29 listopada 2018

[Recenzja] Henry Cow / Slapp Happy - "In Praise of Learning" (1975)



"In Praise of Learning" to trzecia część skarpetkowej trylogii Henry Cow, a zarazem drugi album nagrany wspólnie z zespołem Slapp Happy. Materiał został napisany przez muzyków obu zespołów, ale z wyraźną przewagą wkładu członków Henry Cow. Dlatego nie powinno dziwić, że w przeciwieństwie do bardziej piosenkowego "Desperate Straights" (zdominowanego przez kompozycje Slapp Happy), tym razem dominuje bardzo awangardowe, skomplikowane granie. Choć najbardziej radykalny, abstrakcyjny charakter mają akurat dwa nagrania podpisane przez oba składy. Instrumentalne "Beginning: The Long March" i "Morning Star" to czyste free improvisation, pełne dysonansów i atonalnych dźwięków, zaś całkowicie pozbawione powtarzających się tematów i choćby śladów melodii. Jest to muzyka niezwykle wymagająca, mogąca drażnić i sprawiać wrażenie bezsensownego hałasu, ale tak naprawdę bardzo wyrafinowana i intelektualna.

Pozostałe utwory przynajmniej sprawiają pozory bardziej poukładanych, za sprawą pojawiających się w nich charakterystycznych motywów, melodii i partii wokalnych. Najbardziej przystępnie wypada właściwie balladowy "Beautiful as the Moon - Terrible as an Army with Banners", napisany przez Freda Fritha i Chrisa Cutlera, z wyjątkowo subtelnym śpiewem Dagmar Krause i odpowiednio stonowaną, lecz daleką od popowego banału warstwą instrumentalną. Znamiona piosenki, całkiem zresztą chwytliwej na swój dziwny sposób, nosi też napisany przez członków Slapp Happy, Anthony'ego Moore'a i Petera Blegvada, "War". Tutaj jednak pojawia się więcej awangardowo zakręconych dźwięków, dopełnianych kompletnie zwariowaną partią Krause (i melodyjnym śpiewem Blegvada). Najbardziej niesamowitą kompozycją jest napisana przez Tima Hodgkinsona 15-minutowa "Living in the Heart of the Beast", w której bardzo ładne i przystępne momenty (bliskie zwykłego proga, choć raczej z okolic King Crimson, Van der Graaf Generator i Gentle Giant, niż np. Genesis) przeplatają się z awangardowym szaleństwem, a całość nieustannie się rozwija, co chwilę zmieniając motywy i już ich nie powtarzając, lecz jednocześnie zachowując spójność. Prawdziwa esencja Henry Cow.

Pewien problem sprawia warstwa tekstowa albumu. Zwykle nie zwracam uwagi na ten element, traktując wokal jako kolejny instrument, a teksty za nieistotny dodatek. Jednak te z "In Praise of Learning" są bardzo silnie upolitycznione i sympatyzujące z komunistyczną ideologią. Tak wielkie zaangażowanie muzyków, w połączeniu z wypisaną na okładce deklaracją Art is not a mirror - it is a hammer (cytat z Johna Griersona), prowadzi do pytania, na ile w tym wszystkim chodzi o muzykę, a na ile o propagowanie (szkodliwych) poglądów? Odpowiedź na to pytanie można poniekąd znaleźć w utworze "Gloria Gloom" z repertuaru Matching Mole, który Henry Cow wykonywał podczas koncertów, a w którego tekście pada zdanie: How long can I pretend that music's more relevant / Than fighting for a socialist world? Z drugiej strony, muzyka zawarta na "In Praise of Learning" wcale nie sprawia wrażenia mniej ważnej od tekstów, a wręcz przeciwnie. A na pewno lepiej świadczy o intelekcie muzyków, niż ich poglądy. Jednak pewien niesmak pozostaje.

"In Praise of Learning", pomimo zasługującej na potępienie warstwy tekstowej, to wspaniały album, który z pewnością zachwyci każdego, kto poszukuje muzyki ambitnej, niekonwencjonalnej, wyrafinowanej i stawiającej słuchaczowi wymagania, a nie tylko mającej zapewnić mu wyłącznie rozrywkę. Osobiście stawiam ten album trochę niżej od doskonale wyważonego "Legend", ale wyżej od nierównego "Unrest".

