajni prawacy byliby boomerami słuchającymi tylko tego, co stare i mieszającymi z błotem wszystko, co nowe, a skrajni lewacy zoomerami słuchającymi tylko tego, co nowe i mieszającymi z błotem wszystko, co stare ;) No dobra, pewnie to trochę chochoł, bo gdyby rzeczywiście tak było, to w RYMowej topce nie byłoby żadnych starych rzeczy, ale to tylko takie porównanie.

    O Perfekcie nie mam za dużo do napisania, ot, lubię parę kawałków i z tych mniej i z tych bardziej ogranych, ale pojawienie się ich na stronie było fajną niespodzianką. Byłem pewien, że pisanie recenzji muzyki takich zespołów, jak Perfect i Lady Pank uznajesz za stratę czasu i szansa, że się kiedykolwiek tu pojawią jest bliska zeru (podejrzewam, że jeśli wziąłeś się za pierwszy, to i o tym drugim kiedyś coś napiszesz). Wolę jednak ich debiut, “Autobiografia” to faktycznie jedna z najlepiej napisanych polskich mainstreamowych piosenek (choć minimalnie wyżej cenię “Ewkę”), ale już takie “Objazdowe nieme kino” to dla mnie kawałek smętny i zbyt monotonny. Z pozostałych fragmentów żaden ewidentnie nie odstaje, ale też żaden nie wznosi się zbyt wysoko ponad solidność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfect i Lady Pank to zespoły, od których zacząłem interesować się muzyką. Nie zostało mi do nich wiele sentymentu. Perfect (wczesny, z Hołdysem) jest ok jako taka polska odpowiedź na hard rock i nową falę. Mogę tego bez bólu posłuchać, choć z własnej woli nie włączam sobie. Lady Pank, jak gdzieś teraz usłyszę, słucham już z pewnym zażenowaniem. W najlepszym okresie było to takie bardziej infantylne Police, potem poszli w kopiowanie Van Halen. Nie wykluczam, że kiedyś będzie jakaś recenzja, ale wcześniej chciałbym na pewno więcej o The Police napisać.

      Do wcześniejszej części odniosę się kiedy indziej, jak będę miał dostęp do czegoś większego niż smartfon.

      Usuń
    2. Lady Pank miało może trochę lepszy album debiutancki od Perfectu (mimo tego kopiowania The Police), ale później nawet się już do tego poziomu nie zbliżyli. Chociaż lubię parę ich późniejszych kawałków. "Tacy sami" to w sumie album niemal tak dobry, jak dobry może być polski AOR (znaczy to mniej więcej tyle, że jest przeciętny). Taki tytułowy numer to chyba obiektywnie dobra piosenka, mimo tego tandetnego brzmienia. Z pozostałych przebojów lubię "Stacja Warszawa" (nie było mi go jakoś zbyt często dane słyszeć w radiu), zwłaszcza ten mostek jest świetny. "Zawsze tam, gdzie ty" kiedyś lubiłem, dziś uważam raczej za przesłodzone. Ale poza tymi paroma przebojami te ich późniejsze płyty to faktycznie bieda z nędzą.

      Perfect i Lady Pank to zespoły, od których zacząłem interesować się muzyką.
      Ja mam tak z Dżemem i coś czuję, że też muszę zrewidować sentymenty. Przypadkowo słyszałem jakiś czas temu kawałek "Czerwony jak cegła" (który zawsze lubiłem mniej od innych ich przebojów) i, co tu dużo mówić, poza niezłą solówką brzmiało to dla mnie jak parodia bluesa.

      Jestem ciekaw, co napiszesz o wcześniej części mojego poprzedniego komentarza, ale jeszcze bardziej jestem ciekaw, co napiszesz o dzisiejszej głośnej premierze. Może to dziwne, ale mi się ona całkiem podoba (może więcej napiszę pod ewentualną recenzją).

