24 października 2018

[Recenzja] Tangerine Dream - "Electronic Meditation" (1970)



Tangerine Dream to jeden z najpopularniejszych zespołów wywodzących się ze sceny krautrockowej i jeden z najważniejszych twórców muzyki elektronicznej. Przez wiele dekad siłą napędową i jedynym stałym członkiem grupy był klawiszowiec i gitarzysta Edgar Froese (zmarły w 2015 roku). Na początku działalności towarzyszyli mu grający na instrumentach smyczkowych Conrad Schnitzler i perkusista Klaus Schulze. Właśnie to trio - wsparte przez Jimmy'ego Jacksona (elektryczne organy) i Thomasa Keyserlinga (flet) - w październiku 1969 roku zarejestrowało materiał na debiutancki album, zatytułowany "Electronic Meditation". Schnitzler i Schulze odeszli wkrótce potem.

Wbrew tytułowi, album został zarejestrowany głównie za pomocą tradycyjnych instrumentów, nieznacznie wzbogaconych prymitywnymi generatorami dźwięków. Młodych muzyków nie było po prostu jeszcze stać na syntezatory, które wkrótce miały stać się podstawą ich brzmienia (zarówno na późniejszych albumach Tangerine Dream, jak i na solowych wydawnictwach Klausa Schulze'a). Efekt jest jednak całkiem intrygujący. Całość brzmi jak awangardowa, bardzo eksperymentalna wariacja na temat tytułowego utworu z "A Saucerful of Secrets" Pink Floyd. W bardziej subtelnych momentach, gdy na pierwszy plan wychodzą partie elektrycznych organów, można wręcz odnieść wrażenie cytowania wspomnianej kompozycji. Nie zabrakło też solówek gitarowych, które z kolei wywołują skojarzenia z twórczością założonego wkrótce potem Ash Ra Tempel (do którego zresztą przeszedł Schulze). Jednak reszta tego materiału, składająca się głównie z różnych zgrzytów, sprzężeń i szumów, idzie jeszcze dalej w stronę awangardy, przywodząc nawet skojarzenia z twórczością Karlheinza Stockhausena. Całość jest całkowicie improwizowana, w sposób bliski free jazzu, zwłaszcza tego radykalnego, wywodzącego się z Niemiec. Co nie powinno dziwić.

"Electronic Meditation" to udany debiut, który zwłaszcza w chwili wydania musiał robić wrażenie, pokazując jak daleko można przesunąć granice muzyki rockowej. Choć w ostatecznym kształcie albumu więcej chyba przypadku, niż przemyślanego efektu, brzmi to naprawdę ciekawie i wciągająco.

Ocena: 8/10



Tangerine Dream - "Electronic Meditation" (1970)

1. Genesis; 2. Journey Through a Burning Brain; 3. Cold Smoke; 4. Ashes to Ashes; 5. Resurrection

Skład: Edgar Froese - gitara, instr. klawiszowe, efekty; Conrad Schnitzler - skrzypce, wiolonczela, efekty; Klaus Schulze - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Jimmy Jackson - organy; Thomas Keyserling - flet
Producent: Tangerine Dream


3 komentarze:

  1. O, ich debiutu jeszcze nie słuchałem, a już słyszałem z 10 ich płyt. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. rzadko się zdarza bym po 5-6 minutach rozglądał się np. w necie, ile czasu zostało do końca płyty...ostatnio taki stan miałem przy debiucie Joan Baez. pierwsza płyta TD to typowe męczenie buły. początek i kamień węgielny w twórczości ważnego zespołu
    Ale każdy lubi co innego
    ja mam taką punktację
    1-posłuchałem raz i o raz za dużo
    2-raz i starczy
    3-może kiedyś powrócę
    4-na pewno powrócę
    5-w sercu

    Debiutowi TD daję 2 i to naciągane. ale domyślam się że każdy lubi coś innego. I bardzo dobrze. a za Ricochet dałbym 5 :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak muzykę tego zespołu znam z soundtracków do kultowego filmu kung-fu"Mistrz latającej gilotyny"1975 i "Cena strachu"1977.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.