4 grudnia 2017

[Recenzja] Television - "Marquee Moon" (1977)



Punkrockowa rewolucja niewątpliwie miała wiele negatywnych następstw. Takich jak całkowita zmiana oblicza przemysłu fonograficznego i muzycznego mainstreamu, które odcięły się od bardziej ambitnych rodzajów muzyki. Lecz z drugiej strony, równolegle z punk rockiem pojawiły się takie nurty, jak post-punk czy new wave, ściśle z nim powiązane, ale pod wieloma względami będące jego przeciwieństwem. Przede wszystkim była to muzyka znacznie bardziej wartościowa artystycznie, nie tak prostacka i prymitywna. W tzw. podziemiu działało wiele grup, które eksperymentowały i poszukiwały nowych rozwiązań, niejako przejmując rolę pełnioną dotychczas przez progrockowych gigantów, którzy w tamtym czasie woleli się skupiać na pisaniu popowych przebojów, aby tylko utrzymać się w mainstreamie.

Co ciekawe, więcej ambitnego punku (choć brzmi to jak oksymoron, wcale nim nie jest) powstawało w Stanach, niż w Wielkiej Brytanii. Wiele interesujących rzeczy działo się na scenie nowojorskiej, której jednym z najważniejszych i najlepszych przedstawicieli jest grupa Television. Zespół rozpoczął karierę w 1973 roku, a cztery lata później opublikował swój debiutancki album "Marquee Moon", uważany za jedno z najbardziej wpływowych dzieł muzyki rockowej. Od razu warto zaznaczyć, że zawarta na nim muzyka niewiele ma wspólnego z prymitywną twórczością Ramones czy Sex Pistols. Punkowa jest tu tylko warstwa wokalna. Śpiew Toma Varlaine'a nie jest może tak bełkotliwy, jak u Joeya Ramone'a czy Johnny'ego Rottena, ale i tak jego maniera bywa irytująca. Warstwa instrumentalna jest natomiast nieporównywalnie bardziej wyrafinowana, niż u wspomnianych wykonawców. Muzycy na pewno potrafią grać. Sekcja rytmiczna stara się urozmaicać swoją grę, a partie dwóch uzupełniających się gitar są wręcz porywające. Przoduje pod tym względem zwłaszcza dziesięciominutowy utwór tytułowy, w którym blisko połowę zajmują świetne gitarowe popisy. Choć do Television przylgnęła etykietka grupy post-punkowej, wyraźnie słychać tu inspiracje klasycznym rockiem (aczkolwiek nie brakuje również nowocześniejszych rozwiązań, charakterystycznych dla późnych lat 70. i kolejnej dekady). Wiele solówek, a także melodii, przypomina mi wczesną twórczość Quicksilver Messenger Service (szczególnie "Venus", ale też np. instrumentalna część tytułowego), kiedy indziej słyszę podobieństwa do Stonesów (zwłaszcza w balladzie "Guiding Light"). A skoro już mowa o melodiach, to te są często kapitalne, żeby wymienić tylko "See No Evil", "Prove It", czy najbardziej chwytliwy "Venus". Wspomnieć należy także o niesamowitym, podniosłym, lecz nie popadającym w pretensjonalność, finale albumu - "Torn Curtain".

"Marquee Moon" nie jest może szczególnie nowatorskim albumem - mamy tu raczej do czynienia z uwspółcześnieniem klasycznego rocka, a nie czymś zupełnie nowym - ale za to bardzo wpływowym. Do dziś czerpie z niego cała rockowa alternatywna (zarówna ta prawdziwa, jak i ta alternatywna tylko z nazwy). A że niewielu naśladowców - o ile jakikolwiek - tworzyło tak interesującą muzykę, to już nie wina Television.

Ocena: 9/10



Television - "Marquee Moon" (1977)

1. See No Evil; 2. Venus; 3. Friction; 4. Marquee Moon; 5. Elevation; 6. Guiding Light; 7. Prove It; 8. Torn Curtain

Skład: Tom Verlaine - wokal, gitara, instr. klawiszowe; Richard Lloyd - gitara, dodatkowy wokal; Fred Smith - bass, dodatkowy wokal; Billy Ficca - perkusja
Producent: Andy Johns i Tom Verlaine


1 komentarz:

  1. Na razie słuchałem tylko raz, ale już teraz wiem, że to przefajna płyta. Takie granie jak najbardziej do mnie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.