14 listopada 2017

[Recenzja] John Coltrane - "A Love Supreme" (1965)



"A Love Supreme". Najważniejszy i najsłynniejszy album Johna Coltrane'a. Słusznie doceniony przez krytyków i słuchaczy (którzy już w roku wydania kupili blisko pół miliona egzemplarzy - był to naprawdę niesamowity wynik, jak na muzykę jazzową i to tą trudniejszą w odbiorze). Trudno się pisze o takich wydawnictwach. Po części dlatego, że już wiele o nich powiedziano, ale także dlatego, że ciężko oddać słowami ich geniusz.

Skąd ten cały fenomen "A Love Supreme"? Jest to na pewno album wyróżniający się na tle ówczesnego jazzu. Nie jest to zwyczajny zbiór kilku częściowo improwizowanych utworów zbudowanych na schemacie: temat - solowe popisy muzyków - powrót do tematu. Zawarta tutaj muzyka tworzy przemyślaną całość, swego rodzaju półgodzinną suitę, podzieloną na cztery części (utwory). Jest to muzyka niezwykle uduchowiona, będąca świadectwem duchowej przemiany Trane'a, który kilka lat wcześniej, po zwalczeniu nałogów, zwrócił się ku Bogu. Dlatego też "A Love Supreme" postrzegany jest jako pierwszy album spiritual jazzowy. Jest w tym trochę prawdy, to na pewno pierwsze tak dojrzałe dzieło w tym stylu, lecz przecież John już od dawna nagrywał utwory o spirytualnym nastroju.  W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję - jeżeli ktoś pozna "A Love Supreme" zaraz po lub przed "Blue Train" czy "Giant Steps", to może być zdziwiony, jak bardzo zmieniła się muzyka Coltrane'a przez te pięć lat. Dlatego warto poznać albumy wydane w międzyczasie, na których doskonale słychać, jak stopniowo, lecz konsekwentnie ewoluował jego styl, coraz bardziej oddalając się od hardbopowych korzeni, w stronę swobodniejszej i coraz bardziej uduchowionej muzyki.

Album został w całości nagrany podczas kilkugodzinnej sesji, wieczorem 9 grudnia 1964 roku, w słynnym studiu należącym do inżyniera dźwięku Rudy'ego Van Geldera, pod okiem producenta Boba Thiele'a. Co prawda nazajutrz muzycy wrócili do studia, by zarejestrować alternatywne wersje kilku fragmentów, jednak żadne nagranie z tego dnia nie trafiło na album. Co ciekawe, drugiego dnia w studiu pojawili się nie tylko członkowie John Coltrane Quartet, ale także dwóch dodatkowych muzyków - saksofonista Archie Shepp i kontrabasista Art Davis. Obaj zagrali w dwóch podejściach do kompozycji "Acknowledgement". W sekstecie nie udało się jednak powtórzyć tej magii, jaka pojawiła się podczas wykonania kwartetu. Wspomniana kompozycja rozpoczyna album i robi to w naprawdę wielkim stylu, przyciągając uwagę od początkowego uderzenia gongu i wchodzącej po chwili przepięknej solówki Johna. Cały utwór zbudowany jest na akompaniamencie bardzo chwytliwej zagrywki Jimmy'ego Garrisona, wokół której pozostali muzyce prezentują swoje umiejętności. Pod koniec pojawia się zupełnie nowy element w twórczości Trane'a - powtarzany przez niego jak mantra tytuł albumu. Dwa środkowe utwory, "Resolution" i "Pursuance", zdają się bardziej spontaniczne, w większym stopniu bazując na improwizacji, a nie gotowych tematach. Wszyscy muzycy grają w nich wspaniałe solówki. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na te w wykonaniu Coltrane'a - momentami zmierzające w stronę freejazzowego hałasu, ale jednak zachowujące melodyjność. Najpiękniejszą solówkę lider zagrał natomiast w finałowym "Psalm" - wyjątkowo nieimprowizowaną, lecz będącą muzyczną narracją napisanego przez niego poematu (umieszczonego na okładce albumu). Czytany równo z utworem, tekst będzie idealnie pasować do melodii solówki.

Piękny album, stanowiący przemyślaną i dopracowaną całość, rewelacyjnie zagrany i brzmiący po prostu ponadczasowo. Do tego niezwykle ważny i inspirujący. Bez żadnych wątpliwości przyznaję maksymalną ocenę. Choć tak naprawdę taka muzyka jest ponad jakimikolwiek skalami.

