[Recenzja] Faust - "Faust IV" (1973)



Album "So Far", choć znacznie przystępniejszy od eponimicznego debiutu Faust, pod względem komercyjnym podzielił los swojego poprzednika. Przedstawiciele wytwórni Polydor wymówili wówczas grupie kontrakt. Jednak Uwe Nettelbeck szybko znalazł dla swoich podopiecznych nowego wydawcę, uderzając do właśnie utworzonej brytyjskiej Virgin Records. Faust był jednym z pierwszych wykonawców w jej katalogu, obok Mike'a Oldfielda, Gong, Henry Cow oraz swoich rodaków z Tangerine Dream. Zgodnie z umową, jaką Nettelbeck zawarł z wytwórnią, producent dostarczył przygotowany przez siebie kolaż różnych ścinków, które pozostały po wcześniejszych sesjach zespołu. "The Faust Tapes", jak nazwano ten album, sprzedawano w cenie zwykłego singla, który w zależności od źródła rozszedł się w ilości pomiędzy 60 a 100 tysięcy sztuk. Ze względu na swoją cenę longplay został usunięty z oficjalnego brytyjskiego notowania, jednak osiągnął swój cel - przedstawił Faust brytyjskiej publiczności, która teraz z zainteresowaniem czekała na kolejne wydawnictwa.

Pierwsza właściwa sesja zespołu dla Virgin odbyła się w czerwcu 1973 roku w przerobionej na studio posiadłości The Manor w angielskim hrabstwie Oxfordshire. Nagrania nie szły jednak tak szybko, jak oczekiwano. W rezultacie muzycy nie zdążyli zarejestrować wystarczającej ilości materiału i konieczne było sięgnięcie po starsze nagrania, dokonane jeszcze w Niemczech - wybrano dwa utwory, "Krautrock" i "It's a Bit of a Pain". Był to strzał w dziesiątkę. Obie kompozycje bardzo wzbogaciły ten album i nadały mu interesującego kształtu. "Krautrock" doskonale sprawdza się jako otwieracz, a sam tytuł opisuje go w najlepszy możliwy sposób. Jest to krautrock w najczystszej formie, oparty na motorycznym rytmie, któremu towarzyszą drone'owe partie różnych instrumentów o jednocześnie psychodelicznym i zgiełkliwym brzmieniu. Jest to najdłuższe na płycie, blisko dwunastominutowe nagranie, które potrafi wprowadzić słuchacza w trans.

Później jednak charakter albumu dość znacząco się zmienia, bo kolejne utwory posiadają bardziej wyraziste struktury i melodie. Ich inspirację zdają się sięgać nowojorskiej sceny końca lat 60., przede wszystkim zgiełkliwych, ale na swój sposób chwytliwych quasi-piosenek The Velvet Underground z albumu "White Light/White Heat". Jednocześnie zdają się zapowiadać późniejsze style w rodzaju post-punku czy noise rocka i do dziś brzmią bardzo świeżo. Świetnie wypada oparty na jakby reggae'owej rytmice, autentycznie przebojowy "The Sad Skinhead". Jeszcze lepszym utworem jest "Jennifer", wyróżniający się naprawdę ładną melodią, która z czasem niknie pod warstwą zgiełku. Na wspomnienie zdecydowanie zasługuje także intensywny "Giggy Smile / Picnic on a Frozen River, Deuxieme Tableau", w którym dzieje się naprawdę sporo - jest tu nawet jazzujące solo saksofonu.

Choć tak naprawdę każde nagranie coś wnosi i zdaje się ważne dla całości. Nawet pozornie odstający od innych, delikatniejszy, jakby folkowy "Läuft...Heißt Das Es Läuft Oder Es Kommt Bald...Läuft" z czasem nabiera sensu za sprawą finałowego "It's a Bit of a Pain", w którym powracają folkowe naleciałości, ale zestawione z bardziej hałaśliwymi partiami. W tym kontekście ważne są też instrumentale "Just a Second" i "Run", pokazujące bardziej eksperymentalne oblicze grupy, dzięki czemu pierwsza ścieżka nie sprawia wrażenia oderwanej od reszty albumu.

"Faust IV" nie okazał się komercyjnym sukcesem - w ogóle nie wszedł do notowań - przez co przedstawiciele Virgin zaczęli podchodzić do niemieckiej grupy znacznie mniej przychylnie. Kiedy muzycy zaprezentowali materiał na kolejny album, wytwórnia zdecydowanie go odrzuciła (fragmenty tez sesji zostały wydane jako "Munic & Elsewhere" w 1986 roku), co doprowadziło do rozwiązania zespołu na wiele lat. Dziś jednak "Faust IV" jest bardzo cenionym wśród krytyków i słuchaczy albumów, o czym świadczy obecność w licznych rankingach i przeglądach, chociażby w książce "1001 Albumów...". W przeciwieństwie do bardzo wielu klasyków z tamtego okresu, "Czwórka" bardzo dobrze zniosła próbę czasu. Zaproponowane przez grupę rozwiązania są do dziś chętnie stosowane w różnych rodzajach rocka, nie tylko przez wszelkiej maści epigonów i pogrobowców, ale przede wszystkim przez twórców kreujących współczesne oblicze tego gatunku.

Ocena: 9/10



Faust - "Faust IV" (1973)

1. Krautrock; 2. The Sad Skinhead; 3. Jennifer; 4. Just a Second; 5. Giggy Smile / Picnic on a Frozen River, Deuxieme Tableau; 6. Läuft...Heißt Das Es Läuft Oder Es Kommt Bald...Läuft; 7. Run; 8. It's a Bit of a Pain

Skład: Gunter Wüsthoff - syntezator, saksofon; Hans Joachim Irmler - organy; Rudolf Sosna - gitara, instr. klawiszowe, wokal; Jean-Hervé Péron - gitara basowa, wokal; Werner Diermaier - perkusja
Producent: Uwe Nettelbeck


Komentarze

  1. Kiedys sprawdzilem debiut Fausta,tam naprawde slychac male umiejetnsci instrumentalisctow(cos na poziomie Nirvany),co w muzyce z tej epoki niegdy nie spotkalem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w tej muzyce bynajmniej nie chodzi o szpanowanie umiejętnościami, tylko o kreatywne eksperymenty. A "Faust IV" zawiera zupełnie inną muzykę niż eponimiczny debiut.

      Usuń
  2. "Sad Skinhead" to jedna z moich ulubionych piosenek pop wszechczasów. :) Sam tytuł wymiata, a w połączeniu z aranżacją i tekstem nie może przestać mnie bawić.
    "Krautrock" oczywiście jest tytułem ironicznym, gdyż sami muzycy Faust ponoć tego terminu nie znosili.
    No i faktycznie płyta do dzisiaj brzmi jak nagrana wczoraj. Wstyd, że musiało minąć tyle lat, zanim ją poznałem (tzn. z 3-4 lata temu chyba), skoro to jedna z tych rzeczy, na których faktycznie stoi dzisiejsza muzyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei gdzieś czytałem, że muzycy Faust byli jednymi z nielicznych, którzy tę nazwę akceptowali.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)