[Recenzja] Steamhammer - "Mountains" (1970)



Steamhammer nigdy nie nagrał dwóch albumów w tym samym składzie. Tym razem kwintet został zredukowany do kwartetu, gdy ze składu odszedł Steve Jolliffe. Brak jego wkładu sprawia, że "Mountains" jest albumem mniej urozmaiconym pod względem aranżacji i brzmienia, aczkolwiek wciąż dość eklektycznym stylistycznie.

Słychać wpływy psychodelii ("I Wouldn't Have Thought (Gophers Song)", "Henry Lane", tytułowy "Mountains"), folku ("Leader of the Ring") lub obu na raz ("Levinia"). W nieco ostrzejszym "Walking Down the Road" pojawia się nawet wstawka inspirowana jakby afrykańską rytmiką, choć brzmi raczej ubogo w porównaniu chociażby z podobnymi próbami Gingera Bakera. Ogólnie wymienione utwory wypadają dość niemrawo, trochę tylko ożywając podczas niezłych gitarowych popisów Martina Pugha.

Nieco lepiej prezentuje się ostatni kwadrans, podczas którego zespół przypomina o swoich bluesowych korzeniach. Tym razem w wydaniu koncertowym. Rozbudowana interpretacja "Riding on the L&N" Lionela Hamptona wpisuje się w ówczesną modę na bluesrockowe improwizacje. Nie jest to, oczywiście, popis inwencji na miarę Cream, Band of Gypsys czy The Allman Brothers Band, nawet nie zbliżony, ale i tak wypada całkiem przyjemnie. Kto wie, czy to nie najlepsze, co Streamhammer opublikował pod swoim szyldem. "Hold That Train" to już rzecz bardziej zwarta i żywiołowa, ale znów niezbyt charakterystyczna, bazująca na ogranych schematach.

Po raz kolejny zespół nie zaprezentował niczego, czego wielu innych wykonawców nie robiłoby w tym samym czasie lepiej pod każdym względem. Ani kompozycje, ani ich aranżacje i wykonanie, ani nawet brzmienie nie wyróżniają się niczym szczególnym. Płyta wyłącznie dla zagorzałych miłośników klasycznego rocka, którzy chcą poznać coś poza twórczością tych najsłynniejszych grup, a boją się wychylić ze swojej strefy komfortu.

Ocena: 5/10

Zaktualizowano: 06.2022



Steamhammer - "Mountains" (1970)

1. I Wouldn't Have Thought (Gophers Song); 2. Levinia; 3. Henry Lane; 4. Walking Down the Road; 5. Mountains; 6. Leader of the Ring; 7. Riding on the L&N (live); 8. Hold That Train (live)

Skład: Kieran White - wokal, gitara, harmonijka; Martin Pugh - gitara; Steve Davy - gitara basowa, organy, dodatkowy wokal; Mick Bradley - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Keith Nelson - bandżo (3)
Producent: Fritz Fryer


Komentarze

  1. Oj dziugasz tych miłośników klasycznego rocka... I to już któryś z kolei raz. Czy to ma za zadanie sprowokować ich do wychylenia się poza strefę komfortu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu w ogóle nie chodzi o deprecjonowanie takich słuchaczy, a samego albumu, który nie ma w zasadzie szans spodobać się komukolwiek, poza tym jednym, ściśle określonym typem odbiorcy. Zastanawiałem się, czy nie doprecyzować tego w recenzji, ale uznałem - widocznie mylnie - że jest to oczywista krytyka samej muzyki.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)