15 maja 2019

[Recenzja] Tangerine Dream - "Rubycon" (1975)



W styczniu 1975 roku Edgar Froese, Peter Baumann i Christopher Franke powrócili do studia The Manor, by nagrać następcę przełomowej - zarówno pod względem stylistycznym, jak i komercyjnym - "Phaedry". W nagraniach ponownie wykorzystane na szeroką skalę zostały syntezatory i sekwencery, ale nie zapomniano o bardziej tradycyjnych instrumentach, jak pianina akustyczne i elektryczne, organy, melotron, gitara czy gong (część z nich została jednak specjalnie spreparowana). Pojawiają się też chóry. Początkowo w sesji miał wziąć udział prawdziwy chór, jednak okazało się to zbyt problematyczne z przyczyn organizacyjnych i technicznych. Ostatecznie muzycy sami nagrali te partie, a następnie odpowiednio przetworzyli je za pomocą syntezatorów, aby osiągnąć pożądany efekt.

"Rubycon", jak zatytułowano album, składa się tylko z dwóch utworów, trwających po siedemnaście minut z sekundami. Choć zatytułowano je odpowiednio "Rubycon (Part One)" i "Rubycon (Part Two)", nie jest to jedno nagranie podzielone na dwie części z powodu czasowych ograniczeń płyty winylowej. Każdy z nich posiada bowiem nieco inny charakter i zdaje się tworzyć zamkniętą całość. Oba utwory mają natomiast podobną budowę. Każdy składa się z trzech części: klimatycznego początku o dość luźnej strukturze; bardziej energetycznej i poukładanej części środkowej, opartej na pulsującej, ostinatowej linii basu z sekwencera; a także znów klimatycznego, swobodnego zakończenia. Zespół interesująco rozwinął tutaj pomysły z poprzedniego albumu. O ile "Phaedra" dała początek tzw. szkole berlińskiej, tak "Rubycon" umacnia pozycje Tangerine Dream na elektronicznej scenie. Muzykom udało się fascynująco wzbogacić niedawno wymyśloną stylistykę. Mowa przede wszystkim o wspomnianym chórze, słyszanym w pierwszej części "Part Two", wyraźnie zdradzającej inspirację twórczością Györgya Ligetiego, XX-wiecznego węgierskiego kompozytora (powszechnie kojarzonego dzięki filmom Stanleya Kubricka, w których wykorzystano jego dzieła, takich jak "Lśnienie", "Oczy szeroko zamknięte" i przede wszystkim "2001: Odyseja kosmiczna").

"Rubycon" jest świadectwem dojrzałości zespołu, jego najbardziej (przynajmniej do tamtej pory) przemyślanym i dopracowanym w najmniejszym szczególe dziełem. Zwraca uwagę mistrzowskim kreowaniem klimatu i inteligentnym wykorzystaniem technologicznych nowinek. W połowie lat 70. był to niewątpliwie najbardziej nowoczesny i świeży rodzaj muzyki, a wpływ ówczesnej twórczości Tangerine Dream jeszcze długo miał być słyszalny na elektronicznej scenie. Sam "Rubycon" okazał się także największym komercyjnym sukcesem zespołu (doszedł do 10, miejsca UK Albums Chart - o pięć pozycji wyżej, niż "Phaedra"). Ale to przede wszystkim ze względów artystycznych należy znać ten longplay.

Ocena: 9/10



Tangerine Dream - "Rubycon" (1975)

1. Rubycon (Part One); 2. Rubycon (Part Two)

Skład: Edgar Froese - melotron, organy, syntezator, gitara, gong; Peter Baumann - organy, syntezator, pianino, pianino elektryczne, głos; Christopher Franke - syntezator, organy, pianino, głos
Producent: Tangerine Dream


3 komentarze:

  1. Biję się w pierś, ale przez długie lata jakoś nie mogłem się do tej płyty przekonać. Miałem winyla, którego sprezentowałem znajomemu, później kupiłem wersję kompaktową i stała zafoliowana przez długie lata. Dopiero w okolicach przełomu wieków, robiąc porządki w płytotece postanowiłem wrócić do "Rubycona" i... zakochałem się (jednocześnie biłem głową w ścianę dlaczego przez tyle lat do niej nie wracałem). Ta miłość pozostała do dziś. Nawet ze dwa tygodnie temu przerobiłem ten album kilkukrotnie. Znakomita pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co to jest sekwencer?Gdzie jeszcze był używany do tworzenia lini basowych?

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.