Posty

Wyświetlam posty z etykietą santana

[Recenzja] Santana - "Borboletta" (1974)

Obraz
"Borboletta" zamyka ten najbardziej jazzowy okres w twórczości Santany. To jakby ostatnia część nieformalnej trylogii, tworzonej razem z "Caravanserai" i "Welcome". Choć tak naprawdę okres ten obejmuje jeszcze koncertowy "Lotus" oraz płyty nagrane przez lidera z Johnem McLaughlinem czy Alice Coltrane. Tu zresztą także nie zabrakło występów cenionych jazzmanów. Na "Borboletta" pojawiają się chociażby Flora Purim, Stanley Clarke i Airto Moreira, czyli 3/5 oryginalnego wcielenia Return to Forever. Za to coraz mniejszy stawał się udział muzyków od początku związanych z grupą. Już nawet Michael Shrieve i José Areas wystąpili tylko w części nagrań, aby zresztą niedługo po tej sesji opuścić zespół. Nawet sam Carlos nie gra we wszystkich kawałkach, pozostawiając pole do popisu innym, co akurat działa na korzyść, zwiększając różnorodność poszczególnych nagrań. Podobnie do wszystkich poprzednich wydawnictw Santany, także "Borboletta" mi...

[Recenzja] Santana - "Lotus" (1974)

Obraz
Wydany w samym środku najbardziej jazzowej fazy Santany album "Lotus" jest jej najznamienitszym reprezentantem, a może po prostu najwybitniejszym osiągnięciem w całej karierze zespołu oraz jego lidera. To materiał koncertowy, zarejestrowany podczas występów 3 i 4 lipca 1973 roku w Osace. Pierwotnie opublikowano go wyłącznie w Japonii, ale jeszcze w latach 70. doczekał się wydań na zachodzie Europy, w Nowej Zelandii, a nawet Wenezueli; w Stanach nie był dostępny aż do 1991 roku, gdy pojawił się na CD. Wydawnictwo jest naprawdę obszerne - na trzy płyty winylowe trafiły aż 23 utwory o łącznej długości ponad dwóch godzin. Całość trzyma jednak bardzo równy poziom, co odróżnia ten album od - znacznie przecież krótszych - studyjnych longplayów. Zespół promował wówczas cały czas album "Caravanserai", jednak reprezentacja tej płyty ogranicza się do "Every Step of the Way", sporo zyskującego na braku orkiestracji. Aż sześć kompozycji pochodzi natomiast z popular...

[Recenzja] Santana - "Welcome" (1973)

Obraz
Ależ tu jest świetna lista płac! W nagraniach "Welcome" - poza zrekonstruowanym składem grupy Santana - udział wzięli m.in. Alice Coltrane, John McLaughlin czy dwoje muzyków z oryginalnego wcielenia Return to Forever Chicka Corei - Flora Purim i Joe Farrell. Dodatkowo jako wokalista zespołu zadebiutował Leon Thomas znany ze współpracy z Pharoahem Sandersem. Patrząc na te nazwiska nie trudno domyślić się, że zawarty tu materiał idzie jeszcze dalej w tym jazzowym kierunku, jaki wyznaczył poprzedni album, "Caravanserai". Jeśli jednak ktoś spodziewa się tu równie interesującego grania - albo poziomu, jakiego można by oczekiwać po tych wszystkich grających tu jazzmanach - to może poczuć się nieco zawiedziony. Płyta niewątpliwie ma momenty godne uwagi. Na plus wypadają wszystkie instrumentale. To choćby spinające album klamrą nagrania z udziałem Alice Coltrane. "Going Home", oparty na symfonii Antonina Dvoráka "Z nowego świata", za pomocą niemal wyłącz...