      Usuń
    3. Ja bym jednak odrobinę wyżej postawił debiut Perfectu. Co do Lady Pank, to "Ohyda" nie jest dużo gorsza od debiutu, po prostu na eponimicznym albumie są same hity i jeden instrumentalny przerywnik, a na jego następcy nie ma żadnego przeboju, który do dziś katowałyby stacje radiowe, ale kompozycyjnie to jest zbliżony poziom. Swoją drogą, "Ohyda" to pierwszy album, jaki kupiłem na winylu. W tamtym czasie - 2003 lub 2004 rok - to był jedyny sposób, aby go mieć. Problem w tym, że nie miałem na czym go odtworzyć, więc jedyny odsłuch zaliczyłem w sklepie. A jak już kupiłem sobie gramofon, to już mnie ta muzyka nie interesowała, więc płyty ani razu nie odtworzyłem. Natomiast "Tacy sami” i "Zawsze tam, gdzie Ty" to były moje ulubione albumy zespołu, bo Panasewicz nie brzmiał tam już tak infantylnie, a jeszcze nie tak zdziadziale.

      Wracając do Perfectu - i Twojego pierwszego komentarza - to teksty zespołu z lat 80. idealnie nadawały się wtedy do różnych przeróbek i świetnie nadają się też teraz. A niektórych nawet nie trzeba przerabiać, by były aktualne. Taka "Lokomotywa z ogłoszenia" idealnie pasowała do sytuacji sprzed roku, kiedy rosły ceny paliw i obawy o dostępność surowców energetycznych na zimę, a rządzący proponowali zbierać chrust. Jakby nie łagodna zima, to dziś sondaże mogłyby wyglądać jeszcze mniej korzystnie dla aktualnego rządu (w większości niby prowadzą, ale beż żadnych szans na samodzielne rządy).

      Nie pamiętam Twoich komentarzy z Q&A. To, o czym teraz piszesz, to są jakieś skrajności, które wcale nie są najbardziej reprezentatywne dla zwolenników lewicy czy prawicy. To mimo wszystko niszowe postawy, jednak reprezentowane przez najgłośniej krzyczące jednostki. Takie normalne lewicowe poglądy to: każdy może być kim chce, wyznawać co chce, spać z kim chce, i niezależnie od tego każdy ma mieć równe prawa, a nie powinien robić jedynie tego, co krzywdzi innych. Bliżej mi do takiej postawy, ponieważ prawica nawet w najbardziej lajtowym wydaniu mówi raczej: każdy powinien być taki jak my, a jeśli już musi być inny, to niech sobie będzie, ale się z tym ukrywa. W konserwatywnym myśleniu wolność czy demokracja nie są nadrzędnymi wartościami, bardziej liczy się trzymanie tradycji, nawet jeśli ta nie przystaje do dzisiejszych standardów, np. łamiąc prawa człowieka.

      W przeciwieństwie do Ciebie już wiem, na kogo będę głosować, ale też nie jestem zagorzałym zwolennikiem konkretnej partii. W tych wyborach nie chodzi jednak o wspieranie kogoś, z kim zgadza się w 100%, a jak kogoś takiego nie ma, to rezygnowanie z udziału. Stawką jest to, czy będą nami rządzić partie dążące do wprowadzenia autorytaryzmu (PiS, Konfederacja), czy pro-demokratyczne (KO, Nowa Lewica, Trzecia Droga). Koalicja dzisiejszej opozycji (poza Konfą), wydaje mi się najlepszą opcją dla kraju, bo tylko te partie mogą przywrócić demokratyczne mechanizmy, a w dodatku kierują swoje programy do zróżnicowanego przekroju społeczeństwa, od wyborców najbardziej liberalnych (NL) po bardziej konserwatywnych (centro-prawicowa 3D).

      Usuń
    4. Gdzie w późniejszym Lady Pank słyszysz Van Halen?

      partie-pro demokratyczne to po prostu mniej lub bardziej zawoalowana lewica, a lewica to wiadomo co. Chciałbyś?

      Usuń
    5. Płyta "Zawsze tam, gdzie Ty". Akurat nie kawałek tytułowy, ale inne fragmenty tak. Klawisze z "Dopóki da czas" to niemalże "Jump", gitara też robi swoje.

