16 czerwca 2019

[Recenzja] Gong - "You" (1974)



Album "You" to trzecia część trylogii "Radio Gnome Invisible". Nie sposób jednak znaleźć tej informacji na okładce, która pod względem graficznym wyraźnie odstaje od obu poprzednich. Był to prawdopodobnie efekt kolejnych spięć w zespole. Klawiszowiec Tim Blake uważał bowiem, że charakterystyczne dla Gong elementy humorystyczne - jak dziwaczne wokale i głupie teksty - sprawiają, że zespół nie jest traktowany poważnie przez krytyków i zwykłych słuchaczy. Blake długo dyskutował na ten temat z Daevidem Allenem, aż obaj muzycy doszli do porozumienia - zespół miał w większym stopniu skupić się na tworzeniu interesującej muzyki, a ograniczyć wygłupy.

Sesja nagraniowa "You" odbyła się latem 1974 roku, ponownie (bowiem właśnie tam nagrano pierwszą części trylogii, "Flying Teapot", a także zmiksowano drugą, "Angel's Egg") w brytyjskim studiu The Manor. W studiu pojawili się wszyscy muzycy, biorący udział w nagraniu poprzedniego longplaya: Daevid Allen, Tim Blake, Didier Malherbe, Steve Hillage, Mike Howlett, Mireille Bauer, Gilli Smyth i Pierre Moerlen. Ostatnia dwójka wróciła po krótkiej przerwie - Smyth nie brała udziału w koncertach z powodu ciąży (początkowo zastępowała ją Diane Stewart, a następnie Miquette Giraudy, która wzięła też udział w nagraniu albumu), natomiast Moerlen odszedł z powodu napiętej sytuacji w zespole (na występach zastępował go były członek Gong, Rob Tait). Ostatecznie perkusista nie tylko wrócił, ale też przyprowadził do studia swojego brata, Benoita, który zagrał na perkusjonaliach.

Album rozpoczyna seria miniaturowych utworów, trwających w sumie niewiele ponad pięć minut. "Thoughts for Naught", "A P.H.P.'s Advice" i "Magick Mother Invocation" zdominowane są przez wokalne wygłupy Allena i Smyth, a tym samym bliskie wcześniejszej twórczości Gong. Ostatnia z nich pełni rolę wstępu do pierwszej dłuższej kompozycji, sześciominutowego "Master Builder" (znanego tez jako "Om Riff"). A to już rzecz naprawdę intrygująca: psychodeliczno-jazzrockowy jam, zbudowany wokół transowej gry sekcji rytmicznej, z kosmicznym tłem klawiszy, fantastycznymi solówkami saksofonu i gitary, a także stosunkowo niewielką ilością partii wokalnych (zachowujących humorystyczny charakter).

Jeszcze bardziej zaskakuje dziewięciominutowy "A Sprinkling of Clouds". Utwór całkowicie instrumentalny, o zdecydowanie bardziej poważnym charakterze. To doskonałe połączenie dalekowschodniego klimatu, kosmicznej elektroniki, a także jazzujących partii gitary, saksofonu i fletu. Blake, Hillage i Malherbe w końcu mogli pokazać pełnię swoich instrumentalnych możliwości, a towarzyszy im nie mniej porywająca, wyrafinowana gra rozbudowanej sekcji rytmicznej. Allen i Smyth nie odegrali w tym nagraniu żadnej roli. Poniekąd wynagradzili to sobie w "Perfect Mystery" - niewiele ponad dwuminutowym kawałku, w warstwie instrumentalnej będącym konwencjonalną piosenką, jednak urozmaiconą humorystyczną warstwą wokalną.

Daje to chwilę oddechu przed kolejnym fantastycznym jamem. Dziesięciominutowy "The Isle of Everywhere" zbudowany jest na rewelacyjnej grze sekcji rytmicznej, o wyraźnie tanecznym, funkowym pulsie, ale zarazem interesująco urozmaiconej. Na tym tle rozbrzmiewają kosmiczne szepty Smyth, elektronika Blake'a, a także kolejne wspaniałe, rozbudowane solówki Malherbe'a i Hillage'a. Cały zespół wspina się tutaj na wyżyny. A to jeszcze nie koniec, bo na finał pojawia się najdłuższy, ponad jedenastominutowy "You Never Blow Yr Trip Forever". Kolejny jam, ale tym razem z dużą ilością zwariowanych partii wokalnych. Stanowi zatem podsumowanie albumu, a także całej trylogii. Najciekawiej wypadają tutaj pierwsze dwie minuty, z warstwą instrumentalną przypominającą... hiphopowe podkłady. W dalszej części również nie brakuje interesujących momentów, ale całość wydaje się nieco chaotyczna, a wokalne wygłupy ograniczają instrumentalistów. Jednak taki utwór niewątpliwie był potrzebny, aby właściwie zamknąć trylogię.

