20 września 2017

[Recenzja] Gov't Mule - "Gov't Mule" (1995)



W drugiej połowie lat 90. muzyka rockowa sięgnęła samego dna. Największą popularnością cieszyły się wówczas tak bezwartościowe style, jak post-grunge, pop punk czy nu metal. Starsze zespoły też nie miały wiele do zaoferowania - podczas gdy jedni nagrywali kolejne, coraz słabsze wersje tych samych albumów, inni nieudolnie próbowali dostosować się do nowych trendów. Właśnie w takim okresie przyszło debiutować grupie Gov't Mule. Zespół powstał jako poboczny projekt dwóch członków The Allman Brothers Band - śpiewającego gitarzysty Warrena Haynesa i basisty Allena Woody'ego. Muzycy postanowili stworzyć klasyczne powertrio rockowe, inspirowane takimi grupami, jak Cream, The Jimi Hendrix Experience i Free (ta ostatnia to oczywiście kwartet, ale z trzema instrumentalistami). Składu dopełnił perkusista Matt Abts, z którym Haynes współpracował już pod koniec lat 80., gdy obaj byli członkami  The Dickey Betts Band.

Początek albumu jest naprawdę wyśmienity. Po śpiewanej a capella miniaturce "Grinnin' In Your Face", rozbrzmiewa ośmiominutowa przeróbka "Mother Earth", oryginalnie nagranego w 1951 roku przez Memphisa Slima. Utwór zachwyca już od pierwszych sekund - potężne brzmienie, posępny, niemal sabbathowy riff, liczne bluesowe solówki i głęboki puls basu, a do tego wyrazista melodia. Ten utwór to całkowite przeciwieństwo tego, co było wówczas modne - klasyczny blues rock, przywołujący klimat najlepszych lat tego gatunku. Świetnie wypada też kolejny utwór, "Rockin' Horse" (napisany przez Haynesa i Woody'ego z pomocą Gregga Allmana i Jacka Pearsonsa), nieco lżejszy i bardziej pogodny, za to bardzo energetyczny i chwytliwy. Zbudowany na znakomitej, lekko funkowej grze sekcji rytmicznej i pełen fantastycznych gitarowych popisów, również powinien zachwycić wielbicieli bluesrockowego grania. Całkiem przyjemnie wypada także "Monkey Hill", oparty na niezłym riffie, zachwycający przede wszystkim solówką Haynesa.

Niestety, im dalej, tym zapadających w pamięć momentów. Utwory nie są zbyt zróżnicowane, przez co zaczynają się ze sobą zlewać. Na wyróżnienie zasługują: instrumentalny "Trane", zdradzający zainteresowanie muzyków jazzem (nie tylko pod względem muzycznym - jego tytuł to hołd dla Johna Coltrane'a); akustyczna miniaturka "Dolphineus"; przebojowy "Painted Silver Light" z kolejną świetną solówką Haynesa; oraz dziesięciominutowy finał albumu, "World of Difference", przyciągający uwagę klimatem i fragmentami instrumentalnymi, w których muzycy mogą pokazać swoje umiejętności. Gdyby album składał się wyłącznie z wspomnianych dotąd utworów, wówczas byłby to wzorowy longplay, trwający idealne 45 minut, po brzegi wypełniony fantastyczną muzyką. Niestety, muzycy popełnili częsty błąd tamtych czasów, polegający na wykorzystaniu możliwości płyt CD i upychaniu na nich wszystkich zarejestrowanych utworów, bez żadnej selekcji. W rezultacie, otrzymujemy tutaj 70 minut muzyki, w czasie których pojawia się kilka mniej wyrazistych kawałków. Najbardziej niepotrzebnym fragmentem jest dość rozlazła przeróbka "Mr. Big" z repertuaru wspomnianego Free. Bez żalu pozbyłbym się także trzech autorskich kompozycji grupy - "Temporary Saint", "Mule" i "Left Coast Groovies" - które nie wnoszą wiele do całości.

Mimo wszystko, bardzo cieszy, że w tamtych czasach pojawił się zespół przypominający o tym, co najlepsze w muzyce rockowej. Na tle większości retro-rockowych grup, Gov't Mule wypada naprawdę olśniewająco, dzięki naprawdę dobrym kompozycjom i porywającym wykonaniom. Muzycy naprawdę czują taką muzykę i rozumieją o co w niej faktycznie chodzi. Szkoda tylko, że ich debiutanckie dzieło cierpi na nadmiar materiału, który nie zawsze trzyma wysoki poziom.

Ocena: 7/10



Gov't Mule - "Gov't Mule" (1995)

1. Grinnin' In Your Face; 2. Mother Earth; 3. Rockin' Horse; 4. Monkey Hill; 5. Temporary Saint; 6. Trane; 7. Mule; 8. Dolphineus; 9. Painted Silver Light; 10. Mr. Big; 11. Left Coast Groovies [For FZ]; 12. World of Difference

Skład: Warren Haynes - wokal i gitara; Allen Woody - bass; Matt Abts - perkusja
Gościnnie: Hook Herrera - harmonijka; John Popper - harmonijka
Producent: Michael Barbiero


2 komentarze:

  1. Muzyka rockowa w drugiej połowie lat 90' miała się całkiem nieźle, czego dowodem jest choćby recenzowany album, ale też wiele innych, z przeróżnych stylistyk. To był po prostu czas, w którym w dużych mediach już lansowano gówno, a nie było jeszcze powszechnego dostępu do internetu, który byłby dla tego dziadostwa przeciwwagą. Niemniej z dzisiejszej perspektywy to były ciekawe czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że ukazało się wtedy sporo ciekawych albumów, ale mało kogo one wtedy obchodziły. Napisałem, że muzyka rockowa sięgnęła dna dlatego, że nigdy wcześniej nie było tak, żeby popularnością cieszyły się wyłącznie jakieś gówniane stylistyki. A nie, że nie powstawała wtedy dobra muzyka ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.