[Recenzja] Santana - "Caravanserai" (1972)

Obraz
Po wydaniu trzech albumów - które osiągnęły zarówno komercyjny, jak i artystyczny sukces - klasyczny skład grupy Santana zaczął się sypać. Basista David Brown oraz grający na perkusjonaliach Michael Carabello odeszli jeszcze przed rozpoczęciem nagrań na "Caravanserai". Natomiast już w trakcie prac z zespołem rozstali się śpiewający klawiszowiec Gregg Rolie i gitarzysta Neil Schon, dlatego nie w każdym utworze znalazły się ich partie. Być może nie odpowiadał im wszystkim nowy kierunek, jaki Carlos Santana narzucił pod wpływem ówczesnych dokonań twórców w rodzaju Milesa Davisa czy Weather Report. "Caravanserai" to zwrot w stronę bardziej subtelnego, głównie instrumentalnego grania, bliskiego stylistyki jazz-rocka czy nawet jazz fusion. Wśród licznych gości, którzy z nadwyżką uzupełnili braki kadrowe, znalazł się nawet Lenny White, mający za sobą udział w nagraniu davisowego "Bitches Brew". Większość muzyki zawartej na "Caravanserai" płynie sobi...

[Recenzja] Santana - "Santana III" (1971)

Obraz
"Trójka" to ostatni album grupy Santana nagrany w klasycznym, woodstockowym składzie, choć tym razem poszerzonym o drugiego gitarzystę Neala Schona. Muzyk miał wówczas dopiero 17 lat, jednak już wtedy budził spore zainteresowanie. Mniej więcej w tym samym czasie Eric Clapton zaprosił go do grania w Derek and the Dominos, na miejsce zmarłego Duane'a Allmana. Schon wybrał jednak granie z Santaną. Jego udział nie wpłynął znacząco na styl grupy. Album stanowi wyraźną kontynuację poprzedzającego go "Abraxas", w zbliżony sposób integrując elementy rocka, jazzu oraz muzyki latynoskiej. Nawet układ utworów jest dość podobny.  Płytę tradycyjnie rozpoczyna nagranie instrumentalne - energetyczny "Batuka", z bogatą warstwą rytmiczną oraz licznymi solówkami gitarowo-organowymi. Zaraz po nim następuje bardziej piosenkowy kawałek, pełniący tu rolę podobną do "Evil Ways" i "Black Magic Woman", choć "No One to Depend You" okazuje się ...

[Recenzja] Santana - "Abraxas" (1970)

Obraz
Drugi album grupy Santana rozwija stylistykę znaną z debiutu, to unikalne połączenie rocka, jazzu i muzyki latynoskiej. Na "Abraxas" wpływy latynoskie odgrywają jeszcze większą rolę. Nierzadko wysuwają się na pierwszy plan, czego najlepszym dowodem takie nagrania, jak należący do najsłynniejszych utworów zespołu "Oye Como Va" - przeróbka przeboju Tito Puente'a, która w tej wersji zyskuje zdecydowanie rockowej energii i lekkich naleciałości jazzowych w gitarowej solówce - a także, "Se a Cabo" i "El Nicoya", miniatur podpisanych nazwiskiem José Areasa, będących popisem przede wszystkim rozbudowanej sekcji rytmicznej. We wszystkich trzech kawałkach zwracają też uwagę teksty po hiszpańsku, co stanowi nowość w twórczości grupy, choć w dwóch ostatnich partie wokalne są raczej szczątkowe. Latynoskie zabarwienie ma także większość pozostałych nagrań. Choćby te trzy fantastyczne instrumentale. "Singing Winds, Crying Beast", autorstwa Mi...

[Recenzja] Santana - "Santana" (1969)

Obraz
Kariera grupy Santana zaczęła się chyba w najlepszy sposób, jaki można było sobie wówczas wyobrazić. W sierpniu 1969 roku nikomu nieznany sekstet - założony kilkanaście miesięcy wcześniej w San Francisco przez meksykańskiego gitarzystę Carlosa Santanę - pojawił się na największym i najłsynniejszym muzycznym wydarzeniu, jakie odbyło się do tamtej pory. Chodzi oczywiście o festiwal Woodstock. Było to możliwe wyłącznie dzięki uporowi menadżera Billa Grahama, który przekonał organizatorów, by dali szansę grupie bez żadnego wydanego albumu. Trwający ledwie trzy kwadranse występ okazał się jednym z najbardziej porywających momentów festiwalu. Twórczość grupy -:w oryginalny sposób łącząca elementy psychodelicznego rocka, jazzu, bluesa oraz muzyki latynoskiej i afrykańskiej - była czymś niewątpliwie świeżym, odmiennym od tego, co zaprezentowali inni wykonawcy. Na trwałe w historii muzyki rozrywkowej zapisało się zwłaszcza niesamowite wykonanie "Soul Sacrifice" z porywającymi soló...