[Recenzja] Popol Vuh - "Hosianna Mantra" (1972)



Na początku lat 70. Florian Fricke przeszedł duchową przemianę, co bardzo wpłynęło na charakter granej przez niego muzyki. Efekty było słychać już na drugim albumie jego grupy Popol Vuh, "In den Gärten Pharaos" - prawdopodobnie najbardziej uduchowionym ze wszystkich krautrockowych wydawnictw. Wkrótce po jego wydaniu, Fricke doszedł do wniosku, że syntezatory nie pasują do muzyki tak mocno nawiązującej do religii. Postanowił więc sprzedać swojego Mooga (nabył go inny muzyk ściśle związany ze sceną krautrockową, Klaus Schulze) i zastąpić go akustycznymi instrumentami - pianinem oraz klawesynem. Całkowicie zmienił też skład zespołu - nowymi współpracownikami zostali gitarzysta Conny Veit (znany także z krautrockowych grup Gila, Guru Guru i Amon Duul II), oboista Robert Eliscu (z folkowo-krautrockowego Between), grający na tamburze Klaus Wiese (bardzo zasłużony dla muzyki elektronicznej instrumentalista), a także koreańska wokalistka Djong Yun (córka kompozytora Isanga Yuna).

Powyżsi muzycy (wsparci przez grającego na skrzypcach Fritza Sonnleitnera) zarejestrowali materiał na album "Hosianna Mantra". Tytuł wiele mówi o jego zawartości. Utwory z jednej strony nawiązują do europejskiej poważnej muzyki sakralnej, a z drugiej - do tradycyjnej muzyki Środkowego Wschodu. No właśnie - Popol Vuh na tym albumie nie gra już krautrocka, ani żadnego innego rodzaju muzyki rockowej (choć jej fani z pewnością docenią gitarowe solówki Veita). Tak właściwie to problematyczną kwestią jest zakwalifikowane zawartości "Hosianna Mantra" do jakiegokolwiek rodzaju muzyki. Niektórzy nazywają ją akustycznym ambientem, inni zaliczają do classical crossover, a jeszcze inni doszukują się tutaj początków world music i new age. Fricke, samodzielny kompozytor całości, stworzył niewątpliwie oryginalny styl, łącząc - jakby się zdawało - zupełnie nie pasujące do siebie elementy. Trudne, a być może całkowicie niemożliwe, jest wskazanie czegokolwiek podobnego.

Jednak album zachwyca nie tylko oryginalnością, a przede wszystkim swoim niebywałym pięknem. Wypełnia go muzyka bardzo subtelna i uduchowiona, przepełniona wręcz religijnym mistycyzmem. Klasycyzujące partie pianina, oboju, klawesynu i sopran Djong Yun (śpiewającej teksty o tematyce biblijnej, oparte na twórczości filozofa Martina Bubera), a także pojawiające się czasem skrzypce, tworzą nastrój zbliżony do muzyki sakralnej, podczas gdy drone'owe partie tambury dodają medytacyjnego charakteru, typowego dla muzyki hindustańskiej. W całość doskonale wtapiają się partie elektrycznej gitary Conny'ego Veita, których nie powstydziłaby się chyba żadna grupa wykonująca klasyczny rock progresywny. Opisywanie poszczególnych utworów nie ma większego sensu, ponieważ tworzą bardzo spójną, jednorodną, ale nie monotonną całość. I tak też najlepiej jej słuchać - bez analizowania poszczególnych elementów, po prostu dając się zachwycić jej pięknu.

Popol Vuh to jeden z naprawdę nielicznych zespołów o - mimo wszystko - rockowych korzeniach, które potrafiły umiejętnie czerpać z muzyki klasycznej, nie ocierając się o kicz, śmieszność lub patos, ani jej nie trywializować. "Hosianna Mantra" jest tego najlepszym przykładem.

Ocena: 9/10



Popol Vuh - "Hosianna Mantra" (1972)

1. Ah!; 2. Kyrie; 3. Hosianna Mantra; 4. Abschied; 5. Segnung; 6. Andacht; 7. Nicht hoch im Himmel; 8. Andacht

Skład: Florian Fricke - pianino, klawesyn; Conny Veit - gitara; Klaus Wiese - tambura; Robert Eliscu - obój; Djong Yun - wokal
Gościnnie: Fritz Sonnleitner - skrzypce
Producent: Popol Vuh


Komentarze

  1. Uwielbiam ten album. Działa na mnie niezwykle kojąco. Zresztą pisałem o nim kilka lat temu u siebie na blogu. Fajnie że podzielasz moje zdanie jeśli idzie o ocenę tej niesamowitej płyty.
    Dzięki za przypomnienie o tym zespole. Pisząc te słowa wrzuciłem do odtwarzacza ich płytę "Einsjäger & Siebenjäger". Coś niebywałego jak to pięknie gra.

    OdpowiedzUsuń
  2. Można zrobić muzykę z chrześcijańskimi tekstami inspirowaną muzyką sakralną, a i tak ludzie będą to nazywać niu ejdżem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko tu już sam tytuł jasno wskazuje na nawiązania również do wschodniego mistycyzmu, a warstwa muzyczna więcej czerpie z klasycznej muzyki hindustańskiej niż z europejskiej muzyki sakralnej. New age w tym kontekście to po prostu styl muzyczny - a nie jakiś światopogląd - charakteryzujący się medytacyjnym, uspokajającym i kontemplacyjnym nastrojem, często budowany na długich dronach, powtarzalnych motywach i minimalizmie instrumentalnym. Dokładnie w takiej estetyce mieści się znaczna część "Hosianna Mantra": statyczność, repetytywność, pastoralna aura, brak klasycznej narracji sakralnej. Fakt, że Fricke korzysta z chrześcijańskiej symboliki, niczego tu nie zmienia - przynależność gatunkowa jest określana przez język muzyczny, a nie treść słowną.

      Usuń
    2. Z hinduskiej muzyki też czerpie, ale nie zmienia to faktu, że Wikipedia definiuje muzykę New Age jako powiązaną z tym sekciarskim ruchem

      Usuń
    3. I jest to istotny błąd. Znaczy jakaś część muzyki new age pewnie jest z tym powiązana, ale pojęcie to zyskało inne znaczenia i jako nazwa stylu jest pojęciem odrębnym. Ta sama Wikipedia stwierdza, że jest to termin bardzo wieloznaczny! często będący etykietą (…) służącą do oceny zjawisk, a nie do ich nazywania. Często służy także do prowadzenia walk ideologicznych. W kwestii stylu muzycznego lepszą definicję podaje RYM.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)