Ocena: 10/10



John Coltrane - "A Love Supreme" (1965)

1. Acknowledgement; 2. Resolution; 3. Pursuance; 4. Psalm

Skład: John Coltrane - saksofon, wokal (1); McCoy Tyner - pianino; Jimmy Garrison - kontrabas; Elvin Jones  - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Bob Thiele


19 komentarzy:

  1. Jak już pisałem pod inną recenzją nie jestem ogólnie fanem jazzu bo słucham ogólnie proga i jazz rocka i posiadam tylko 4 jazzowe płyty Astigmatic, Ascension, Kind of Blue i właśnie A love Supreme i jest to jedna z najlepszych rzeczy jakie w życiu słyszałem.

    OdpowiedzUsuń
  2. W "Psalm" zaczyna przynudzać (Ty byś to nazwał "zachowawcze"), po 3 minutach zaczynam patrzeć na zegarek. Tak jakby szczekał, ale bał się ukąsić. Cała reszta budzi respekt i podziw, ale nie jestem tym zaślepiony.

    8/10

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nazwałbym tego "zachowawczym", tylko pięknym i uduchowionym. O to właśnie w tym utworze chodzi, a nie o kąsanie. Nie słyszę tam żadnego przynudzania, a wręcz przeciwnie - właśnie w tym utworze Coltrane przyciąga moją uwagę każdym granym przez siebie dźwiękiem.

      Warto ten album oceniać jednak w kontekście całego jazzu i tego, co Coltrane do niego wniósł (tym albumem i nie tylko), a nie ograniczać do subiektywnych odczuć.

      Usuń
    2. Moim zdaniem nie wyszło mu to uduchawianie.

      Wniósł czy nie, musiałem zacisnąć zęby by do końca wytrwać, reszta albumu trzyma bardzo wysoki poziom, gdyby nie sama końcówka dla mnie byłoby to 9.

      Usuń
    3. Jesteś w tej opinii odosobniony. Zapytaj kogokolwiek, kto się na jazzie zna.

      Usuń
    4. Może jestem, może nie.

      Ale nie mam ochoty myśleć, że są twórcy i albumy, które trzeba uważać za wielkie dzieło, bo inaczej śmietanka wyzwie cię od ignorantów.

      Wbijaj na mój nowy RYM

      Usuń
    5. Patrzysz na to od złej strony. Wielkość tego album nie polega na tym, że jakaś śmietanka każe się nim ślepo zachwycać. To wielkość tej muzyki sprawia, że zachwyca ona tak wiele osób - i to nie dzieciaków czytających Teraz Rocka, tylko osoby słuchające ambitniejszej muzyki, w tym prawdziwych ekspertów. Poczytaj co oni o tym piszą, zamiast być samemu dla siebie wyrocznią.

      To jest album, któremu trzeba poświęcić wiele czasu, wiele posłuchań. I poszerzyć wiedzę o profesjonalne analizy, które mogą sprawić, że przy kolejnym odsłuchu spojrzy się na niego z innej strony, usłyszy coś, co się przeoczyło lub czego się nie wychwyciło przez zbyt małe osłuchanie z danym rodzajem muzyki czy muzyką w ogóle. Szersza znajomość gatunku też byłaby wskazana.

      Błędem jest natomiast podejście typu: raz przesłuchać (być może będąc akurat w nieodpowiednim nastroju na taki typ muzyki), odhaczyć na RYMie i szybko przesłuchać parę innych albumów, odhaczyć..., nie próbując dowiedzieć się o nich czegoś więcej, tylko polegać na swojej subiektywnej ocenie.

      W rezultacie nie masz do powiedzenia na temat tego albumu (i innych słuchanych w takim tempie) nic, co miałoby jakąkolwiek wartość dla kogoś innego. To tylko Twoje opinie.

      Usuń
    6. Moment:

      1) Słyszę jeżeli płyta będzie miała coś do zaoferowania przy kolejnych odsłuchach
      2) w trakcie samego słuchania zwracam uwagę na wiele płaszczyzn - rozwój kompozycji, współpraca bądź brak instrumentalistów, ich wkład
      3) oceniam wg określonej ilości gwiazdek czy z miejsca uważam że jest to klasyk, czy może jednak powinienem wrócić innym razem, czy mam uciekać gdzie pieprz rośnie. -> w przypadku love supereme procedura była taka sama

      Jak zauważyłeś (albo nie) nie koszę tam wszystkiego jak leci ocenami typu jedna dwie gwiazdki, ale jednak potrafię pójść dalej i wystawić oceny wyższe, bądź prawie najwyższe.

