[Recenzja] Santana - "Lotus" (1974)



Wydany w samym środku najbardziej jazzowej fazy Santany album "Lotus" jest jej najznamienitszym reprezentantem, a może po prostu najwybitniejszym osiągnięciem w całej karierze zespołu oraz jego lidera. To materiał koncertowy, zarejestrowany podczas występów 3 i 4 lipca 1973 roku w Osace. Pierwotnie opublikowano go wyłącznie w Japonii, ale jeszcze w latach 70. doczekał się wydań na zachodzie Europy, w Nowej Zelandii, a nawet Wenezueli; w Stanach nie był dostępny aż do 1991 roku, gdy pojawił się na CD. Wydawnictwo jest naprawdę obszerne - na trzy płyty winylowe trafiły aż 23 utwory o łącznej długości ponad dwóch godzin. Całość trzyma jednak bardzo równy poziom, co odróżnia ten album od - znacznie przecież krótszych - studyjnych longplayów.

Zespół promował wówczas cały czas album "Caravanserai", jednak reprezentacja tej płyty ogranicza się do "Every Step of the Way", sporo zyskującego na braku orkiestracji. Aż sześć kompozycji pochodzi natomiast z popularnego "Abraxas", dwie z eponimicznego debiutu i jedna z "Santana III". Muzycy zaprezentowali też przedpremierowo trzy fragmenty dopiero co nagranego, ale jeszcze niewydanego "Welcome". Ponadto w repertuarze znalazł się też krotki fragment "Meditation" z "Love Devotion Surrender" Carlosa Santany i Johna McLaughlina. Największą niespodzianką na "Lotus" jest jednak siedem premierowych utworów - najczęściej zespołowych improwizacji lub interpretacji cudzych kompozycji. Większość z nich pozostała unikalna dla tego wydawnictwa, choć w przypadku jednego nagrania, "Mantra", istnieje też wersja studyjna - po latach dołączono ją do wznowień "Welcome".

Muzycy stawiali wówczas niemal wyłącznie na repertuar instrumentalny. Z piosenek zagrali tylko przebój "Black Magic Woman / Gypsy Queen" - przy czym to tę drugą, pozbawioną słów część znacznie rozbudowano - a także "Oye Como Va" i "Se a Cabo", w których jednak śpiew ogranicza się do zajmującego stosunkowo niewiele miejsca powtarzania tytułów. I taki dobór repertuaru okazał się doskonałym posunięciem. Zespół, niezależnie od składu, był znakomity w takim swobodniejszym graniu bez wokalu lub z jego minimalną ilością, a piosenki już tak dobrze mu nie wychodziły. "Lotus" to zatem przede wszystkim porywające jamy na pograniczu jazzu, rocka i muzyki latynoskiej, by wymienić tylko wspomniany już "Every Step of the Way", "Toussaint L'Overture" czy rozbudowany do ponad kwadransa "Incident at Neshabur".

Jeżeli chodzi o nowości, to Santana zaanektował do swojego repertuaru kompozycje "Xibaba (She-Ba-Ba)" Airto Moreiry oraz "Free Angela" Todda "Bayeté" Cochrana. Ta pierwsza już w oryginale była przesiąknięta latynoskim klimatem, tu natomiast - nie tracąc tego nastroju - zyskała jazz-rockowego brzmienia i dynamiki. Druga już w oryginale ma właśnie jazz-rockowy charakter, w tej wersji nabrała jednak większej energii oraz ciężaru. Wszystkie te zmiany działają na korzyść wersji santanowych, które zresztą brzmią tak, jakby były własny i utworami zespołu. Z autorskich improwizacji świetnie wypadają obie odsłony energetycznego "Castillos de Arena" (współkompozytorem jest jazzowy pianista Chick Corea), a zwłaszcza bardziej rozbudowana "Mantra", z nastrojowymi klawiszami, gęstą, hipnotyczną warstwą rytmiczną oraz budującą odpowiednie napięcie, stopniowo zaostrzającą się solówką lidera.

