20 września 2019

[Recenzja] Univers Zero - "Univers Zero" (1977)



Sytuacja na rynku fonograficznym dla wykonawców grających niekomercyjną muzykę zaczęła być w drugiej połowie lat 70. coraz trudniejsza. Muzycy brytyjskiej grupy Henry Cow, zmagający się z niechęcią wytwórni płytowych. postanowili stworzyć organizację zrzeszającą podobnych im artystów z całej Europy. Tak narodził się ruch i stowarzyszenie w jednym, któremu nadano nazwę Rock in Opposition. Na początek zaproszono do niego cztery inne zespoły: szwedzki Samla Mammas Manna, włoski Stormy Six, francuski Etron Fou Leloublan, a także belgijski Univers Zero. 12 marca 1978 roku cała piątka wystąpiła razem podczas zorganizowanego w Londynie (z finansową pomocą Arts Council of Great Britain) festiwalu Rock in Opposition. Podobne wydarzenia organizowano w kolejnych miesiącach, a skład stowarzyszenia poszerzył się o belgijki Aksak Maboul, francuski Art Zoyd, a także brytyjski Art Bears, założony przez muzyków rozwiązanego Henry Cow. Organizacja zakończyła działalność pod koniec 1979 roku.

Niniejszą recenzją rozpoczynam nieregularny cykl poświęcony wykonawcom z kręgu RiO. Na początek wybrałem grupę Univers Zero.

Założycielem zespołu jest perkusista Daniel Denis. Muzyczną karierę rozpoczął w wieku siedemnastu lat, zakładając w 1970 roku swoją pierwszą grupę, Arkham (jej nazwa została zaczerpnięta z prozy H.P. Lovecrafta). W tamtym czasie był pod silnym wpływem sceny Canterbury, szczególnie grup Soft Machine i Egg, co słychać na jedynym, eponimicznie zatytułowanym albumie grupy, wydanym dopiero w 2002 roku. Zespół został rozwiązany w 1972 roku, a Denis na krótko zasilił składy francuskiej Magmy i holenderskiego Supersister. Niedługo potem założył własny Necronomicon (nazwa znów zainspirowana została Lovecraftem), który z biegiem czasu i zmieniającego się składu został przemianowany na Univers Zero. Pierwszych nagrań dokonano dopiero po dłuższym czasie, w ciągu trzech sierpniowych dni 1977 roku. Jeszcze w tym samym roku eponimiczny album został wydany w Belgii i Francji, nakładem niezależnych wytwórni. W późniejszych latach był kilkakrotnie wznawiany (także w Stanach i Japonii), czasami pod tytułem "1313", nawiązującym do numeru katalogowego pierwszego wydania belgijskiego (EF 1313).

Utwory zawarte na albumie mają nieprzewidywalne, cały czas się rozwijające struktury. Zupełnie jak u Henry Cow, z tą różnicą, że Univers Zero jeszcze mocniej odchodzi od rocka, przynajmniej w kwestii brzmienia. Choć sekcja rytmiczna zapewnia rockową dynamikę (poza ostatnim, najbardziej kameralnym utworem, "Complainte"), a sporadycznie pojawiają się też partie gitary elektrycznej, to istotną rolę odgrywają tu zupełnie nierockowe instrumenty, jak skrzypce, altówka, wiolonczela, fisharmonia, klawesyn i fagot. Wyraźnie słyszalna jest inspiracja muzyką kameralną, zwłaszcza XX-wieczną i twórczością takich kompozytorów, jak Igor Stravinsky i Béla Bartók, których z kolei inspirowała muzyka ludowa. Stąd i muzyka Univers Zero może kojarzyć się z jakimiś dawnymi obrzędami, co w połączeniu z jej mrocznym nastrojem wywołuje dość upiorne wrażenie. Twórczość zespołu brzmi jak ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego horroru - jednak mistrzostwo w tej dziedzinie muzycy osiągnęli dopiero na późniejszych wydawnictwach.

Eponimiczny album Belgów to intrygujące wydawnictwo, aczkolwiek głównie za sprawą nietypowego (w kontekście rocka) instrumentarium i tworzonego za jego pomocą klimatu, a nie samych kompozycji, którym daleko do błyskotliwości zaprzyjaźnionego Henry Cow. 

Ocena: 7/10



Univers Zero - "Univers Zero" (1977)

1. Ronde; 2. Carabosse; 3. Docteur Petiot; 4. Malaise; 5. Complainte

Skład: Marcel Dufrane - skrzypce; Patrick Hanappier - skrzypce, altówka, wiolonczela; Michel Berckmans - fagot; Emmanuel Nicaise - fisharmonia, klawesyn; Roger Trigaux - gitara; Christian Genet - bass; Daniel Denis - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Eric Faes


2 komentarze:

  1. Właściwie można powiedzieć, że serię poświęconą RIO rozpocząłeś wraz z recenzją debiutu Henry Cow :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniekąd tak, ale wtedy w planach były tylko recenzje Henry Cow i Art Bears, a teraz planuję szerzej przyjrzeć się pozostałym (nie wszystkim) zespołom z tego nurtu, własnie w kontekście całego nurtu, o którym nawet nie było mowy we wcześniejszych recenzjach ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.