      Masz na myśli komunizm? To tak, jakby powiedzieć, że prawica to tylko faszyzm, a po środku nie ma nic. W obu przypadkach są to jednak skrajności. Z polskich partii opozycji demokratycznej może niektóre postulaty Razem zalatują komunizmem, natomiast Nowa Lewica (dawne SLD + Wiosna) raczej zrywa z tym dziedzictwem. KO prezentuje bardzo różne poglądy, w niektórych kwestiach (głównie światopoglądowych) bardzo liberalne, a w innych - konserwatywne. 3D to już raczej chadecja, czyli prawica, bliska centrum, ale prawica. W rządzie złożonym z tych partii nie byłoby miejsca ani na lewicowe, ani na prawicowe skrajności. Do tego tylko te partie są na tyle pro-europejskie, żeby poprawić stosunki z UE, a w tym celu będą musiały przywrócić demokratyczne standardy i mechanizmy, które PiS stopniowo usuwał.

      Po ewentualnej wygranej dzisiejszej opozycji zapewne dalej będzie pod pewnymi względami gównianie, ale alternatywą jest dążący do autorytaryzmu, izolacji na arenie międzynarodowej i światopoglądowego średniowiecza PiS, być może ze wsparciem Konfederacji, która najchętniej zrobiłaby nam powtórkę z Iranu i roku 1979, tylko w wydaniu katolickim.

      Usuń
    6. Klawisze faktycznie, ale Borysewiczowi gitarowo to jednak daleko do szpanerskiej szkoły EVH.

      Usuń
    7. Debiut Lady Pank wydał mi się nieco ciekawszy od płyt Perfectu przez większe zróżnicowanie (wpływy reggae czy punka albo wspomniany instrumental). “Ohyda” wydała mi się słabsza od debiutu LP zapewne właśnie przez ten brak przebojów (chociaż nie jestem też jakimś wielkim fanem hitów z debiutu), ale faktycznie nie różni się za bardzo in minus. Na późniejszej płycie, o której piszesz nie słyszałem aż takiego efekciarstwa i tandety, jak u VH, chociaż te klawisze rzeczywiście nasuwają pewne podobieństwo.

      Rzeczywiście, teksty niektórych kawałków Perfectu wydają się niemal stworzone do przeróbek. Szkoda, że nie przeszła ta pamiętna autorstwa samego zespołu - “wujek Józef zmarł” zamiast “wiatr odnowy wiał”. Szkoda też, że rządy PiSu nie posłużyły jako inspiracja dla polskich artystów do tworzenia niezłej muzyki pokroju zrecenzowanej płyty, tylko głównie gniotów pokroju “Twój ból jest lepszy niż mój” Kazika.

      Może powinienem zachować to dla siebie, ale w wyborach zdecydowałem się zagłosować na jednego z bezpartyjnych samorządowców, bo ich kandydat wydawał się ogarnięty podczas debaty (pewnie słusznie zarzucono mu w Internecie bezpłciowość, ale z powodu tego, o czym pisałem wyżej, dla mnie to w zasadzie zaleta), a i ten konkretny kandydat na podstawie informacji z sieci też wydawał się w porządku. Może i zmarnowany głos (byłem jedyną osobą w swoim obwodzie głosowania, która zagłosowała na tego kandydata :D), ale przynajmniej nie będę musiał się wstydzić za ewentualne wybryki tej osoby w sejmie ;) No i najważniejsze, że wyniki wyborów dają nadzieję na lepszą przyszłość.

      Zgadzam się ze wszystkim, o czym piszesz w trzecim akapicie (chociaż na takim Wykopie odnosiłem wrażenie, że niemal wszystkie osoby są “radykalne” i ubliżają komukolwiek, kto jest po drugiej stronie barykady, ale może rzeczywiście te najgłośniejsze jednostki zagłuszają rzeczywiste proporcje), dlatego też bliżej mi do lewicy. Z drugiej strony, chyba każda wolność musi mieć jakieś granice (niby mówi się, że “wolność powinna kończyć się tam, gdzie się zaczyna wolność innych ludzi”, ale nie wiem, czy to nie mimo wszystko zbytnie uproszczenie, bo pomija choćby dobro planety i nas samych). Kto wie, czy za x lat nie będziemy dyskutowali o legalizacji małżeństw między rodzeństwem albo rodzicem i pełnoletnim dzieckiem (nie twierdzę nawet, że na 100% byłbym przeciwko ;)).

