13 sierpnia 2019

[Recenzja] Anthony Williams - "Life Time" (1964)



W grudniu 1964 roku Tony Williams skończył dopiero dziewiętnaście lat. W niektórych stanach USA wciąż nie mógł kupić legalnie alkoholu (co zresztą stwarzało problemy podczas występów w lokalach, które alkohol sprzedawały). Cieszył się już za to sławą niezwykle utalentowanego bębniarza. A na koncie miał już nagrania m.in. u boku Grachana Moncura III ("Evolution"), Erica Dolphy'ego ("Out to Lunch!"), Herbiego Hancocka ("My Point of View", "Empyrean Isles"), Sama Riversa ("Fuchsia Swing Song") i przede wszystkim Milesa Davisa, jako stały członek jego nowego zespołu, wkrótce nazwanego Drugim Wielkim Kwintetem. Zdążył też przygotować jeden album pod swoim nazwiskiem, wydany właśnie w 1964 roku, nakładem Blue Note, pod tytułem "Life Time".

Nagrania na longplay odbyły się 21 i 24 sierpnia 1964 roku, oczywiście w Van Gelder Studio. Pierwszego dnia perkusiście towarzyszył saksofonista Sam Rivers oraz basiści Richard Davis i Gary Peacock. Drugiego dnia wsparli go zupełnie inni muzycy: Bobby Hutcherson, a także dwaj koledzy z kwintetu Milesa, Herbie Hancock i Ron Carter. Kompozytorem całego materiału jest Tony Williams. Ale tak naprawdę nie o kompozycje tutaj chodzi, bo tematy są często dość szczątkowe, o ile w ogóle można się ich doszukać. "Life Time" to przede wszystkim niezwykle kreatywne wykonanie, właściwie nie freejazzowe, ale bardzo swobodne, świadomie odchodzące od bopowej konwencji i schematów.

Z pierwszego dnia sesji pochodzą przede wszystkim dwie odsłony "Two Pieces of One", trwające w sumie prawie dziewiętnaście minut i wypełniające całą stronę A winylowego wydania. W pierwszej z nich, "Red", istotną rolę odgrywają partie dwóch kontrabasistów, używających różnych technik gry, ekspresyjne solówki Riversa, a także pomysłowa gra Williamsa. "Green" to już przede wszystkim nie mniej kreatywny popis ostatniej dwójki, z niewielkim udziałem kontrabasów. Bardzo awangardowe i odważne to granie. "Tomorrow Afternoon", zarejestrowany bez udziału Richarda Davisa, to już bardziej przystępne nagranie, bliskie bopowej tradycji. Co nie znaczy, że całkiem konwencjonalne. Williams i Peacock swingują, ale bardzo finezyjnie, nie unikając różnych urozmaiceń. Rivers gra bardziej melodyjnie, ale na granicy tonalności. Zwłaszcza w drugiej połowie muzycy się rozkręcają i grają naprawdę ekspresyjnie.

Nie mniej ciekawie prezentują się nagrania z drugiego dnia sesji. Szczególnie ośmiominutowy "Memory" - swobodna, abstrakcyjna improwizacja, oparta na dźwiękach perkusji i perkusjonalii Williamsa, wibrafonu i marimby Hutchersona oraz pianina Hancocka. Najbardziej zaskakującym utworem jest jednak finałowy "Barb's Song to the Wizard", nagrany bez udziału... lidera. To duet Hancocka i Cartera. Pierwszy gra bardzo ładne dźwięki na pianinie, podczas gdy drugi dodaje bardziej awangardowe partie kontrabasu. Williams wyszalał się w poprzednich utworach, tę kompozycję oddał natomiast swoim starszym kolegom, co było doskonalą decyzją, bo po prostu perkusja nie jest tu w ogóle potrzebna.

"Life Time" to niezwykle kreatywny popis młodego perkusisty, zachwycającego z jednej strony swoją wyrafinowaną, potężną grą, a z drugiej odważnym, niekonwencjonalnym materiałem. Oczywiście, nie można zlekceważyć wkładu pozostałych wybitnych instrumentalistów, jacy się tutaj udzielają (choć trochę szkoda, że w żadnym utworze nie gra więcej, niż trzech z nich), jednak to Tony Williams jest tu centralną postacią, nawet gdy jego rola ogranicza się tylko do wskazówek dla innych muzyków, jak w ostatnim utworze. Błyskotliwy debiut wybitnego muzyka, nie będącego już wprawdzie debiutantem, ale stojącego dopiero u samego progu wspaniałej kariery.

Ocena: 9/10



Anthony Williams - "Life Time" (1964)

1. Two Pieces of One: Red; 2. Two Pieces of One: Green; 3. Tomorrow Afternoon; 4. Memory; 5. Barb's Song to the Wizard

Skład: Tony Williams - perkusja i instr. perkusyjne (1-4); Sam Rivers - saksofon tenorowy (1-3); Gary Peacock - kontrabas (1-3); Richard Davis - kontrabas (1,2); Bobby Hutcherson - wibrafon i marimba (4); Herbie Hancock - pianino (4,5); Ron Carter - kontrabas (5)
Producent: Alfred Lion


7 komentarzy:

  1. "Nie mógł kupić alkoholu" Dobra ale jakie to ma znaczenie, widziałem to już w niejednej publikacji że ktoś by nie mógł kupić alkoholu w stanach. No i co to o niczym nie świadczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podkreśla to, że już w tak bardzo młodym wieku był bardzo poważanym, utalentowanym i doświadczonym muzykiem.

      Usuń
    2. Tak domyślam się, po prostu już nie wytrzymałem psychicznie z tym przykładem i musiałem to napisać.

      Usuń
    3. Ale to przecież ciekawe, że z jednej strony był tak cenionym muzykiem, brał już udział w kilku sesjach nagraniowych (w tym przynajmniej jednego wybitnego albumu - "Out to Lunch!", choć może powinienem też wymienić "Evolution"), a na własne koncerty musiał wchodzić tylnym wejściem klubu, bo jako niepełnoletni (według przepisów niektórych Stanów) nie miał tam prawa w ogóle przebywać.

      Usuń
    4. No w sumie to ciekawa ciekawostka, której nie podałeś w recenzji. Ale to nic, najważniejsza jest muzyka. A takie luki prawne zawsze są śmieszne.

      Usuń
    5. Jak to nie podałem? A tekst w nawiasie w drugim zdaniu?

      Usuń
  2. Pamiętam, jak parę miesięcy temu pytałem się ciebie o karierę solową Williamsa sprzed Lifetime i powiedziałeś, że nieszczególnie cię zachwyciła. Ciesze się, że zmieniłeś zdanie ;). Świetny album, jeden z moich ulubionych wydanych przez blue note.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane, ale jeśli uznam je za ciekawe, umieszczę odpowiedzi na nie na stronie "FAQ / Q&A".