      Z tego co piszesz, wynika że słuchanie płyty powinno też polegać na czytaniu o niej, głębszej analizie (cokolwiek to tutaj oznacza) i konsultacjach z ekspertami.

      Usuń
    7. Tak, a nawet nie tyle wynika, co napisałem to wprost.

      Ja np. kompletnie nie znam się na muzyce poważnej i zwykle nie jestem w stanie wyłapać jej wpływów (odwołania do konkretnych epok może i tak, ale gorzej do konkretnych kompozytorów czy ich dzieł). Ale gdy poznawałem taką Magmę, to przeczytałem o wpływach Orffa czy Strawińskiego. Posłuchałem więc tych kompozytorów, porównałem i faktycznie usłyszałem ewidentne podobieństwo. Więc w ten sposób wzbogaciłem swoją wiedzę i o Magmie, i o tych kompozytorach, a gdybym się ograniczył tylko do słuchania Magmy, to bym znacznie mniej o niej wiedział i pewnie dalej nie rozumiał o co w tej muzyce chodzi, pod jakim kątem na nią patrzeć, na co zwrócić uwagę. Zrozumienie tego, na czym polega jej styl i co nowego (i skąd się to wzięło) wniosła do rocka, znacznie pomogło mi ją docenić. A jak już coś doceniam, to słuchanie tego zaczyna mi sprawiać coraz większą przyjemność.

      Usuń
  3. Nie starczyłoby mi doby jeżeli brałbym np. płytę wspomnianej Magmy, szukał jak najwięcej informacji na jej temat, potem bym jeszcze pisał do jakiegoś znawcy, i słuchał wykonawców klasycznych, na których się wzorowała. W ten sposób przesłuchanie jednej płyty zajmuje kilkanaście nawet godzin, co jest niedorzeczne. Nie wyrastam z tradycji disco polo czy akordu łupanego i zdecydowanie bardziej już w tej chwili podchodzi mi taki Coltrane niż Black Sabbath, czy Cream, które jeszcze bardziej bledną gdy zapozna się z muzyką o krótkiej i śmiesznej nazwie "zgiełk"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie dlatego to, co robisz, jest jedynie przesłuchiwaniem albumów, a nie ich poznawaniem. Trudno być od razu ekspertem, który może bazować wyłącznie na swoich wrażaniach, bo do tego trzeba nie tylko potężnego osłuchania, ale i dodatkowej wiedzy. A nie sposób zdobyć tę wiedzę, jeśli się tylko odhacza albumy na RYMie, byle mieć dużo ocen, zamiast najpierw poświęcić czas na pogłębienie wiedzy o konkretnych gatunkach i jego najważniejszych dziełach. Na początek trzeba mieć jakieś punkty odniesienia. W zdobywaniu wiedzy nie ma nic niedorzecznego. Zresztą wracają do przykładu Magmy - przecież nie musiałem przy poznawaniu każdego albumu ponownie słuchać dzieł Orffa i Strawińskiego. To była jednorazowa inwestycja, dzięki której kolejne albumy jestem w stanie zrozumieć i poznać szybciej. A jak będę poznawał innych wykonawców zeuhlowych, to też będę już wiedział, że owszem, jest to muzyka bezpośrednio inspirowana Magma, ale pośrednią owymi kompozytorami. I w ogóle łatwiej będzie mi wyłapać ich wpływ w innej muzyce. Np. jakbym dopiero teraz poznawał "First Utternace" Comus, to nie pisałbym o wokalach tylko, że są dziwne, ale także, że prawdopodobnie muzyków zainspirowało "Wesele" Strawińskiego, czy mówiąc szerzej - rosyjski folklor.

      Twórczość wielu rockowych wykonawców (w tym wspomnianych) wcale nie wydaje mi się bledsza po - już przecież poważnym - zagłębieniu się w jazz. Po prostu nie oczekuję od nich, że będą grać jakby to był jazz, tylko żeby dobrze robili swoje.

