1 czerwca 2020

[Recenzja] Jackie McLean - "Destination... Out!" (1964)



Już w okładkowej notce "One Step Beyond", napisanej przez samego McLeana, saksofonista zapowiadał następny album nagrany w tym samym składzie, na którym obierze jeszcze nowocześniejszy i bardziej swobodny kierunek. Stąd też tytuł kolejnego wydawnictwa, "Destination... Out!", w wolnym tłumaczeniu: "Cel osiągnięty". W nagraniach, tradycyjnie odbywających się w studiu Rudy'ego Van Geldera, uczestniczył jednak nieco inny zespół - z poprzedniego składu, poza liderem, zostali tylko Grachan Moncur III i Bobby Hutcherson. Tony Williams był już najwyraźniej pochłonięty współpracą z Milesem Davisem, a jego miejsce zajął inny ceniony bębniarz, Roy Haynes. Funkcję basisty tym razem objął mniej znany Larry Ridley.

Na przestrzeni 1963 roku McLean, Moncur i Hutcherson odbyli razem aż trzy sesje; podczas pierwszej i ostatniej towarzyszył im Williams. W kwietniu zarejestrowali "One Step Beyond", we wrześniu "Destination... Out!", a w listopadzie - "Evolution". Ten ostatni ukazał się już pod nazwiskiem Moncura. Ciekawe, że rola puzonisty rosła z każdą sesją. Na pierwszym z tych wydawnictw wraz z liderem dostarczyli po równo kompozycji, ale już na następnym jego utwory dominują w stosunku trzy do jednego (na trzecim jest już jedynym kompozytorem). Tak więc choć "Destination... Out!" nominalnie jest albumem saksofonisty, to jednak większy wpływ na jego charakter miał prawdopodobnie Moncur. To zresztą jego tematy, jego pomysły aranżacyjne, typowy dla niego minorowy nastrój oraz charakterystyczne brzmienie puzonu - instrumentu wcale nie tak częstego w muzyce jazzowej - najbardziej przykuwają tutaj uwagę, na równi z wyeksponowanymi partiami wibrafonu Hutchersona. Do gry McLeana trudno się przyczepić, ale często zdaje się postacią niemal drugoplanową. Także sekcja rytmiczna, choć ze swoich obowiązków wywiązująca się wzorowo. konsekwentnie pozostaje w tle.

Jedyna kompozycja lidera, wyróżniająca się bardziej żywiołowym charakterem "Kahlil the Prophet", z całkiem porywającymi solówkami altu, to po prostu bardzo przyjemny, bardzo solidny, ale raczej standardowy hard bop, który niknie wśród setek podobnych nagrań. Natomiast trzy kompozycje Moncura, z tym swoim wieczorowym, czasem wręcz nieco onirycznym nastrojem, ale też naprawdę błyskotliwymi tematami oraz takim wykonaniem, to już dużo wyższa półka. I to właśnie dzięki nim "Destination... Out!" jest nie tylko jednym z wielu jazzowych albumów lat 60., ale jednym z tych, o których faktycznie warto pamiętać i polecać kolejnym pokoleniom słuchaczy. Choć prawdziwe mistrzostwo zostało osiągnięte dopiero na "Evolution", gdy stery całkowicie przejął Grachan Moncur.

Ocena: 8/10



Jackie McLean - "Destination... Out!" (1964)

1. Love and Hate; 2. Esoteric; 3. Kahlil the Prophet; 4. Riff Raff

Skład: Jackie McLean - saksofon altowy; Grachan Moncur III - puzon; Bobby Hutcherson - wibrafon; Larry Ridley - kontrabas; Roy Haynes - perkusja
Producent: Alfred Lion


1 komentarz:

  1. W swoim tłumaczeniu gubisz jedno ważne znaczenie tytułu, który w oryginalnym brzmieniu sugeruje też nową drogę zespołu, wyjście poza bopowe schematy. Bardzo dobra płyta, McLean warty jest przypomnienia. Choć dla mnie jego najważniejsze albumy to: "New and Old Gospel" z Colemanem, "'bout Soul" i "Demon's Dance".

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane, ale jeśli uznam je za ciekawe, umieszczę odpowiedzi na nie na stronie "FAQ / Q&A".