21 stycznia 2020

[Recenzja] Magma - "Attahk" (1978)



Okładka "Attahk" zdecydowanie nie należy do najładniejszych w dyskografii Magmy, Nie jest to też jedna z najbardziej udanych prac H.R. Gigera (mającego przecież na koncie także intrygujące grafiki zdobiące "Brain Salad Surgery" Emerson, Lake & Palmer czy "Pictures" Island). Nieco lepiej prezentuje się zawartość muzyczna, choć nie należy do najlepszych albumów francuskiego zespołu. Materiał powstał jesienią 1977 roku, po kilkumiesięcznej przerwie w działalności. Christian Vander zebrał niemal całkowicie nowy skład. Z muzyków występujących na wcześniejszych wydawnictwach zostali tylko Klaus Blasquiz i Stella Vander, aczkolwiek rola tego pierwszego jest znacznie mniejsza niż wcześniej - funkcję głównego wokalisty całkowicie przejął Vander.

Longplay z jednej strony stanowi kontynuację wcześniejszych dokonań. Nie brakuje tu zatem charakterystycznych dla twórczości tego zespołu elementów: teatralnych lub operowych partii wokalnych w wymyślonym języku, transowych rytmów, potężnego basu i melodyjnych tematów pianina. Wróciły też instrumenty dęte, z których praktycznie zrezygnowano po trzech pierwszych albumach. Nawet budowa albumu przypomina wcześniejsze "Mëkanïk Dëstruktïẁ Kömmandöh" i "Ẁurdah Ïtah" - kilka krótszych utworów tworzy bardzo spójną całość. Z drugiej strony, uwagę zwracają nowe rozwiązania: szersze niż dotąd wykorzystanie syntezatorów (np. "Maahnt"), wyraźna inspiracja muzyką afroamerykańską (funkowe linie basu np. w "The Last Seven Minutes" i "Liriïk Necronomicus Kahn", gospelowe zaśpiewy w "Spiritual (Negro Song)") i zauważalny zwrot ku bardziej przystępnemu graniu, czasem kierującemu się w jakby nieco popowe rejony ("Rindë", "Dondaï"). Zespół zachowuje tu jednak rozpoznawalność, a nowe elementy są na ogół tylko dodatkiem. I to w sumie prowadzi do największego zarzutu, jaki mam do tego albumu. Jest zbyt zachowawczy. Pomimo pewnego odświeżenia, jest zbyt podobny do wcześniejszych wydawnictw Magmy. Jednocześnie, przez swój bardziej komercyjny charakter, jest od nich mniej interesujący pod względem artystycznym.

"Attahk" to wciąż bardzo solidnie wykonana i czasem naprawdę zgrabnie skomponowana muzyka. Zespół nie schodzi poniżej pewnego poziomu, ale i nie osiąga takich wyżyn, jak na wcześniejszych albumach. Pomimo większej przystępności, raczej nie polecałbym tego longplaya na początek znajomości z Magmą - nie jest to chyba wystarczająco porywający materiał, by zachęcić do dalszego zagłębiania się w twórczość zespołu. A niemal wszystkie pozostałe albumy zespołu są lepsze od tego.

Ocena: 7/10



Magma - "Attahk" (1978)

1. The Last Seven Minutes (1970-1971, Phase I); 2. Spiritual (Negro Song); 3. Rindë (Eastern Song); 4. Liriïk Necronomicus Kahnt (in which our heroes Ürgon & Ğorğo Meet); 5. Maahnt (The Wizard's Fight Versus the Devil); 6. Dondaï (To an Eternal Love); 7. Nono (1978, Phase II)

Skład: Christian Vander - wokal, perkusja i instr. perkusyjne, instr. klawiszowe; Tony Russo - trąbka; Jacques Bolognesi - puzon; Benoit Widemann - instr. klawiszowe; Jean-Luc Chevalier - gitara basowa; Guy Delacroix - gitara basowa; Klaus Blasquiz - instr. perkusyjne, dodatkowy wokal; Stella Vander, Rene Garber, Lisa Bois - dodatkowy wokal
Producent: Laurent Thibault


1 komentarz:

  1. Okładka jak dla mnie super, choć nie do końca wiem, co przedstawia. Bosko-dyktatorską potęgę Magmy w alernatywnym wszechświecie? ;) A płyta jak na Magmę dość przystępna, ale dzięki temu wracam do niej równie często, co do pozostałych z lat 70. (oczywiście MDK to to nie jest).
    Za to "Merci" to dopiero odjazd. ;)

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane, ale jeśli uznam je za ciekawe, umieszczę odpowiedzi na nie na stronie "FAQ / Q&A".