Mniej przekonuje mnie "A-1 Funk" - gdzie zespół jakby dopiero się rozgrzewa - oraz złożony wyłącznie z partii perkusjonaliów oraz basu "Batukada", który ma nawet fajny, egzotyczny klimat, ale okazuje się niespełna minutowym przerywnikiem. Natomiast czymś, co ewidentnie powinno zostać stąd usunięte, jest "Kyoto" - dziesięciominutowe solo Michaela'a Shrieve'a na bębnach, aż nadto długie, jak na jego możliwości i wyobraźnię muzyczną. Nie pomagają pojawiające się w pewnym momencie wstawki syntezatora, które niestety źle się zestarzały.

Drobne mankamenty nie psują mi jednak ogólnego wrażenia, które jest naprawdę pozytywne. To właśnie na tym wydawnictwie ta unikalna dla grupy Santana synteza muzyki latynoskiej, jazzu i rocka przybrała najbardziej doskonałą formę, z idealnie wyważonymi proporcjami między tymi trzema fundamentami. W dodatku zespół w końcu wydaje się zdawać sobie sprawę ze swoich mocnych i słabych stron, eksponując te pierwsze oraz unikając obnażania tych drugich. Studyjne płyty Santany były zapewne efektem kompromisu z wydawcą, natomiast na koncertach muzycy mogli grać to, co naprawdę chcieli, nie przejmując się tym, czy da się z tego wykroić przebojowy singiel. "Lotus" może jednak nie być najlepszym wyborem na start ze względu na jego obszerność. Jednak, mimo wszystko, te wcześniejsze studyjne wydawnictwa też warto przesłuchać.

Ocena: 9/10

PS. W kwietniu 2017 r. album został wznowiony jako "Lotus (Complete Edition)", wzbogacony o siedem premierowych nagrań z tych samych występów. Do repertuaru weszły m.in. kompozycje "Japan" i "The Creator Has a Master Plan", pierwotnie nagrane przez jazzowego saksofonistę Pharoaha Sandersa. Ówczesny muzyk Santany Leon Thomas śpiewał i grał na perkusjonaliach także w oryginalnych wykonaniach, więc sięgnięcie po nie było czymś naturalnym, a niewątpliwie stanowi cenny dodatek. Wydanie to ukazało się wyłącznie w Japonii, w formacie SACD.

Zaktualizowano: 07.2024



Santana - "Lotus" (1974)

LP1: 1. Meditation; 2. Going Home; 3. A-1 Funk; 4. Every Step of the Way; 5. Black Magic Woman; 6. Gypsy Queen; 7. Oye Como Va; 8. Yours Is the Light; 9. Batukada; 10. Xibaba (She-Ba-Ba)
LP2: 1. Stone Flower; 2. Waiting; 3. Castillos de Arena (Part 1); 4. Free Angela; 5. Samba de Sausalito; 6. Mantra; 7. Kyoto; 8. Castillos de Arena (Part 2); 9. Se a Cabo
LP3: 1. Samba Pa' Ti; 2. Savor; 3. Toussaint L'Overture; 4. Incident at Neshabur

Skład: Carlos Santana - gitara, instr. perkusyjne, wokal (LP2: 9, LP3: 3); Tom Coster - instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, wokal (LP2: 9); Richard Kermode - instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, wokal (LP3: 3); Doug Rauch - gitara basowa; Michael Shrieve - perkusja; Leon Thomas - instr. perkusyjne, wokal (LP1: 5, LP2: 9, LP3: 3); José Areas - instr. perkusyjne, wokal (LP3: 3); Armando Peraza - instr. perkusyjne
Producent: Carlos Santana, Richard Kermode, Michael Shrieve, Doug Rauch, Tom Coster, Armando Peraza, Jose Areas


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)