[Recenzja] Soft Machine - "Seven" (1973)
Przed nagraniem tego albumu, ze składu Soft Machine odszedł kolejny ważny muzyk. Hugh Hopper, niezadowolony z kierunku narzuconego przez Karla Jenkinsa, postanowił zająć się innymi rzeczami, w tym solową karierą. Nowym basistą został znany już z gościnnych występów na albumach "Fourth" i "Fifth" Roy Babbington - kolejny były muzyk Nucleus, jaki zasilił szeregi Soft Machine. Co oznacza, że w nagraniu "Seven" uczestniczyło więcej dawnych członków Nucleus, niż muzyków klasycznego składu Soft Machine, z których pozostał już tylko Mike Rattledge.
"Seven" kontynuuje ścieżkę wytoczoną przez poprzedni album. Zespół porzucił awangardę i zbliżył się do bardziej mainstreamowego fusion. Longplay rozpoczyna się zaskakująco prostym i banalnym, niemalże piosenkowym "Nettle Bed". Dalej na szczęście jest dużo lepiej, ale wciąż wyjątkowo, jak na ten zespół, przystępnie. Dominują bardziej stonowane utwory. Na wyróżnienie zasługuje bardzo ładny i delikatny "Carol Ann", ze zgrabnym wykorzystaniem elektroniki, jak również żwawszy "Down the Road", oparty na wyrazistej grze sekcji rytmicznej. Najciekawiej wypadają tu jednak kolejne eksperymenty z minimalistyczną, repetycyjną elektroniką: subtelny "Snodland" płynnie przechodzący w rytmiczny "Penny Hitch", oraz ambientowy finał albumu w postaci "The German Lesson" i "The French Lesson" (będących w rzeczywistości jednym utworem).
"Seven" zasługuje na mocne siedem, jednak zdecydowanie wolę Soft Machine w bardziej awangardowym wydaniu.
"Seven" kontynuuje ścieżkę wytoczoną przez poprzedni album. Zespół porzucił awangardę i zbliżył się do bardziej mainstreamowego fusion. Longplay rozpoczyna się zaskakująco prostym i banalnym, niemalże piosenkowym "Nettle Bed". Dalej na szczęście jest dużo lepiej, ale wciąż wyjątkowo, jak na ten zespół, przystępnie. Dominują bardziej stonowane utwory. Na wyróżnienie zasługuje bardzo ładny i delikatny "Carol Ann", ze zgrabnym wykorzystaniem elektroniki, jak również żwawszy "Down the Road", oparty na wyrazistej grze sekcji rytmicznej. Najciekawiej wypadają tu jednak kolejne eksperymenty z minimalistyczną, repetycyjną elektroniką: subtelny "Snodland" płynnie przechodzący w rytmiczny "Penny Hitch", oraz ambientowy finał albumu w postaci "The German Lesson" i "The French Lesson" (będących w rzeczywistości jednym utworem).
"Seven" zasługuje na mocne siedem, jednak zdecydowanie wolę Soft Machine w bardziej awangardowym wydaniu.
Ocena: 7/10
Soft Machine - "Seven" (1973)
1. Nettle Bed; 2. Carol Ann; 3. Day's Eye; 4. Bone Fire; 5. Tarabos; 6. D.I.S.; 7. Snodland; 8. Penny Hitch; 9. Block; 10. Down the Road; 11. The German Lesson; 12. The French Lesson
Skład: Mike Ratledge - instr. klawiszowe; Karl Jenkins - saksofon, flet, obój, pianino elektryczne; Roy Babbington - gitara basowa, kontrabas; John Marshall - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Soft Machine
Soft Machine - "Seven" (1973)
1. Nettle Bed; 2. Carol Ann; 3. Day's Eye; 4. Bone Fire; 5. Tarabos; 6. D.I.S.; 7. Snodland; 8. Penny Hitch; 9. Block; 10. Down the Road; 11. The German Lesson; 12. The French Lesson
Skład: Mike Ratledge - instr. klawiszowe; Karl Jenkins - saksofon, flet, obój, pianino elektryczne; Roy Babbington - gitara basowa, kontrabas; John Marshall - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Soft Machine

Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.