[Recenzja] Alice Coltrane - "Eternity" (1976)

Debiut Alice Coltrane w nowej, dużej wytworni - Warner Bros. - to jej najbardziej zróżnicowane wydawnictwo do tamtej pory. "Eternity" stanowi swego rodzaju podsumowanie dotychczasowej działalności, ale też wprowadza pewne nowe elementy. Znalazły się tutaj utwory na instrument solo i na małe zespoły, ale też na wielką orkiestrę dęto-smyczkową. A to wszystko w niewiele ponad pół godziny, na przestrzeni sześciu utworów.
Najbardziej oszczędnym utworem na płycie jest trzyminutowy "Wisdom Eye", wykonany wyłącznie na harfie, która poza tym jednym nagraniem jest na "Eternity" nieobecna. Coltrane gra tu zarazem intymnie, jak i z mistycznym uniesieniem, przywołując klimat swoich wczesnych dokonań w rodzaju "Journey in Satchidananda". Jeszcze bardziej do tamtego okresu nawiązuje niewiele dłuższy "Morning Worship" z drone’owym tłem tambury, wspartym jazzowym akompaniamentem basisty Charliego Hadena, perkusisty Bena Rileya oraz aż trzech muzyków grających na perkusjonaliach: Armando Perazy, Carlosa Santany (w opisie występującego jako Przyjaciel) i producenta Eda Michela. Na pierwszym olanie jest jednak intensywna solówka liderki na elektrycznych organach, jej podstawowego instrumentu z późniejszego okresu.
W podobnym składzie, ale bez Michela, zarejestrowano "Los Caballos". To już zdecydowanie dłuższe, ponad 11-minutowe nagranie, z zadziornymi solówkami organów, osadzonymi na gęstej grze sekcji rytmicznej, z mnóstwem perkusyjnych przeszkadzajek. Zelektryfikowane, ostre brzmienie wiodącego instrumentu oraz intensywna gra całego składu kierują ten utwór w zdecydowanie jazz-rockowe rejony, w nieco właśnie santanowskim wydaniu. Ale to kolejna w krótkim czasie współpraca meksykańskiego muzyka z Coltrane - po "Welcome" i "Illuminations" - nic więc dziwnego, że wzajemnie się inspirowali, zbliżając się do siebie pod względem stylistycznym. Bardziej zaskakujący jest jednak kolejny na płycie, niewiele krótszy "Om Supreme", gdzie Alice po raz pierwszy gra na elektrycznym pianinie, a jej subtelnym partiom towarzyszy jedynie wokalny sekstet, z interesująco przeplatającymi się głosami. To coś zdecydowanie nowego w twórczości artystki.
"Eternity" to także dwa utwory na duży skład, w którym poza Coltrane, Hadenem i Rileyem znalazło się dwanaścioro muzyków grających na instrumentach smyczkowych oraz sekcja dęta licząca w "Spiritual Eternal" czternaścioro, a w "Spring Rounds" aż dwadzieścioro dwoje instrumentalistów. Pomimo zaangażowania tak dużego aparatu wykonawczego, są to raczej krótkie formy. "Spiritual Eternal" nie trwa nawet trzech minut. To kolejne solo na elektrycznych organach, tym razem z akompaniamentem nachalnej orkiestry. Można go w sumie potraktować jako intro. Dwukrotnie dłuższy "Spring Rounds" to natomiast interpretacja jednego z najbardziej charakterystycznych fragmentów arcydzieła muzyki współczesnej, "Święta wiosny" Igora Strawińskiego (Coltrane już wcześniej brała na warsztat jego "Ptaka ognistego"). Blisko 40-osobowy skład z początku wciela się w standardową orkiestrę symfoniczną, dość wiernie i sprawnie odgrywając partyturę, by nagle przeistoczyć się we freejazzowy big band. Efekt fuzji współczesnej poważki z awangardowym jazzem to świetny pomysł, który da się wprawdzie ciekawiej wyegzekwować, jednak i tak warto docenić tę próbę.
Jako całość "Eternity" jest jednak wydawnictwem kompletnie niezbornym - co utwór, to inny skład, instrumentarium i stylistyka. Poszczególne utwory zwykle bronią się jako samodzielne dzieła, zwłaszcza dwa środkowe, ale razem składają się na chaotyczny zbiór, którego nie sposób postawić obok największych dokonań Alice Coltrane.
Ocena: 7/10
Recenzja dodana 10.2025
Alice Coltrane - "Eternity" (1976)
1. Spiritual Eternal; 2. Wisdom Eye; 3. Los Caballos; 4. Om Supreme; 5. Morning Worship; 6. Spring Rounds
Skład: Alice Coltrane - organy (1,3,5,6), harfa (2), elektryczne pianino (4), tambura (5), instr. perkusyjne (6); Charlie Haden - kontrabas (1,3,5,6); Ben Riley - perkusja (1,3,5,6), instr. perkusyjne (6); Terry Harrington - saksofon tenorowy (1), klarnet (6); Jackie Kelso - saksofon tenorowy (1), klarnet (6); Jerome Richardson - saksofon sopranowy (1), flet altowy (6); Fred Jackson - flet (1,6); Hubert Laws - flet (1,6); Don Christlieb - fagot (1,6); Jack Marsh - fagot (1,6); Oscar Brashear - trabka (1,6); Paul Hubinon - trąbka (1,6); George Bohanon - puzon (1,6); Charlie Loper - puzon (1,6); Alan Robinson - waltornia (1,6); Marylin Robinson - waltornia (1,6); Tommy Johnson - tuba (1,6); Murray Adler - skrzypce (1,6); Nathan Kaproff - skrzypce (1,6); Bill Kurasch - skrzypce (1,6); Gordon Marron - skrzypce (1,6); Sid Sharp - skrzypce (1,6); Polly Sweeney - skrzypce (1,6); Rollice Dale - altówka (1,6); Pamela Goldsmith - altówka (1,6); Mike Nowack - altówka (1,6); Anne Goodman - wiolonczela (1,6); Ray Kelley - wiolonczela (1,6); Jackie Lustgarten - wiolonczela (1,6); Armando Peraza - kongi (3,5); Carlos Santana - instr. perkusyjne (3,5); Deborah Coomer - wokal (4); Edward Cansino - wokal (4); Susan Judy - wokal (4); Jean Packer - wokal (4); Paul Vorwerk - wokal (4); William Yeoman - wokal (4); Ed Michel - instr. perkusyjne (5); Louise Di Tullio - flet piccolo (6); Julian Spear - klarnet basowy (6); Gene Cipriano - obój (6); John Ellis - obój (6); Ernie Watts - rożek angielski (6); Jo Ann Caldwell - kontrafagot (6); Vince De Rosa - waltornia (6); Art Maebe - waltornia (6)
Producent: Ed Michel
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.