6 września 2017

[Recenzja] The Allman Brothers Band - "Where It All Begins" (1994)



The Allman Brothers Band w pierwszej połowie lat 90. wydawał nowe albumy z zadziwiającą, jak na zespół z takim stażem, częstotliwością. Kończący ten okres "Where It All Begins" - trzeci longplay z kolei i, jak się okazało, ostatni na prawie dekadę - zdradza, niestety, pewne ślady zmęczenia. Pomysł na ten materiał jest identyczny, jak w przypadku dwóch poprzednich wydawnictw. Już sam tytuł informuje, że to kolejny album nawiązujący do korzeni grupy. Pod względem kompozytorskim nie jest tak dobrze, jak na poprzednim "Shades of Two Worlds", ale nieco ciekawiej, niż na wcześniejszym "Seven Turns".

Na pewno cieszy większa aktywność kompozytorska Gregga Allmana, który tym razem jest współautorem czterech z dziesięciu utworów. Bez wątpienia czterech najlepszych fragmentów tego longplaya. Wrażenie robią przede wszystkim dwa z nich: zadziorny i chwytliwy zarazem "Sailin' 'Cross the Devil's Sea", oraz "Temptation Is a Gun", bardzo ładna ballada o lekko soulowym odcieniu, ciekawie wzbogacona perkusjonaliami (pierwszy z nich stworzył wspólnie z Warrenem Hayensem, Allenem Woodym i Jackiem Pearsonem, w napisaniu drugiego pomogli mu natomiast Jonathan Cain i Neal Schon z grupy Journey). Ale naprawdę nieźle wypadają też dwa energetyczne kawałki bluesrockowe: "All Night Train" i "What's Done Is Done" (pierwszy napisany z Hayensem i dawnym klawiszowcem grupy, Chuckiem Leavellem, drugi z Woodym). Pozostaje tylko żałować, że Gregg nie zaangażował się jeszcze mocniej w tworzenie materiału.

Dickey Betts tym razem samodzielnie napisał cztery utwory, a jeden wspólnie z Johnem Prestią. Ten ostatni to singlowy "No One to Run With", bezczelnie oparty na rytmie "Revival" - kompozycji Bettsa z albumu "Idlewild South". Kawałek jest równie banalny, co jego pierwowzór. Nie lepsze wrażenie robią inne utwory o southernrockowym zabarwieniu: "Everybody's Got a Mountain to Climb", oraz "Back Where It All Begins", który pomimo nieco jamowej struktury i bardzo długich gitarowych solówek, nie porywa, a wręcz nuży. "Change My Way of Living", blues w średnim tempie, to typowy zapychacz. Broni się jedynie żwawy "Mean Woman Blues". Trudno zrozumieć skąd ten nagły spadek kompozytorskiej formy Bettsa, który zaledwie dwa lata wcześniej napisał, na album "Shades of Two Worlds", jedne ze swoich najlepszych utworów. Może to kwestia zbyt częstego nagrywania nowych albumów.

Całości dopełnia samodzielna kompozycja Haynesa, "Soulshine" (napisana dla Larry'ego McCraya, który rok wcześniej wydał ją na swoim albumie "Delta Hurricane"). Ten uwielbiany przez fanów utwór to po prostu standardowa southernrockowa ballada, z ładnymi solówkami, ale ogólnie nieco nużąca i lukrowata. Kompletnie nie rozumiem zachwytów nad tym utworem.

Historia zatoczyła koło. Tak jak w latach 70., tak i dwie dekady później, wyraźny stał się podział wewnątrz zespołu na frakcje bluesrockową i southernrockową. Nie wpłynęło to korzystanie ani na spójność, ani na jakość tego albumu. A brak zgodności wśród muzyków doprowadził wkrótce do odejścia z grupy Dickeya Bettsa. "Where It All Begins" to  ostatni album The Allman Brothers Band nagrany z jego udziałem.

Ocena: 7/10



The Allman Brothers Band - "Where It All Begins" (1994)

1. All Night Train; 2. Sailin' 'Cross the Devil's Sea; 3. Back Where It All Begins; 4. Soulshine; 5. No One to Run With; 6. Change My Way of Living; 7. Mean Woman Blues; 8. Everybody's Got a Mountain to Climb; 9. What's Done Is Done; 10. Temptation Is a Gun

Skład:  Gregg Allman - wokal i organy; Dickey Betts - gitara i wokal; Warren Haynes - gitara i wokal; Allen Woody - bass; Jai Johanny Johanson - perkusja i instr. perkusyjne; Butch Trucks - perkusja i instr. perkusyjne; Marc Quiñones - instr. perkusyjne
Producent: Tom Dowd


2 komentarze:

  1. Znam tylko "Soulshine"które brzmi jak idealny przykład ballady z lat 70,głownie ze względu na hammondy i długośc ponad 7min.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się akurat Soulshine bardzo podoba. Nie widze w tym kawałku nic lukrowatego. Uważam również że solówka utworu tytułowego jest za długa i mało emocjonująca. Przydałoby się trochę zmian tempa to może nabrało by to większego dramatyzmu. Natomiast Sailin Cross the Devil's Sea to mój faworyt. Świetne niemal hard rockowe granie.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.