19 grudnia 2018

[Recenzja] Dün - "Eros" (1981)



Dün to jeden z ciekawszych zespołów spoza głównego nurtu, grający muzykę dość trudną w odbiorze, a tym samym niezbyt popularny nawet wśród wielbicieli tzw. NKR-ów. Ta francuska grupa działała przez krótki okres - od 1978 do 1983 roku - i zostawiła po sobie tylko jeden album, zatytułowany "Eros". Nagrany własnym sumptem i tak samo wydany, w nakładzie tysiąca sztuk, sprzedawanych podczas występów. Dopiero w 2000 roku ukazało się pierwsze profesjonalne wydanie. Od tamtej pory album doczekał się kilku francuskich reedycji (w tym na winylu) i jednej japońskiej. Niestety, nawet te wznowienia nie są dziś łatwe do kupienia - zdobycie ich w Polsce jest praktycznie niemożliwe, a zakup za granicą wiąże się ze sporymi kosztami. Zawarta tu muzyka jest jednak warta takich cen. Na pewno warto rozważyć zakup wersji z bonusami, ciekawie urozmaicającymi całość.

Muzycy powoływali się przede wszystkim na inspirację twórczością Franka Zappy - podobieństwa słychać zwłaszcza w podobnym podejściu, zabawie muzyką, ale też w warstwie rytmicznej. Ponadto wyraźnie zauważalne są tu wpływy takich wykonawców, jak Magma (stąd Dün często zaliczany jest, nie do końca chyba słusznie, do zeuhlu), Henry Cow (zespół był bliski dołączenia do organizacji Rock in Opposition), a w mniejszym stopniu King Crimson i Gentle Giant, a może nawet Mahavishnu Orchestra. Dün dzieli z nimi wszystkimi umiejętność łączenia ambitnego rocka, jazzu (szczególnie fusion) i XX-wiecznej awangardy. Instrumentarium stosowane przez grupę oczywiście wykracza poza gitarę, bas i perkusję - obejmuje również flet, pianino, czasem syntezator, a także pełniące bardzo istotną rolę wibrafon i ksylofon.

Album, w oryginalnej wersji, wypełniają cztery rozbudowane kompozycje. Całkowicie instrumentalne (co mocno odróżnia je od Magmy i ogólnie typowego zeuhlu, czy Gentle Giant i większości twórczości Zappy), nie licząc paru wokalnych odgłosów w drugiej połowie płyty. Utwory mają bardzo swobodny charakter, pełno w nich rytmicznych łamańców, dynamicznych skoków i często zmieniających się motywów. Nieprzewidywalne struktury przypominają dokonania Henry Cow. Instrumentaliści nie zapomnieli, że najważniejszy jest efekt całościowy - zadbali o to, aby kolejne motywy logicznie wynikały z poprzednich, dlatego ich mnogość nie wprowadza chaosu, a zachwyca pomysłowością. Klimat albumu jest dość mroczny, jednak gra muzyków nierzadko ma bardzo frywolny charakter, co nasuwa skojarzenia z Zappą i Gentle Giant. Z King Crimson kojarzą się natomiast niektóre partie gitary, przede wszystkim w "Bitonio". Nad całością unosi się natomiast wpływ Magmy, która w podobny - lecz z zupełnie innym efektem - sposób czerpała z jazzu i awangardy.

Wspomniane wcześniej bonusy to przede wszystkim wersje demo, znacznie różniące się od ostatecznych wersji z albumu. Podczas sesji z 1978 ("Arrakis", "Eros") i 1979 roku ("Bitonio", "Arrakis") zespół brzmiał bardziej zeuhlowo (np. krótkie chóralne wokalizy w obu wersjach "Arrakis"), a zarazem silniej słyszalne są wpływy jazzu (obecność saksofonisty Philippe'a Portejoie'a w "Eros" i późniejszej wersji "Arrakis"; partia gitary bardzo w stylu Johna McLaughlina na początku "Bitonio"). Nagrania te dają możliwość przekonania się, jak rozwijały się pomysły zespołu. To cenny dodatek, ale jeszcze ciekawszym bonusem jest nieznana wcześniej kompozycja "Acoustic Fremen" (z 1978 roku), zgodnie z tytułem pokazująca akustyczne, może nawet lekko folkowe wcielenie zespołu - jest to jednak niewiele mniej zakręcone granie, co znane z podstawowego albumu.

Choć lata 80. przyniosły mnóstwo interesującej i wartościowej muzyki z okolic awangardowego rocka progresywnego, skrótowo nazywanego avant-progiem, nie był to czas sprzyjający takiej twórczości. Wykonawcy z tych kręgów działali całkowicie poza mainstreamem i nie mieli żadnych szans na przebicie się, przez co działalność nie była w ogóle opłacalna pod względem materialnym. Nic dziwnego, że wiele grup szybko się poddawało. Tak było i w tym wypadku. Na pewno szkoda, że Dün nie pozostawił po sobie więcej materiału. Jednak ten jeden album całkowicie wystarcza, by podtrzymywać pamięć o takim zespole. "Eros" to jedno z najciekawszych wydawnictw z szeroko pojętej muzyki progresywnej, wyprzedzając swoją kreatywnością i fantastycznym wykonaniem nie jeden bardziej uznany album. Nie jest to oczywiście muzyka, która każdego zainteresuje, ale raczej przez brak chęci muzycznego rozwoju niektórych słuchaczy, niż faktyczną nieprzystępność.

Ocena: 9/10



Dün - "Eros" (1981)

1. L'épice; 2. Arrakis; 3. Bitonio; 4. Eros

Skład: Jean Geeraerts - gitara; Bruno Sabathe - pianino, syntezator; Alain Termolle - wibrafon, ksylofon, instr. perkusyjne; Pascal Vandenbulcke - flet; Thierry Tranchant - bass; Laurent Bertaud - perkusja
Producent: Dün


5 komentarzy:

  1. Pisałem o tej płycie także u siebie. Arcyciekawa to pozycja. Niestety bardzo trudna do dostania. Kompakty jeszcze jak cię mogę, ale placki są w cenach nieziemskich. Tak, też żałuję, że to jedyny ich album, ale takich perełek warto szukać i posiadać we własnych zbiorach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oho, czyżbyś brał się za ciekawszą część muzyki lat 80.? Jeśli tak, to się zapytam - masz zamiar wziąć na warsztat This Heat? Od jakiegoś tygodnia bardziej w nich wsiąknąłem i muszę przyznać, jestem dość zauroczony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyższa pora, żeby pokazać, że w tej dekadzie też działo się wiele ciekawego, choć wyłącznie poza mainstreamem ;) Jeszcze nie wiem, czy This Heat będzie, może i tak.

      Usuń
  3. Chyba przełamię swoją niechęć do wszystkiego co powstało w latach 1978-1988 (mniej więcej) i posłucham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak po przesłuchaniu tego albumu wciąż będziesz miał jakieś głupie uprzedzenia, to już serio nie będę się z Tobą wdawał w żadne dyskusje ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.