      PS.: Obiecuję, że odniosę się jeszcze bezpośrednio do tekstu pod “Senjutsu” (bo bynajmniej nie uważam tego tematu za wyczerpany). Wybacz takie opóźnienia w odpowiedziach. Pomijając wszystkie powody z mojego prywatnego życia, to winę za to w dużej mierze ponosi RYM, od którego chyba się uzależniłem - nawet sama muzyka na tym cierpi, bo nie słucham już dla przyjemności, tylko żeby zagłosować na descriptory. To poczucie marnowania czasu wraz z tym, co napisałem o community (i ogólnym poczuciem, że jakoś nie pasuję do reszty) sprawiło, że zacząłem się zastanawiać nad usunięciem stamtąd konta. Chyba tylko żal przed stratą całego “dorobku” (nie żebym uważał to za w jakiś sposób wartościowe, po prostu szkoda by mi było poświęconego czasu) powstrzymuje mnie przed zrobieniem tego.

      Usuń
    8. Na debiucie Perfectu też są wpływy reggae (wspomniana w recenzji inspiracja The Police), tylko bardziej subtelne. Są też pewne naleciałości bluesa. Natomiast punk u Lady Pank to chyba tylko w nazwie występuje. A od „Zawsze tam, gdzie Ty” jeszcze gorszy jest „Tacy sami”, naprawdę straszny z tymi tandetnymi klawiszami, plagiatami („Giga giganci” = „Start Me Up”) i tekstami, które brzmią, jakby Hołdys z Ciechowskim założyli się, który z nich potrafi być większym grafomanem.

      Nie chcę żebyś to, co zaraz napiszę, odebrał jako krytykę Twojego wyboru, bo demokracja polega na tym, że różnie głosujemy i dobrze, że mamy taką możliwość. Natomiast ja od początku byłem nastawiony nieufnie do tzw. bezpartyjnych, którzy w swoich samorządach chętnie wspierali PiS. Nawet w trybie wyborczym został oddalony ich pozew wobec Tuska za stwierdzenie, że są „przystawką PiSu”. Poza pseudo-debatą w TVP oglądałem też inne programy, jak „Debata dnia” w Polsat News (właściwie to regularnie oglądam, nie tylko w okresie przedwyborczym) i tam od przedstawicieli BS aż biło takim źle ukrywanym fałszem. Niby odcinali się od PiSu, proponując często całkiem przeciwne rozwiązania, ale starali się za bardzo nie dowalać rządzącej (wtedy;) partii. W dodatku większość ich postulatów to była kalka z programów Konfederacji i Trzeciej Drogi - „przypadkiem” akurat tych ugrupowań, które mogły najbardziej osłabić PiS, bo celujących w częściowo ten sam elektrorat. Ich obecność na listach miała zatem osłabić konkurencję PiSu, o to w tym przekręcie chodziło. Abstrahując już od tego wszystkiego, sondaże nie dawały im najmniejszych szans na przekroczenie progu, więc głosy i tak miały zostać rozdzielone proporcjonalnie na partie, które weszły do sejmu (a nie, że się zmarnowały, jak sugerujesz).

      Co do pseudo-debaty, to kandydat BS faktycznie wydawał się merytoryczny i dobrze przygotowany, ale właśnie przezroczysty. Najlepszy był Hołownia, który prawie przekonał mnie do oddania głosu na 3D, na drugim miejscu postawiłbym Scheuring-Wielgus. Bosak wypadł dobrze, jeśli oddzielić jego prezentację od nieakceptowalnej treści (ten antyukraiński przekaz kojarzył mi się z Niemcami sprzed 100 lat, tylko tam chodziło o Żydów). Tusk strasznie zawiódł, ale występował na jawnie wrogim terenie. A i tak najgorszy był Morawiecki, strasznie spięty, niepotrzebnie agresywny i jak zdarta płyta powtarzający to samo, co na innych wystąpieniach.