"You" niewątpliwie jest kompromisem osiągniętym przez muzyków mających różne artystyczne wizje. I właśnie za sprawą tego kompromisu udało się stworzyć wspaniały, niepowtarzalny album. Dzięki wygłupom Daevida Allena i Gilli Smyth zachowane zostało charakterystyczne dla Gong poczucie dystansu, typowy humor i swoboda, a także natychmiastowa rozpoznawalność. Natomiast artystyczne ambicje pozostałych muzyków zaowocowały interesującym rozwojem dotychczasowej stylistyki, wzbogaceniem jej o nowe elementy. Nie brakuje tutaj naprawdę genialnych utworów, świadczących o większej dojrzałości zespołu. Jednak z drugiej strony, te bardziej humorystyczne kawałki wypadają wyraźnie słabiej, nie tylko w porównaniu z resztą albumu, ale też z podobnymi utworami z dwóch poprzednich albumów. Nie przeszkadza mi to podczas słuchania "You", do którego od paru tygodni często wracam i wciąż wywołuje taki sam zachwyt. Jednak powstrzymuje mnie to przed daniem maksymalnej oceny, nad którą poważnie się zastanawiałem.

Ocena: 9/10



Gong - "You" (1974)

1. Thoughts for Naught; 2. A P.H.P.'s Advice; 3. Magick Mother Invocation; 4. Master Builder; 5. A Sprinkling of Clouds; 6. Perfect Mystery; 7. The Isle of Everywhere; 8. You Never Blow Yr Trip Forever

Skład: Daevid Allen - wokal i gitara; Gilli Smyth - wokal; Didier Malherbe - saksofony, flet, dodatkowy wokal; Tim Blake - syntezatory, melotron; Steve Hillage - gitara; Mike Howlett - bass; Pierre Moerlen  - perkusja i instr. perkusyjne; Mireille Bauer - instr. perkusyjne; Benoit Moerlen - instr. perkusyjne; Miquette Giraudy - dodatkowy wokal
Producent: Simon Heyworth i Gong


11 komentarzy:

  1. Można powiedzieć że Gong to zespół prog rock'owy i ile ma on wspólnego z tym stylem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rock progresywny to nie konkretny styl grania, tylko muzyka wykraczająca poza ciasne ramy rocka. Gong jak najbardziej jest zespołem progresywnym.

      Usuń
    2. To super, bo zaokrągliłem sobie tą wielką 6stkę czy ósemkę prog rocka i dodałem do tego Gong'a no i mam 10tkę z której znam dopiero 2 zespoły na wylot.

      Usuń
    3. Jest znacznie więcej progresywnych zespołów, które trzeba znać.

      Główny nurt:
      Emerson, Lake & Palmer
      Genesis
      Gentle Giant
      Jethro Tull
      King Crimson
      Pink Floyd
      Van der Graaf Generator
      Yes

      Scena Canterbury:
      Caravan
      Gong
      Hatfield and the North
      Matching Mole
      National Health
      Soft Machine

      Krautrock:
      Can
      Agitation Free
      Amon Duul II
      Ash Ra Temple
      Embryo
      Faust
      Popol Vuh
      Tangerine Dream

      Awangarda (zeuhl, rock in opposition i inne):
      Art Bears
      Art Zoyd
      Captain Beefheart
      Dun
      Eskaton
      Frank Zappa
      Henry Cow
      Kultivator
      Magma
      Samla Mammas Manna
      Univers Zero

      Usuń
    4. Dzięki! za podsunięcie tych wszystkich nazw, można powiedzieć że chodziło mi tylko o główny nurt i tak go sobie zaokrągliłem to tych 10ciu. A dalsze zespoły które wymieniłeś mogą być bocznym nurtem zaraz dodam na listę aby nie popadły w zapomnienie.

      Usuń
    5. Piękna lista! A skoro Tangerine Dream, to i NEU!, i Kraftwerk. ;) Ale to może już za dużo zespołów które "trzeba".

      Usuń
    6. Właśnie część krautrockowa wydaje mi się nieco uboga, ale z drugiej strony - twórczość wielu innych grup, które też grały bardzo dobrą muzykę, jednak nie jest tak esencjonalna. A jeśli chodzi o Kraftwerk, to jego najważniejsze rzeczy nie mają już nic wspólnego z krautrockiem (w sumie podobnie, jak Tangerine Dream, ale ich okres krautrockowy był jednak ciekawszy). NEU! pewnie powinienem był uwzględnić.

      Usuń
    7. No, właśnie te krautrockowe rzeczy i Mandarynek, i Elektrowni nie do końca mnie przekonują i myślałem że umieszczasz tych pierwszych za Fajdrę i Strastosferę. :P Właściwie zanim nie zacząłeś ich recenzować, nie zdawałem sobie sprawy, że zadebiutowali już w 1970 roku.

      Usuń
    8. Wymieniłem Tangerine Dream także ze względu na te późniejsze albumy, ale też za wczesne, które w przeciwieństwie do Ciebie, mnie przekonują.

      Usuń
  2. Ale okładka tej płyty jest piękna, te napisy trochę duże no ale te kolory. Cudo!

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.