29 grudnia 2018

[Recenzja] Weather Report - "Weather Report" (1971)



Weather Report to jeden z najsłynniejszych przedstawicieli jazz fusion. Zespół został założony pod koniec 1970 roku przez Joego Zawinula, Wayne'a Shortera i Miroslava Vitouša (choć wkład tego ostatniego był późnej umniejszany przez pierwszą dwójkę). W oryginalnym składzie znaleźli się także Alphonse Mouzon i Airto Moreira. Cała piątka jest z pewnością doskonale znana Czytelnikom, więc nie będę przypominał ich obszernych dokonań (od czego jest zresztą wyszukiwarka?). W dniach 16-18 i 22 lutego oraz 17 marca 1971 roku ci właśnie muzycy zarejestrowali materiał na debiutancki, eponimiczny album Weather Report, wydany w maju tamtego roku.

Rozpoczynający całość "Milky Way" to swego rodzaju wstęp, zbudowany niemal wyłącznie z dźwięków elektrycznego pianina tworzących ambientowy nastrój. Zupełnie innych charakter mają dwa kolejne utwory, "Umbrellas" i "Seventh Arrow". Charakterystyczne brzmienie elektrycznych klawiszy, przeszywające dźwięki saksofonu sopranowego (w drugiej połowie "Seventh Arrow" ocierające się o free jazz), masywny bas (w "Umbrellas" wzmocniony przesterem) i energetyczna gra Mouzona wywołują skojarzenia z koncertowymi dokonaniami Milesa Davisa z okresu po wydaniu "Bitches Brew" (np. występem na Isle of Wight Festival). Potem następuje zmiana klimatu, choć wpływy byłego pracodawcy Shortera i Zawinula wciąż są słyszalne. Tym razem muzycy nawiązują jednak do studyjnej twórczości trębacza z przełomu lat 1969/70, której niewielka część została wydana na "Big Fun" w 1974 roku, a reszta dopiero w boksie "The Complete 'Bitches Brew' Sessions". Utwór "Orange Lady" został zresztą oryginalnie nagrany podczas tamtych sesji (i wydany na obu wspomnianych wyżej wydawnictwach). A ponieważ w chwili nagrywania tego albumu nie było w planach opublikowania wersji Davisa, nie powinno dziwić, że Zawinul postanowił wrócić do tej kompozycji, będącej jedną z najpiękniejszych, jakie napisał. Tutejsza wersja jest nieco oszczędniejsza, ale równie interesująca, głównie za sprawą bogatych partii perkusjonalii. Podobnie subtelny, medytacyjny charakter mają "Morning Lake" i "Waterfall". Ale już "Tears", choć wciąż dość klimatyczny, zagrany jest bardziej żywiołowo. Natomiast finałowy "Eurydice" swinguje w tradycyjnie bopowy sposób, lecz brzmienie klawiszy przypomina, że to jednak nagranie z początku lat 70.

"Weather Report" to kolejny przykład na to, jak interesująco rozwijały się kariery współpracowników Milesa Davisa z elektrycznego okresu jego twórczości. Joe Zawinul i Wayne Shorter niewątpliwie inspirowali się muzyką, którą grali z trębaczem, jednak w zupełnie inny sposób, niż Herbie Hancock w Mwandishi, Chick Corea w Return to Forever czy John McLaughlin w Mahavishnu Orchestra. Zawartości tego albumu najbliżej do pierwowzoru, czasem może nawet za bardzo, ale w końcu Shorter i Zawinul w niemałym stopniu odpowiadają za stworzenie tej stylistyki. Bez ich kompozycji i brzmienia ich instrumentów twórczość Davisa z okresu "Bitches Brew" miałaby z pewnością odmienny charakter. Debiutanckie dzieło Weather Report stanowi zresztą tak udaną kontynuację tamtego longplaya, że naprawdę trudno mieć o to pretensję. Przyczepić się mogę natomiast do tego, że poszczególnym utworom - z wyjątkiem "Orange Lady" i "Umbrellas" - trochę brakuje wyrazistości, przez co przy pierwszych przesłuchaniach za bardzo się ze sobą zlewały. Jednak wraz z kolejnymi odsłuchami, całość zdecydowanie zyskiwała.

Ocena: 8/10



Weather Report - "Weather Report" (1971)

1. Milky Way; 2. Umbrellas; 3. Seventh Arrow; 4. Orange Lady; 5. Morning Lake; 6. Waterfall; 7. Tears; 8. Eurydice

Skład: Joe Zawinul - elektryczne pianino, pianino; Wayne Shorter - saksofon sopranowy; Miroslav Vitouš - bass, kontrabas; Alphonse Mouzon - perkusja, głos; Airto Moreira - instr. perkusyjne
Gościnnie: Don Alias - instr. perkusyjne; Barbara Burton - instr. perkusyjne
Producent: Weather Report


2 komentarze:

  1. Moim zdaniem to ich najlepszy album. Począwszy od „Sweetnighter” (1973) Weather Report systematycznie zaczął dryfować w stronę bardziej komercyjnej odmiany fusion. Bardzo dobrym uzupełnieniem debiutu są koncertowe bootlegi z 1971 roku. Na żywo zespół grał inaczej niż na płycie – kompozycje były dłuższe, głównie dzięki długim partiom solowym poszczególnych instrumentalistów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna płyta ale Sweetnighter i Traveller mimo że już typowo jazz-rockowe to nie znaczy że złe. Po prostu inne ale też świetne.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.