Ocena: 9/10



Henry Cow / Slapp Happy - "In Praise of Learning" (1975)

1. War; 2. Living in the Heart of the Beast; 3. Beginning: The Long March; 4. Beautiful as the Moon - Terrible as an Army with Banners; 5. Morning Star

Skład Henry Cow: Fred Frith - gitara, skrzypce, pianino, ksylofon; Tim Hodgkinson - instr. klawiszowe, klarnet; Lindsay Cooper - fagot, obój; John Greaves - bass, pianino; Chris Cutler - perkusja i instr. perkusyjne
Skład Slapp Happy: Dagmar Krause - wokal; Peter Blegvad - gitara, klarnet, wokal; Anthony Moore - instr. klawiszowe
Gościnnie: Geoff Leigh - saksofon sopranowy; Mongezi Feza - trąbka; Phil Becque - oscylator
Producent: Henry Cow, Slapp Happy i Phil Becque


6 komentarzy:

  1. W momencie gdy odnosisz się tak głęboko do tekstów (a nie tylko wyrzucasz im gówniarskość - Ramones, albo chwalenie Charlesa Mansona - PL i GNR) recenzja przestaje mieć wymiar tylko muzyczny - w tym wypadku idzie głęboko w politykę.

    A strona ta ma chyba charakter serwisu muzycznego?

    Skoro dałeś już tak mocno wyraz temu w recenzji - dlaczego uważasz komunizm za tak zły ustrój?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź pod uwagę, że ta recenzja dotyczy albumu, który nie ma czysto muzycznego wymiaru. Teksty są bardzo mocno zaangażowane w popieranie ustroju, który doprowadził (przede wszystkim w RFSRR, ZSRR i CRL, ale przecież też w Polsce) do masowych ludobójstw. Popieranie tego reżimu, to popieranie zbrodni.

      Usuń
    2. Niekoniecznie - "socjalizm" i "komunizm" to bardzo ogólne pojęcia, a podejrzewam, że dla tych muzyków wręcz po prostu zbiory idei, które później wyewoluowały w konkretne ustroje - maoizm, stalinizm, leninizm itp. Muzycy raczej nie są winni celowego popierania reżimu, lecz młodzieńczej naiwności i głupiej wiary w to, że po tylu zbrodniach i nieudanych "eksperymentach" dokonanych przez różne odłogi tych ideologii mimo wszystko wciąż można zrealizować jego pierwotne, utopijne założenia. Tym bardziej, że w wielu miejscach mocno forsowano takie przekonania np. na uniwersytetach (dokonywał się tzw. marsz przez instytucje), a świat nie otrząsnął się jeszcze po Wojnie w Wietnamie, w której strona "antykomunistyczna" także dokonywała zbrodni, również na cywilach (Agent Orange nie oszczędzał nikogo). Warto spojrzeć na sprawę z perspektywy młodziaka, odbierającego sprzeczne sygnały i niewiedzącego zbytnio, co jest słuszne, a co nie.

      Usuń
    3. Muzycy musieli jednak wiedzieć, jak w praktyce wyglądało wprowadzenie socjalizmu, nie siedzieli przecież w dżungli odcięci od informacji.

      Zresztą abstrahując już od poglądów muzyków, najważniejszym pytaniem jest: na ile w tym albumie chodzi o muzykę, a na ile o politykę?

      Słuchając muzyki, chcę słuchać muzyki. Jeśli już muszą być w niej teksty, to niech dotyczą rozrywki (byle nie w tak infantylny sposób jak u Ramones), sztuki, będą jakąś formą poezji, itp. Bo gdy są tak mocno upolitycznione, to przestaje to być samą muzyką, a staje się narzędziem propagandowym. A to już nie jest fajne, bez względu na to, jakie muzycy mają poglądy. Choć tutaj akurat prezentują szkodliwe poglądy. Dlatego podkreślam, że promuję ten album ze względu na jego artystyczne walory, a głoszonych na nim poglądów nie podzielam.

      Usuń
  2. Nie no czaję zamysł, po prostu jakoś nie mogłem się powstrzymać przez podzieleniem moim spojrzeniem na to ;) Gdybym miał tak do tego podchodzić, to z połowę muzyki, której słucham regularnie (i której jeszcze nie odkryłem) musiałbym odrzucić, bo chcąc nie chcąc, muzyka jest silnie upolityczniona od dawien dawna, niekoniecznie za sprawą tekstów (np. właśnie "Machine Gun" Brotzmanna). Poza tym, uzewnętrznianie swoich poglądów przez muzykę to jeszcze nie propaganda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak muzykę instrumentalną (jak właśnie "Machine Gun") można dowolnie interpretować. I na tym polega, moim zdaniem, jej przewaga, bo może bardziej zachęcić słuchacza do myślenia, niż ta z tekstem, wywołująca konkretniejsze skojarzenia. A już dzielenie się tak bezpośrednio swoimi poglądami jest jakąś formą propagandy.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.