[Recenzja] Samla Mammas Manna - "Måltid" (1973)
Na jakiś czas przed nagraniem tego albumu ze składu odszedł perkusjonalista Henrik Öberg. Dołączył za to gitarzysta Coste Apetrea, co okazało się zdecydowanie korzystną zamianą. Nowy instrument doskonale dopełnił brzmienie grupy, nadając jeszcze bardziej jazzowego charakteru. Wciąż jednak mieszają się tu przeróżne rzeczy: skandynawska melodyka, rockowy czad, jazzowa wirtuozeria, pewne wpływy współczesnej muzyki poważnej oraz mnóstwo wygłupów. Przejawem humoru jest już sam tytuł - "Måltid" po szwedzku oznacza "posiłek" - oraz spokojna, wręcz pastoralna okładka, która nijak się ma do muzycznego szaleństwa zawartego na tym krążku. Podobną frywolność można znaleźć chyba tylko na tych najmniej poważnych płytach Franka Zappy, choć poziom wykonania bliższy jest tych najambitniejszych dzieł amerykańskiego artysty.
Doskonałym przykładem tego, na co stać ten skład, jest dziesięciominutowy otwieracz, "Dundrets Fröjder". Tutaj najlepiej słychać umiejętności kwartetu. Wrażenie robi zwłaszcza idealna współpraca muzyków, pomimo dość złożonej i ciągle się zmieniającej rytmiki. Nie mamy tu jednak do czynienia z jakimiś bezdusznymi popisami. Jest tu ta charakterystyczna dla Samla Mammas Manna lekkość, frywolne motywy i melodie, czy odrobina głupawych wokaliz. To wręcz niewiarygodne, że wszystko klei się tu w logiczną i spójną całość. Zresztą dotyczy to także pozostałych nagrań. A choć żadne z nich już nie przebija tego pierwszego, to wszystkie charakteryzuje kreatywność oraz poziom wykonania w zakresie nieosiągalnym dla większości rockowych grup. Lepiej jednak prezentują się fragmenty, w których zespół balansuje na granicy artyzmu i groteski kładąc nacisk na to pierwsze (np. "Den Återupplivade Låten", "Tärningen" czy "Minareten") niż wtedy, gdy humorystyczne elementy zaczynają trochę zbyt zdecydowanie wysuwać się na pierwszy plan ("Oförutsedd Förlossning", "Syster System") lub gdy zespół próbuje zagrać nieco bardziej konwencjonalnie ("Værelseds Tilbud").
Samla Mammas Manna na swoim drugim albumie proponuje muzykę jeszcze bardziej złożoną i żartobliwą w porównaniu z eponimicznym debiutem. Nie wydaje mi się jednak, by faktycznie szła za tym jakaś nowa jakość. Jeśli już, to raczej wyłącznie za sprawą poszerzenia składu o gitarzystę. Nie potrafię też rozstrzygnąć, który z tych longplayów bardziej do mnie przemawia. Debiut wydaje się nieco ciekawszy pod względem kompozytorskim, natomiast "Måltid" przebija go trochę wykonaniem i bogatszym brzmieniem. Tak naprawdę nie ma jednak większego sensu w takim hierarchizowaniu, dość subiektywnym zresztą, ponieważ oba wydawnictwa są znakomite. I jako takie zasługują na poznanie.
Ocena: 8/10
Samla Mammas Manna - "Måltid" (1973)
1. Dundrets Fröjder; 2. Oförutsedd Förlossning; 3. Den Återupplivade Låten; 4. Folkvisa i Morse; 5. Syster System; 6. Tärningen; 7. Svackorpoängen; 8. Minareten; 9. Værelseds Tilbud
Skład: Lars Hollmer - instr. klawiszowe, wokal; Coste Apetrea - gitara, wokal; Lars Krantz - gitara basowa, wokal; Hasse Bruniusson - perkusja i instr. perkusyjne, wokal
Producent: Samla Mammas Manna

Przyznam, że od dawna słyszałem o tym albumie, ale nie sięgnąłem po niego przez... okładkę. Wiem, wiem - nie ocenia się książki po okładce, wychodzę z tego samego założenia, ale mimo tego, że to rock in opposition, spodziewałem się jakiegoś folk-rockowego, lekko jazzującego albumu. Cóż, najlepiej wyciągnąć po prostu wnioski na przyszłość ;)
OdpowiedzUsuńDzięki tej recenzji przesłuchałem go i absolutnie mnie oczarował, także dzięki.
ps. czy tylko mi ten siedzący pan na okładce przypomina pewnego premiera???
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki, teraz już tego nie odzobaczę 🤥
Usuń