      Usuń
    2. Ale nieznajomość róznych pierdów poprzedzających nie wyklucza umiejętność docenienia czy pozytywne zaintrygowanie - np. taką Magmą. Ale nie powinno się wymagać bezwzględnego szacunku dla takiego Coltrane'a i dążenia do tego by go docenić - bo inaczej się jest ignorantem.

      To muzykę powinno się dobierać wg upodobań, a nie upodobania dostrajać do muzyki.

      Usuń
    3. Wyklucza ocenienie jej we właściwym kontekście, utrudnia jej zrozumienie, a więc i przyswojenie. I chyba nie chcesz powiedzieć, że muzyka najważniejszych kompozytorów poważnych XX wieku to "pierdy"?

      Jeśli ktoś krytykowałby najwybitniejszego jazzowego saksofonistę (jak mówią o Coltranie eksperci) na podstawie własnych odczuć, nie mając do tego kompetencji, to tak, jest to ignorancja. Poleganie wyłącznie na własnych osądach, nie będąc znawcą dziedziny, jest ignorancją.

      O wielkości danego artysty czy dzieła świadczą obiektywne walory, bo one nie podlegają żadnym wątpliwościom. Indywidualny słuchacz nie musi się zachwycać, ale jak obalać niepodważalne fakty, nie mając do nawet tego wystarczającej fachowej wiedzy, to tylko wystawia się na pośmiewisko.

      Ale wiedza to jedno, a gust drugie. Jednak gust się zmienia i można go dowolnie kształtować.

      Usuń
    4. Wśród tej twórczości są na pewno pierdy. Można rzucić uchem - aha, tu rzeczywiście jest podobne, ten ma taki styl komponowania, tamten inny - ale na pewno nie powinno się bezkrytycznie zachwycać Strawińskim, tylko dlatego, że robił to co robił i jak to robił.

      Czy istnieją jacyś kompozytorzy poważni, których można zjechać?

      Usuń
    5. Nie słuchałem, ale na pewno są tam pierdy - to wręcz podręcznikowy przykład ignorancji.

      Usuń
    6. Co? Skoro na pewno są tam pierdy, to co jest podręcznikowym przykładem ignorancji?

      I gdzie są pierdy? U Str, czy u kompozytorów poważnych których nie wymieniłeś, bo nie słuchałeś? Bo nie wiem, do czego się teraz odniosłeś

      Usuń
    7. Odniosłem się do tego, co napisałeś, ale bez kursywy lub cudzysłowu, bo nie był to dokładny cytat. Więc inaczej:

      Wśród tej twórczości są na pewno pierdy - z tego wynika, że nie masz o niej żadnego pojęcia, nawet nie słuchałeś, ale z góry zakładasz, że są tam też jakieś mniej ambitne rzeczy. I na tym właśnie polega ignorancja. Ale też na tym, co piszesz dalej, bagatelizując rolę (a więc i wartość) muzyki poważnej.

      Termin "muzyka poważna" dotyczy raczej wartościowych artystycznie dzieł i twórców. W przeciwieństwie do "muzyki klasycznej", która po prostu oznacza muzykę z klasycznych epok, zarówno tą poważną, jak i np. czysto rozrywkowe pierdy Johanna Straussa.

      Usuń
    8. Nigdy nie ma tak, że wszystko danego twórcy jest tak samo dobre i warte uwagi, chociażby był to najpoważniejszy kompozytor.

      Termin "muzyka poważna" dotyczy raczej wartościowych artystycznie dzieł i twórców

      Tak, czyli muzyka poważna nie może być kiepska? A co jeżeli jakaś muzyka brzmi podobnie do poważnej, ale nie ma wartości artystycznej, co sprawia że nią nie jest? Jak wtedy to zaklasyfikować?

      Usuń
    9. Nie, nie każde dzieło jest tak samo wybitne. Ale żeby grać muzykę poważną, trzeba mieć solidne wykształcenie muzyczne i umiejętności, więc zawsze będą w tym jakieś walory artystyczne.

      Popełniłem błąd, pisząc, że "muzyka klasyczna" oznacza muzykę z klasycznych epok, bo jest też coś takiego, jak współczesna muzyka klasyczna (modern classical). Więc po prostu zbiór o nazwie "muzyka poważna" mieści się w większym zbiorze o nazwie "muzyka klasyczna".

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.