      W trzecim akapicie, chodziło mi głównie o to, że te radykalne jednostki są nadreprezentowane wśród użytkowników Wykopu czy Filmwebu, podczas gdy większość umiarkowanych osób po prostu nie udziela się w takich dyskusjach. Nie sądzę, żebyśmy, jako społeczeństwo, w przyszłości mieli na poważnie rozmawiać o legalizacji związków kazirodczych, bo cierpiałoby na tym ewentualne potomstwo, bardziej narażone na choroby genetyczne. Zresztą przy rządach koalicji KO-3D-NL nawet legalizacja związków jednopłciowych wydaje się mało prawdopodobna. Ale i tak wynik wyborów uważam za najlepszy możliwy scenariusz - wspólne rządy partii reprezentujących bardzo różnych wyborców, które będą nawzajem patrzeć sobie na ręce. Nawet jeśli osobiście wolałbym rząd bardziej na lewo odchylony.

      Usuń
    9. Moją uwagę przyciągnęły ostatnio bonusy - Pochylałeś się nad tekstem kawałka "Moja magiczna różdżka"? Dla mnie jest żenujący.

      Co do Lady Pank - z obydwu wspomnianych płyt jakoś wyżej oceniasz tę "jeszcze gorszą" :D

      W ostatnim czasie chyba zwracasz większą uwagę na teksty niż kiedyś - tu recenzja tych hip hopów, teraz krytykujesz teksty na "Tacy Sami" jako grafomańskie, a moim zdaniem są bardzo spoko bo nie skażają w żaden sposób odbioru muzyki. Po prostu są i można je olać.

      Usuń
    10. Nie wydaje mi się, żebym zwracał większą uwagę na teksty, ale jednak w przypadku tych po polsku trudno nie zwracać uwagi w ogóle. "Moja magiczna różdżka" ma tekst żenujący, ale te z "Tacy sami" również, choć w inny sposób - nie przez obleśne podteksty, a przez chaos i udziwnione, pseudo-mądre metafory u Hołdysa i infantylizm u Ciechowskiego.

      Usuń
    11. Na "Tacy Sami" (oczywiście musiałeś obniżać mu ocenę) jest ciekawy fragment z rapem, w kawałku "Oglądamy Film". Przed FNM, RATM czy LP - Czy nie warto potraktować tego jako rozwoju?

      Usuń
    12. Ale w czym problem? To chyba naturalne, że opinia z wczoraj jest bardziej aktualna od oceny sprzed paru lat, a skoro już zwróciłeś uwagę na rozbierzość, to poprawiłem tę drugą.

      "Oglądamy film" jest sprzed Faith No More z Pattonem, ale - jak sam niedawno zauważyłeś - zespół grał mieszankę rocka z rapem już wcześniej, choć mało kto wtedy wiedział o jego istnieniu. Za to przed kawałkiem Lady Pank przebojami były "Walk This Way" czy "I'm the Man", działało też Beastie Boys, więc trudno mówić o jakimś nowatorstwie. Może i było to coś świeżego na skalę krajową, ale ten pseudo-rap Borysewicza brzmi strasznie amatorsko i jak niezamierzona parodia.

      Usuń
    13. Pod recenzją Lady Pank chyba nie mam nic do napisania, ale jeszcze tu pozwolę sobie odpisać.

      Rozumiem, że nie miałeś na celu skrytykować mojego głosu, ale jednak trudno nie odebrać mi tego jako powodu do refleksji na ten temat. Trudno mi z tym polemizować, więc mogę tylko stwierdzić, że zapewne masz rację i przemyślę następnym razem, czy na nich głosować.

      Z ciekawości spytam przy okazji – masz wyrobione zdanie o Kanale Zero i Krzysztofie Stanowskim? Dla mnie stanowi on interesującą, mniej śmieciową alternatywę dla tradycyjnej telewizji. Wbrew oskarżeniom o sympatyzowanie z PiSem uważam, że prezentowane są tam treści neutralne i choć sam nie oglądam tam zbyt wiele, to kibicuję powodzeniu tego ambitnego projektu.

