8 lutego 2019

[Recenzja] Ashra - "Blackouts" (1978)



Drugi album Manuela Göttschinga wydany pod szyldem Ashra rozwija pomysły z "New Age of Earth" i wcześniejszego, solowego "Inventions for Electric Guitar". Także tym razem muzyk nie skorzystał z niczyjej pomocy i całość zarejestrował zupełnie samodzielnie, za pomocą gitary, klawiszy i studyjnego sprzętu. Studyjna obróbka odgrywa tu bowiem nie mniejszą rolę, niż nagrane partie instrumentalne. Kompozycje są tworzone w podobny sposób, jak robili to minimalistyczni twórcy w rodzaju Terry'ego Rileya czy Steve'a Reicha - poprzez nakładanie kolejnych ścieżek z zapętlonymi dźwiękami. "Blackouts" dość istotnie różni się jednak od poprzednich albumów, będąc próbą połączenia technik minimalizmu z bardziej rockowym podejściem. Próbą naprawdę udaną.

Album wypełniają głównie stosunkowo krótkie (rzadko przekraczające siedem minut) utwory. W nagraniach ze strony A winylowego wydania - "77 Slightly Delayed", "Midnight on Mars" oraz połączonych ze sobą "Don't Trust the Kids" i "Blackouts" - główną rolę odgrywają dość tradycyjne gitarowe solówki, grane na minimalistycznych podkładach stworzonych z kilku zapętlających się ścieżek (gitarowych i klawiszowych). Göttsching nie popisuje się techniką, stawia na klimat i tworzenie dźwiękowych pejzaży. Najładniej wyszło to w "Midnight on Mars", w którym gitarowe frazy i ich brzmienie kojarzą się z Davidem Gilmourem, jednak w grze Manuela jest więcej swobody i przestrzeni. "Shuttle Cock" to już natomiast utwór oparty w większym stopniu na pętlach, układających się w ciekawe wzory, ulegające stopniowym przetworzeniom. Mocno taneczny  (ale nie w tandetny sposób) charakter tego nagrania to już jakby zapowiedź słynnego "E2-E4". Bliższy poprzednich albumów jest z kolei siedemnastominutowy finał longplaya, "Lotus (Parts 1-4)", w którym zapętlające się dźwięki są bardziej nastrojowe, momentami niemal ambientowe, a brzmienie gitary jest trudniejsze do wyłapania.

"Blackouts" to swego rodzaju podsumowanie dotychczasowej kariery Manuela Göttschinga, będąc z jednej strony kontynuacją elektronicznych eksperymentów z drugiej połowy lat 70., jak i w pewnym stopniu powrotem do bardziej rockowego grania z czasów Ash Ra Tempel. Nie ma jednak wrażenia wtórności - z tego połączenia powstała nowa jakość. Jest to być może album mniej eksperymentalny, ale za to nadrabiający dojrzałością. I chyba najlepiej sprawdza się w roli wprowadzenia do twórczości Göttschinga (zarówno solowej, jak i pod szyldami Ashra i Ash Ra Tempel), pokazując różne oblicza jego muzyki, ale również z powodu swojej przystępności.

Ocena: 9/10



Ashra - "Blackouts" (1978)

1. 77 Slightly Delayed; 2. Midnight on Mars; 3. Don't Trust the Kids; 4. Blackouts; 5. Shuttle Cock; 6. Lotus (Parts 1-4)

Skład: Manuel Göttsching - gitara, instr. klawiszowe, sekwencer
Producent: Manuel Göttsching


6 komentarzy:

  1. Apropos Rileya, słyszałeś "Shri Camel"? Bardzo ciekawa rzecz, choć z nieco głupkowatym brzmieniem :D Polecam na któryś wieczór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie słyszałem. Nie zagłębiałem się jeszcze w te poważne rzeczy - jedynie trochę się po nich rozejrzałem, żeby mniej więcej orientować się w inspiracjach jazzmanów i ambitniejszych rockmanów.

      Usuń
    2. Aż takie "poważne" to nie jest ;) Widziałem, że słuchałeś "Music For 18 Musicians" Reicha, "Camel" wg mnie jest znacznie prostszy w odbiorze.

      Usuń
    3. Dodałem do przesłuchania ;)

      Usuń
    4. Właśnie kończę słuchać i o ile mogę się zgodzić, że to ciekawa rzecz, tak nie mam pojęcia o co Ci chodzi z brzmieniem ;) Raczej typowe dla takiej muzyki.

      Usuń
    5. Te plumkające elektroniczne dźwięki nieco kojarzą mi się z 16-bitowymi dźwiękami że starych gier :D Ale może to tylko moje wrażenie albo perspektywa.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.