      Szczerze mówiąc, myślałem, że teraz doceniasz bardziej wartość użytkową muzyki i ocena “Takich samych” pójdzie prędzej w górę niż w dół. Tak jak już pisałem, według mnie utwór tytułowy, „Titanic” albo „Mała wojna” to w kategorii takiego radiowego grania dobre, zapadające w pamięć piosenki, a z pozostałych kawałków żaden nie jest żenujący (może poza wspomnianym plagiatem i tym z pseudorapowaniem). Teksty nie mają zbytnio sensu (gdyby nie tytuł, to chyba nikt by nie wpadł na to, że kawałek „John Belushi” ma jakiś związek z tytułową osobą) i jest w nich trochę potwornie durnych fragmentów typu “Bądź mą narkozą, zdejmij ze mnie lęk / Dotknij mnie siostro, usiądź obok mnie”, ale ogólnie zgadzam się z Cymbergajem, że są w porządku i pasują do takiej muzyki. Wiem, że nie jest to jakiś obiektywny wyznacznik, ale z prawie 250 ocen na RYMie tylko jedna osoba poza Tobą oceniła go tak nisko.

      Tak samo w „Międzyzdrojach” nie słyszę nic tak złego, żeby, jak to kiedyś pisałeś, wyrzucać ten album do kosza. To po prostu zwykły nudny pop rock, ale nie ma przynajmniej tak tandetnego brzmienia, jak w „Takich samych”, ani nie jest to nic tak żenującego, jak koszmarny „W transie”.

      Usuń
    14. Nie mam zdania o Kanale Zero i Stanowskim, za słabo znam. Widziałem rozmowę z Dudą i to akurat nie było dobre dziennikarstwo - żadnych trudnych pytań do prezydenta, a wręcz pomaganie mu, by wypadł jak najlepiej. Ale tak bywa też czasem w tych głównych stacjach - Polsacie, TVP (także tym nowym, choć nie tak ewidentnie jak wcześniej). W TVN 24 pewnie też, ale nie mam tej stacji.

      *

      Doceniam wartość użytkową muzyki, ale wtedy, gdy jest zrobiona ze smakiem. A "Tacy sami" łączy w sobie te najbardziej tandetne cechy pudel metalu i synthpopu, no w strasznie złym guście to jest. Momentami - kawałek tytułowy czy "To, co mam" - tu w zasadzie niemalże proto-disco-polo. "Giga giganci" to bieda-plagiat Stonesów; "Oglądamy film" wprawia w zażenowanie tym zachłyśnięciem się wówczas już raczej przebrzmiałą modą na syntezatory i automaty perkusyjne, wykorzystane po najmniejszej linii oporu; "Martwy postój" jest zupełnie nijaki, jakby wszystko było tam tylko naprędce napisanym dodatkiem do tego przełamania metrum w połowie; a "Mała wojna" rozwija się w strasznie toporny sposób, jakby czegoś brakowało pomiędzy poszczególnymi sekcjami. Pozostałe kawałki muzycznie ujdą, ale to jest wciąż zupełnie nieciekawy pop rock, oparty na najbardziej podstawowym schemacie zwrotka-refren, z maksymalnie bezpiecznym brzmieniem, dostrojonym do ówczesnych potrzeb ludu, pozbawiony jakiejkolwiek subtelności (nie mylić z łagodnością). Z jednym się zgodzę - teksty pasują do muzyki, bo jedno i drugie jest tak samo żenujące.

      "Międzyzdroje", będąc muzyką równie prostą i niefinezyjną, są w przeciwieństwie do "Takich samych" kompletnie bezbarwne, nie ma to żadnego charakteru.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] Death - "Human" (1991)

[Recenzja] Republika - "Nowe sytuacje" (1983) / "1984" (1984)

[Recenzja] Present - "This Is NOT the End" (2024)

[Zapowiedź] Premiery płytowe kwiecień 2024

[Recenzja] Extra Life - "The Sacred Vowel" (2024)